REKLAMA
  1. Rozrywka
  2. Gry

Dungeon Siege II: Broken World

W Dungeon Siege II zacząłem grać tak późno, że po ukończeniu gry nie zdążyłem się dobrze uspokoić, kiedy usłyszałem o nadchodzącym dodatku. Kilka miesięcy minęło niczym mrugnięcie okiem, a na zachodzie Broken World stał już na sklepowych półkach. Kolejne pół mrugnięcia i człowiek spacerując po Empiku spogląda na półkę i sprawdza zawartość portfela.

11.03.2010
13:34
Rozrywka Blog
REKLAMA

Mówiło się, że dodatek wprowadzi nową rasę, dwie nowe profesje oraz że będzie to giera dla prawdziwych wyjadaczy z wysokim poziomem trudności. A i owszem - wszystko to jest. Mamy nową rasę - krasnoludów (całą społeczność krasnoludów, jeśli chcecie wiedzieć), a także dwie nowe profesje Fist of Stone oraz Blood Assassin. Obie te klasy łączą w sobie umiejętność posługiwania się konwencjonalną bronią oraz magią. Osobiście nie byłem do nich przekonany, także w Broken World obyłem się bez tych wynalazków. Mamy też wyższy poziom trudności, a więc wydawałoby się, że wszystko gra. Okazuje się jednak, że spłycono całą resztę gry…

REKLAMA

Tak, ja wiem, że stereotypowy hack'n'slash już sam w sobie jest płytki, ale mimo wszystko Broken World to zaledwie cień podstawowej gry. Akcja toczy się rok po pokonaniu Valdisa. Okazuje się, że niszcząc miecz Zaramotha narobiłeś bałaganu w świecie Aranny, miast przywrócić mu pokój. Poszczególne rasy odseparowały się od siebie - elfy stały się nieufne, driady żyją w niewielkich obozach i oczekują aż wybawi ich Great Leader, ludzie nie mają stałego siedliska i jedyną rzeczą na jakiej im zależy to przetrwanie. Aha, i jeszcze krasnoludy, które zostały zwyczajnie zniewolone we własnych kopalniach. Osią fabuły jest pościg za Arcymagiem właśnie, który umyka nam już od roku.

Aby rozpocząć grę w Broken World potrzebujesz postaci na minimum 39 poziomie. Gra pozwala na zaimportowanie postaci wytrenowanej w podstawce, a także oferuje graczowi szóstkę gotowych postaci. Polecam tę pierwszą opcję, bo poziom trudności faktycznie skoczył w BW nieco w górę, więc gra pójdzie dużo łatwiej jeśli będziemy mieć troszkę bardziej doświadczonego bohatera. Ja jednak pokusiłem się o gotową postać ponieważ chciałem sprawdzić w walce krasnoluda, ale szczerze mówiąc niewiele on wprowadza nowego - ot knypek, metr wzrostu, który siecze nie inaczej jak człowiek czy półolbrzym. Już w pierwszej lokacji spotykamy wszystkie postacie z DSII, które możemy włączyć do swojej drużyny, a na przestrzeni gry pojawia się jeszcze kilka nowych. W starannie dobranym składzie ruszasz naprawić to, co zepsułeś.

I wtedy zaczynasz dostrzegać te wszystkie spłycenia w BW. Kij tam, że główny wątek jest szczerze mówiąc nijaki, ale zadania poboczne to można by urozmaicić. W DSII często spędzałem po kilka godzin zajmując się tylko zadaniami pobocznymi, bo niektóre z nich były naprawdę skomplikowane i wielopiętrowe. Tutaj natomiast wszystko sprowadza się do ‘przynieś' albo ‘idź i zabij', a jeśli już pojawiają się jakiekolwiek urozmaicenia to są od razu wykładane na ławę. Brakuje jakiegoś sekretnego easter-eggowego zadania, jak złodziejaszek ‘???' (wtajemniczeni wiedzą o kogo chodzi).

Gdy tak podążałem przez krainy w świecie BW miałem wrażenie, że twórcy zapowiedzieli powstanie gry, a potem nie bardzo wiedzieli, co dalej zrobić. Zadania główne to wycieczki w określonym kierunku, podczas których wysieczesz setki różnorakich stworów, a na końcu ścieżki ZAWSZE jest arena (w postaci polany czy też duża komnaty) z bossem. I, co najgorsze, boss to przeciwnik z piekielnie dużą liczbą HP i mocniejszymi atakami, ale nic poza tym! Przez godzinę gry podążasz ścieżką i młócisz, potem docierasz do bossa i młócisz dalej. Zero myślenia - cała gra polega tylko i wyłącznie na klikaniu. Na przestrzeni fabuły walczyłem z około dziesięcioma bossami i za każdym taktyka była identyczna - debilne klepanie w PPM do oporu. Pomyślunku nie uświadczysz nawet w ostatecznym starciu - na czas gry możesz spokojnie wyłączyć mózg. Moim zdaniem troszkę to nietrafione, przypomnijmy sobie z DSII walkę ze smokiem - musieliśmy wycelować w niego balistę i strzelić, uważając przy okazji na mordercze splunięcia ogniem, a także nie dać się zabić przez wciąż nadciągające bestie. Adrenalina człowiekowi buzowała w żyłach, a w BW wystarczy zapewnić sobie dobre zaplecze lecznicze i sprawa załatwiona.

Aha, co do tego wysokiego poziomu trudności - w rzeczywistości polega on na tym, że przeciwnicy nadciągają w liczniejszych grupach i są może troszkę silniejsi. Przy dobrze dobranej drużynie nie ma najmniejszych problemów z zatłuczeniem całych hord wrogów, jednakże różnica pomiędzy podstawową grą, a dodatkiem jest faktycznie spora. Gdy włączyłem później Dungeon Siege II, to wydał mi się on dziwnie nudny.

Jak wspomniałem, nie byłem szczególnie przekonany co do dwóch nowych klas, ale nie omieszkałem sprawdzić, jak one się mają w praktyce. Blood Assassin to połączenie umiejętności walki dystansowej i magii bojowej. Troszkę słabo moim zdaniem wypada to w praktyce, bo komu chce się żonglować pomiędzy bronią, a magią podczas, bądź co bądź, chaotycznych starć. Trochę lepiej natomiast wypada Fist of Stone, która to klasa jest połączeniem walki wręcz z magią natury. Postać może więc przywoływać wszelkiego rodzaju stwory oraz rzucać czary wzmacniające oraz uzdrawiające. Dwie postacie leczące w drużynie są w stanie rozgryźć każdy orzech. A nie potrzeba tu nawet uwagi gracza, wystarczy bowiem ustawić odpowiednie zaklęcia na rzucanie automatyczne, dzięki czemu można skupić się na… klikaniu, hmmm…

Od strony technicznej gra prezentuje się żałośnie słabo na tle takiego na przykład Gothica 3. Szczerze mówiąc gra w ogóle wydaje się jakaś przestarzała na tle rynkowym. Świat Aranny nie ma nic wspólnego ze swobodą, wszędzie ograniczają Cię skały, rzeki czy urwiska, przez co podążasz po sznurku, czasem tylko skręcając w jakąś odnogę, aby wypełnić zadanie poboczne. Mimo wszystko grafika sama w sobie nie jest aż tak tragiczna, a dużym pocieszeniem jest, że da radę nawet na słabym sprzęcie (moim zdaniem nawet czteroletni dziadunio da radę). Lokacje są pełne szczegółów, a każda z nich ma swój klimat. Zgliszcza pięknego niegdyś lasu, który zwiedziliśmy w DSII czy wilgotna dżungla wokół obozowiska driad pozostawia miłe wspomnienia i sprawia raczej przyjemne wrażenie. Świat w Broken World ma swój klimat. Większość postaci będzie okazywała raczej ambiwalentne odczucia wobec gracza, w najlepszym wypadku kompletnie neutralne. Zabrakło mi jednakże rozmówek pomiędzy członkami drużyny podczas przemierzania Aranny, które w podstawce prowadzili gęsto, tutaj tylko raz na jakiś czas.

REKLAMA

Jeśli zaś chodzi o ścieżkę dźwiękową, to nie mam najmniejszych zastrzeżeń - aktorzy spisali się dobrze, jęki różnorakich maszkar sprawiają przekonujące wrażenie, dźwięki otoczenia są na miejscu, a za tym wszystkim gdzieś tam z cicha przygrywa muzyka, która dopełnia klimatu.

Gra mieści się tylko na jednym, zwyczajnym 700 megabajtowym cedeku. I kosztuje 69,90 PLN, co w przeliczeniu daje mniej więcej około 4 złotych i 70 groszy za godzinę gry, bo ukończenie w 100% Broken World zajmuje jakieś 15 godzin. Nie jest to wiele, ale nie zapominajmy, że to dodatek. Troszkę byłem zdziwiony faktem, że rozszerzenie wydaje Cenega, a nie CD Projekt, który zajmował się spolszczeniem oryginalnej gry. Nie bardzo rozumiem polityki takiego działania, w każdym razie cieszmy się, że Cenega nie zaszalała z ceną, choć moim zdaniem powinna odjąć od niej jeszcze dychę.

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA