REKLAMA

Jak powstał „Wiedźmin: Zmora Wilka”? Twórcy spin-offa opowiadają o pracy nad filmem

Uniwersum „Wiedźmina” na Netflixksie dziś oficjalnie rozrosło się o dwie produkcje. Oprócz czekającego na 2. sezon serialu doczekaliśmy się pełnometrażowego filmu animowanego „Wiedźmin: Zmora Wilka”. O kulisach jego powstawania rozmawialiśmy z jego reżyserem i scenarzystą.

wiedźmin zmora wilka film premiera wywiad
REKLAMA

„Wiedźmin” prędzej czy później musiał doczekać się spin-offów. Netflix nabył kurę znoszącą złote jaja i nareszcie zaczął z tego na poważnie korzystać, zastępując w tej roli CD Projekt Red, co pokazał niedawny Witchercon. Marnowanie olbrzymiego potencjału tej marki byłoby głupotą z finansowego punktu widzenia. W dobie wyrastających jak na drożdżach uniwersów, prequeli, sequeli i rebootów mało kto zastanawia się, czy to dobra decyzja od strony artystycznej. Inna sprawa, że w przypadku „Wiedźmina” Netflix miał tak naprawdę ułatwione zadanie. Andrzej Sapkowski nigdy nie był pisarzem przesadnie zainteresowanym rozbudowywaniem świata Geralta z Rivii o kolejne opowieści z przeszłości postaci, mitologię czy szczegółową historię. To ani J.R.R. Tolkien, ani nawet George R.R. Martin.

Tworzenie prequeli i spin-offów w takich warunkach jest więc nieco łatwiejsze. Nie trzeba martwić się o narosłe przez lata oczekiwania fanów czy ograniczać własnej wyobraźni, by nie zrobić nic wbrew autorowi oryginału. Z drugiej strony, wymyślenie wiarygodnej i interesującej historii w już istniejącym świecie bez niemal jakichkolwiek ustalonych z góry elementów układanki dostarcza specyficznych problemów. Łatwo w takiej sytuacji o przekroczenie granicy kiczu i upodobnienie się do autorów fanfików. Scenarzysta „Wiedźmin: Zmora Wilka” Beau DeMayo przyznał w trakcie naszej rozmowy, że to miało faktycznie miało jednocześnie swoje pozytywne i negatywne strony:

REKLAMA

Netflix nie oparł się pokusie zrobienia animacji w wiedźmińskim świecie. Tylko czy „Wiedźmin: Zmora Wilka” to na pewno „anime”?

Właśnie takich hasłem platforma od miesięcy reklamuje swoją produkcję. Nie jest to oczywiście pierwszy raz, gdy Netflix bardzo luźno traktuje termin „anime” w odniesieniu do swoich filmów i serialu oryginalnych. Natomiast tutaj poszedł już naprawdę za daleko. „Wiedźmin: Zmora Wilka” nie jest anime, bez względu na to, z której strony byśmy na to patrzyli. Nie jest to film wyprodukowany w Japonii czy choćby przez japońskich twórców i pod względem stylu też ma niewiele wspólnego z tamtejszymi animacjami. Czy widać w debiutującej dzisiaj nowości jakieś inspiracje hitami z Japonii? Oczywiście, ale w realiach postmodernizmu to nic niezwykłego. Reżyser Kwang Il Han z południowokoreańskiego studia Mir podkreślił, iż ważniejsze od naśladowania japońskich wzorców było dopracowanie związku z główną serią o Geralcie:

„Wiedźminowi: Zmorze Wilka” zdecydowanie bliżej do wcześniejszych tytułów studia Mir takich jak „Legenda Korry”, „Young Justice: Outsiders” czy dostępne na Netfliksie „DOTA: Dragon's Blood”. Mowa więc o stosunkowo prostych projektach postaci, dynamicznej animacji w ekscytująco bombastycznych scenach walki oraz pięknym i rysowanym z dużą szczegółowością tle. Pochwalić produkcję trzeba za to, że to najlepiej wyglądająca animacja Mir od czasu „Legendy Korry”. Bardzo niewiele scen wygląda tanio i nienaturalnie. Postacie nie poruszają się jak sztywne manekiny (co we wspomnianej serii DC „Young Justice: Outsiders” było niestety nagminne). Nie licząc drobnych niedoróbek, filmowy spin-off „Wiedźmina” prezentuje się naprawdę imponująco.

Jednocześnie trudno powiedzieć, by „Wiedźmin: Zmora Wilka” miał w sobie silny element słowiański. Nawet jeśli twórcy zapewniają, że wzorowali się na kulturze tej części Europy.

Dyskusje o słowiańskości „Wiedźmina” to stały element fanowskiego krajobrazu w Polsce, czy nam się to podoba, czy nie. W teorii ten spór dawno temu wyjaśnił sam Andrzej Sapkowski, ale w praktyce mało kogo przekonał. Do dzisiaj trudno znaleźć gorącą dyskusję na temat 1. sezonu serialu Netfliksa bez choćby kilku osób odwołujących się do kwestii słowiańskości. Dlatego jestem przekonany, że pojawi się ona również przy okazji debat o filmie studia Mir. Nic dziwnego. Dostajemy tutaj bowiem bardzo westernizowaną wersję Kontynentu. Objawia się to przede wszystkim w projekcie potworów, ale również mentalności poszczególnych bohaterów. „Wiedźmin: Zmora Wilka” najbardziej zbliża się do wschodnioeuropejskiej atmosfery swoją scenografią. Jak wyjaśnia Kwang Il Han nie ma w tym przypadku:

Kluczowym elementem ważącym o sukcesie bądź porażce filmu był Vesemir.

Netflix nie narzucał na nas zbyt wielu ograniczeń. Pomysł na tę historię był stosunkowo prosty i dobrze przygotowany. Siłą rzeczy rozbudowywaliśmy już istniejący świat. Dołożenie do niego czegoś wiernego i kreatywnego równocześnie było wyzwaniem. Spójrzmy na postać Vesemira. Grający go w serialu aktor przyjechał do studia, byśmy mogli wykonać model młodszej wersji na bazie jego wyglądu.

A przecież oprócz tego opieraliśmy charakter i styl bycia Vesemira na jego portrecie z książek. Na pierwszy rzut oka jest tam beztroski, ale często ukrywa za swoimi słowami pewne znaczenia. Co ważne, Vesemir w naszym filmie jest dosyć przystojny, ale nie mógł być za przystojny. Musiał mieć w sobie też sporo męskości i łobuzerskości. Znalezienie równowagi między tymi elementami okazało się dla mnie dosyć kłopotliwe.

– wyjaśnił Kwang Il Han.

Stworzenie odpowiedniego projektu Vesemira było wyzwaniem dla kierowników artystycznych ze studia Mir, a tymczasem scenarzyści mieli własne zagwozdki. Trzeba było choćby zdecydować, jakiego rodzaju historię pragną przedstawić światu. Czy to będzie typowe origin story, a może coś z późniejszego okresu jego życia? Czy lepiej wybrać małą, zamkniętą w sobie opowieść czy coś wielkiego i mającego wydatny wpływ na historię Kontynentu? Podobnych pytań nie brakowało, a odpowiedzi na nie wcale nie pojawiły się od razu. Główny zwiastun „Wiedźmin: Zmora Wilka” pokazuje Vesemira również jako małego chłopca, ale początkowo twórcy wcale nie zakładali, że cofną się tak daleko w jego przeszłość:

Nie mieliśmy od początku planu, żeby pokazać Vesemira jako nastolatka. Razem z Lauren Hissrich rozmawialiśmy o tym, co ekscytuje fanów i co my sami chcielibyśmy zobaczyć. Jakie okresy z historii wiedźminów są trochę puste i moglibyśmy je wypełnić? Ja wtedy zaproponowałem zajęcie się Vesemirem. Im dalej rozwijałem tę opowieść, tym bardziej oczywista stawała się dla mnie konieczność pokazania go nie tylko w kwiecie wieku. Wszyscy mamy pewne ustalone oczekiwania na temat tego, jak zostaje się wiedźminem. Zakończyliśmy 1. sezon „Wiedźmina” przez pokazanie, w jaki sposób Geralt dostał się do tego świata. Wydawało się naturalne, żeby skontrastować z tym nietypowe początki Vesemira

– enigmatycznie podkreślił Beau DeMayo.

Inspiracją dla filmowego portretu Vesemira były tak książki, jak i gry.

Scenarzysta filmu przyznał, że obraz młodego wiedźmina w „Wiedźmin: Zmora Wilka” opiera się przede wszystkim na jego interakcjach z Ciri. Dla DeMayo Vesemir nawet na stare lata miał w sobie coś awanturniczego, ale też zawadiackiego (Amerykanin w naszej rozmowie porównał go nawet do Zorro). Był jak ten dobrotliwy wujek, który po twojej kłótni ze zbyt poważnym ojcem daje ci ciastko przed obiadem na poprawę humoru:

W jego interakcjach z Ciri jest pewna swawola. Bazowaliśmy na tym aspekcie osobowości Vesemira. Miało dla mnie wiele sensu pokazanie go trochę jako ekstrawaganckiego obieżyświata i kogoś bardziej ekstrawertycznego niż Geralt. „Wiedźmin” to opowieść o rodzicielstwie, a przecież nie ma dwóch tak różnych osób jak Ciri i Geralt. Dlatego wydawało mi się zabawne, żeby myśleć o mężczyźnie wychowującym Białego Wilka jako jego totalnym charakterologicznym przeciwieństwie

- przyznał autor scenariusza „Wiedźmin: Zmora Wilka”.
REKLAMA

Spin-off wraca do pewnych osób i szczegółów historii Kontynentu, o których słyszeliśmy w książkach Andrzeja Sapkowskiego. Dodaje do nich jednak garść świeżych bohaterów. Chodzi przede wszystkim o wiedźmina Deglana, kaedweńską szlachciankę lady Zerbst oraz czarodziejkę Tetrę Gilcrest. Każda z tych postaci dobrze wpasowuje się w pełną odcieni szarości moralność wiedźmińskiego świata. Co należy uznać za duży sukces w sytuacji, gdy tak często podobne wynalazki oscylują na poziomie kiepskiego fanfika. Beau DeMayo miał dużą frajdę przy wymyślaniu własnych wiedźminów (obok Deglana na drugim planie pojawiają się też Sven i Luka). Natomiast bohaterką najbliższą jego sercu podobno od początku była Tetra.

Czy w podobnie wyraźny sposób dotknie też serc widzów? O tym przekonamy się w najbliższych tygodniach, ja widzę potencjał w animowanym świecie wykreowanym przez DeMayo, Hissrich, Hana i ich współpracowników. „Wiedźmin: Zmora Wilka” nie jest dziełem idealnym, ale sprawdza się nie tylko jako spin-off serialu. To naprawdę dobra opowieść należąca do uniwersum zapoczątkowanego przez książki Sapkowskiego i w wielu elementach bardzo im bliska. Od strony wizualnej niewiele tutaj elementów przez wielu Polaków utożsamianych (błędnie bądź nie) z „Wiedźminem”, lecz sama historia jak najbardziej pasuje do wcześniejszych opowieści o wiedźminach. W moim przekonaniu nawet bardziej niż 1. sezon serialu platformy Netflix.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA