Jennifer Lopez, dziś funkcjonująca pod skrótowym pseudonimem J. Lo, przypuściła szturm na playlisty, listy przebojów, setlisty… i wszelkie inne listy, jakie tylko można sobie wyobrazić. Czas najwyższy, bo już drugi tydzień marca zbliża się ku końcowi, więc sezon letni tuż-tuż. Ale jak to, przebój letni i bez Pitbulla? Tak wyszło tym razem. Mimo braku pierwszego szczekacza popu, nie jest wcale tak najgorzej.

Na I Luh Ya PaPi Jennifer Lopez skorzystała z usług producenckich Noela "Detaila" Fishera z Detroit. Detail to producent, o którym będzie jeszcze głośno - choćby dlatego, że - jak udowodnił w I Luh Ya PaPi - lubi sporo postawić na głowie. Wywrócił całkowicie choćby syntezatory, które - zapętlone - ślizgają się gdzieś w tle w rewersie, tworząc dziwną melodię, przypominającą kręcenie winylem w odwrotną od prawidłowej stronę.
Sprawdź także: Najlepsze filmy z Jennifer Lopez
French Montana, który zalicza gościnkę w numerze, jest nieobecny przez cały utwór - poza swoją własną zwrotką oczywiście. To dość ciekawa odmiana po Pitbullu, który uwielbia odzywać się nieproszony, i zakrzykiwać 3/4 utworu swoim ¡Dale!. Numer ma szansę stać się przebojem - słucha się całkiem przyzwoicie; numer nie drażni, ale nie ma w nim też tego ładunku energii, który miało On The Floor czy Live It Up.
Numer możecie sprawdzić poniżej. Póki co - odsłuch; numer nie jest jeszcze formalnie singlem (choć na 99.999(9)% nim będzie, z czasem), więc klip ukaże się z czasem.