REKLAMA

Odcinek "Stranger Things" trwający 2 godziny to przesada. Epizody seriali powinny być krótsze

Twórcy "Stranger Things" w tym roku naprawdę zaszaleli. Nie dość, że podzielili swój serial na dwie części, to jeszcze ta druga jest tak długa, że mogłaby spokojnie być oddzielnym sezonem. Wyszło bardzo mało ekscytująco.

stranger things ostatni odcinek
REKLAMA

Dołącz do Amazon Prime z tego linku, skorzystaj z promocji (30 dni za darmo) i kupuj taniej podczas pierwszego Amazon Prime Day w Polsce.

Nowy sezon "Stranger Things" jest świetny. W mojej opinii to jedna z najlepszych produkcji udostępnianych aktualnie przez Netfliksa, a najnowsza seria pokazuje jasno, że jeśli twórcom da się rozwinąć skrzydła, to mogą stworzyć naprawdę świetne rzeczy. Szkoda tylko, że ktoś nie powiedział braciom Duffer, że zrobienie odcinka, który prawie trwa dwie i pół godziny, to przesada.

REKLAMA

Rozwleczony jak zakończenie "Stranger Things".

Co telewizja i kraj, to inny obyczaj, w amerykańskiej telewizji przyjęło się jednak uzależniać długość serialowego odcinka od potrzeb reklamowych. Półgodzinny serial miał zwykle dwadzieścia kilka minut, żeby między pozostały czas wcisnąć reklamy. Formuła była tak bardzo dopasowana do komercyjnych potrzeb stacji, że na chwilę przed emisją materiałów zachęcających do kupna pasty do zębów czy proszku do prania twórcy w scenariuszach rozpisywali zwrot akcji czy choćby jakiś mały cliffhanger. Wszystko po to, aby widzowie nie zmienili kanału.

Wszystko zmieniło się, gdy popularne zaczęły robić się kablowe kanały premium z HBO na czele, które pieniądze pobierały w ramach abonamentu, a nie z reklam. Netflix poszedł jeszcze dalej, bo potraktował seriale jak pełnoprawne i kompletne dzieła i zaczął umieszczać je w całości – po jednym sezonie od razu. Dawało to twórcom możliwość takiego zarządzania akcją, napięciem i zwrotami akcji, jak tylko zamarzyli sobie w swojej artystycznej wizji. A to dobrze, czego efektem jest masa naprawdę świetnych seriali.

"Stranger Things" poszło jednak o jeden krok za daleko.

Nie dość, że serial został podzielony na dwie części (powodem mogą być trwające jeszcze prace nad całością lub chęć utrzymania widzów chociaż jeden miesiąc dłużej), to jeszcze odcinki były nieprzyzwoicie długie. Jako fan bardzo cieszyłem się, że mogłem spędzić trochę więcej czasu z bohaterami, ale trudno nie było odnieść wrażenia, że serial jest po prostu… przeciągnięty.

Stranger Things / sezon 4.

Gdzieś na poziomie końcowych prac nad serialem zabrakło dyscypliny, a najlepszym tego przykładem jest ostatni odcinek. Przez ponad dwie godziny obserwujemy brawurowe finałowe starcie, którego stawka jest dość wysoka, emocje sięgają zenitu, ale braciom Duffer nie wystarczyło wyczucia, żeby kolejne zwroty akcji nie męczyły. To już czwarty sezon serialu i wiadome jest, że drużyna będzie musiała połączyć siły i że dzięki przyjaźni, miłości i współpracy uratują świat. Przeciąganie tego nie sprawiło, że odcinek stał się ciekawszy.

Trudno nie odnieść wrażenia, że twórcy coraz częściej korzystają z wolności, jaką dają kablówki, dobre telewizje publiczne i serwisy VOD, tworząc w ramach jednego epizodu małe filmy. Problem zaczyna pojawiać się, gdy takie działanie nie ma żadnego uzasadnienia. Serial nic by nie stracił, gdyby ten ostatni epizod był krótszy o kilkadziesiąt minut i podzielono go przynajmniej na dwie części, nawet gdyby oznaczało to wprowadzenie cliffhangera. Tak po prostu znacznie łatwiej ogląda się długie historie. Czasem byłoby dobrze, gdyby historia serialu zatoczyła koło.

REKLAMA

Disney+ zadebiutował w Polsce. Tutaj kupisz go najtaniej.

Publikacja zawiera linki afiliacyjne Grupy Spider's Web

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA