Nieoczekiwanie spoiler z najnowszego sezonu Gry o tron nadszedł nie z przecieków czy zbyt długiego języka kogoś z ekipy, ale... z sali sądowej.

Uwaga, w tekście pojawiają się spoilery!
Tonący brzytwy się chwyta, możecie powiedzieć po przeczytaniu tej informacji. I tak, to prawda. W zasadzie wszyscy, którzy interesują się losami Westeros, z wypiekami na twarzy śledzą informacje dotyczące nadchodzącego sezonu Gry o tron. Jest to związane nie tylko z tym, że HBO każe nam wyjątkowo długo czekać na finałowy sezon swojego widowiska, ale również z uwagi na fakt, iż serial jest czymś przełomowym w historii produkcji w odcinkach. Świadczą o tym tym chociażby ostatnie nagrody Emmy.
Jaime Lannister, w którego wciela się Nikolaj Coster-Waldau, to jedna z najważniejszych postaci serii. Nie dość, że przeżył dłużej niż znaczna część bohaterów, których uznawaliśmy za pierwszoplanowych, to jeszcze z antypatycznego szlachcica stał się... No właśnie kim? Ta przemiana wydaje się być jednym z najważniejszych wątków opowiadanej historii. Nie ulega wątpliwości, że twórcy mają co do niego niemałe plany, które - jak spekuluje część fanów - mogą popchnąć go do potwornej zbrodni, czyli zamordowania własnej siostry.
Gra o tron: Jaime Lannister przeżyje do końca serialu?
Informację o tym, w ilu odcinkach pojawi się ten bohater, poznaliśmy dzięki sporowi sądowemu między aktorem a jego byłą agentką Jill Littman. Z informacji ujawnionej przez The Hollywood Reporter wynika, że Nikolaj Coster-Waldau zagra we wszystkich sześciu odcinkach sezonu. Oznacza to mniej więcej tyle, że jego bohater nie rozstanie się z życiem aż do finału. Co prowadzi nas do wniosku, że część teorii, co do jego roli, może mieć w sobie ziarno prawdy.
Dodatkową informacją, którą poznaliśmy przy okazji wspomnianego sporu sądowego, są zarobki aktora. W 7. sezonie serii Nikolaj Coster-Waldau zarabiał 942 tys. dol. za odcinek. W finałowej serii te zarobki wzrosły do ponad 1 mln dol. za epizod.
Nie wiemy jeszcze dokładnie, kiedy najnowszy sezon produkcji ujrzy światło dzienne, ale nie jest wykluczone, że zobaczymy go dopiero w wakacje przyszłego roku.