REKLAMA

Orson Scott Card zaczyna przynudzać. Przygotowania – recenzja

Po raz kolejny wracamy do uniwersum stworzonego przez Grę Endera. I nie pierwszy raz mamy do czynienia z lekturą dość miałką. Geniusz Orsona Scotta Carda wydaje się mijać, lekturę Przygotowań kończyłem nie z przyjemnością, a z obowiązku.

przygotowania recenzja
REKLAMA
REKLAMA

Orson Scott Card to jeden z najsłynniejszych nadal aktywnych twórczo pisarzy science-fiction. Jego najbardziej znane dzieło – Gra Endera – powinno być obowiązkową lekturą nie tylko dla fanów gatunku. Liczba dobrych pomysłów, budowanie odpowiedniej atmosfery, wieloznaczność, skłanianie do przemyśleń… w Grze Endera i w większości dalszych książek Carda nie brakuje elementów cechujących dzieła wybitne.

Niestety, nie wszystko co stworzy Card ociera się o geniusz. Przygotowania to napisany wspólnie z Aaronem Johnstonem prequel gry Endera. A konkretniej, pierwszy tom drugiej trylogii prequelów. Nie mam przy tym nic do żerowania na sukcesie Carda – uniwersum przez niego stworzone jest genialnie pomyślane. Problem w tym, że w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że zupełnie mnie ta książka nie obchodzi. I zaraz wytłumaczę dlaczego.

Ziemia przygotowuje się do rozpaczliwej obrony.

Pierwsza inwazja robali została odparta przez koalicję wielkich korporacji z międzynarodowymi siłami wojskowymi oraz chińską armię, która w tej batalii odniosła najdotkliwsze straty. Tymczasem okazuje się, że statek, który spowodował takie zniszczenia, był jedynie jednostką zwiadowczą. W Układzie Słonecznym pojawia się statek-baza, który zmierza w stronę Ziemi. Ziemianie nie mają arsenału, by móc nawiązać z tą potęgą jakąkolwiek walkę. Mimo wszystko próbują.

Siłom ziemskim przewodzi Hegemon jednoczący narody. Jest też Polemarcha, odpowiedzialny za zorganizowanie sił wojskowych. Wokół nie brakuje korupcji, zepsucia, polityki i prywatnych interesów. Druga Wojna z Formidami wydaje się być skazana na porażkę. Czyż to nie doskonały zarys fabularny na wciągającą bez reszty trylogię?

Na fajnym pomyśle Przygotowania Orsona Scotta Carda i Aarona Johnstona się niestety kończą.

To zdecydowanie nie jest zła książka. Co więcej, jest to wręcz gratka dla fanów enderwersum. Po takich autorach i z taką spuścizną spodziewałem się jednak znacznie więcej. Tymczasem otrzymuję książkę wypełnioną postaciami niedbale opisanymi, o nieciekawych motywach i tak po prostu nudnych. Uważna lektura będzie tym bardziej frapująca – Przygotowania w kilku miejscach wręcz naruszają ciągłość wydarzeń, i to zarówno w obrębie jednego tomu, jak i całej historii konfliktu z Formidami (jak ktoś bardzo chce, bym rozwinął myśl, możemy porozmawiać w komentarzach, ostrzegając postronnych o spoilerach).

Najciekawszą postacią jest tu znany fanom Mazer Rackham, choć i on w Przygotowaniach jest przedstawiony w dość nudny sposób. Będę wielce zdumiony, jeżeli podczas lektury zainteresuje was ktokolwiek inny, byście przejmowali się jego lub jej losami. Tak leniwie i chaotycznie rozpisane postacie wręcz nie przystoją autorom o takiej renomie.

Przez całą książkę czytelnik będzie przedzierał się wręcz mozolnie. Brakuje odpowiedniego rytmu w narracji, brakuje poruszających wyobraźni intryg, brakuje... no właściwie, tu wszystkiego brakuje. I tylko sam ogólny zarys fabularny jest świetnie pomyślany, choć dałoby się go streścić na kilku kartkach.

Niestety, bez ciekawych postaci cała reszta gdzieś ginie.

REKLAMA

Jeżeli, tak jak ja, jesteś fanem lub fanką całego tego uniwersum, to i tak kupisz Przygotowania. I tak jak ja ucieszysz się, że ją przeczytasz. Bo choć to leniwie i niedbale skonstruowana książka, to i tak dopisuje nowe wątki do znanych nam już wydarzeń. Potraktuj to jako obowiązek fana. No i nie zapominajmy, że to wstęp do trylogii. Być może po przeczytaniu pozostałych tomów zmienię zdanie co do niektórych elementów.

Jest to jednak zdecydowanie jedna z gorszych książek Carda, co jako fan również zauważysz. A jeżeli twórczość tego autora i enderwersum są ci obce – zaklinam cię, nie zaczynaj tej przygody od Przygotowań. Zaopatrz się w genialną Grę Endera, unikaj filmowej ekranizacji książki jak ognia. Recenzowane tu Przygotowania to niestety miałki średniak.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA