REKLAMA

Twórcy „Gry o tron” przedstawiają odświeżający serial. Sprawdzamy „Panią dziekan” na Netfliksie

Od czasu „Gry o tron” David Benioff i D.B. Weiss mieli ręce pełne roboty. „Pani dziekan” to pierwszy po głośnej serii fantasy serial ich produkcji, który ujrzał światło dzienne. Tym razem na Netfliksie.

OCENA :
7/10
„Pani dziekan”: recenzja miniserialu Netfliksa od twórców „Gry o tron”
REKLAMA

„Pani dziekan” Netfliksa składa się z sześciu półgodzinnych odcinków opowiadających o współczesnej akademickiej rzeczywistości – trochę z przymrużeniem oka, ale nie do końca. Znana z „Obsesji Eve” czy „Chirurgów” Sandra Oh (bezdyskusyjnie jeden z najjaśniejszych elementów show) wciela się tu w tytułową panią dziekan – pierwszą kobietę (co więcej: wywodzącą się z mniejszości) na tym stanowisku w historii serialowej uczelni. Ji-Yoon – bo tak się nazywa – stara się wyjść naprzeciw wymaganiom Katedry Literatury Angielskiej, odświeżyć ją, podnieść z kolan i wprowadzić niezbędne zmiany. Co, wziąwszy pod uwagę szereg wrośniętych w szkolną tkankę problemów na poziomie instytucjonalnym (i nie tylko), nie będzie łatwe.

Oczami wyobraźni widzę już zacięte miny wszystkich tych, którzy wyobrażają sobie „Panią dziekan” jako „jeden z tych seriali”, które bezrefleksyjnie i powierzchownie prześlizgują się po wątkach nepotyzmu, szowinizmu, ageizmu i całego wachlarza dyskryminacji, by ostatecznie – poddając się mitycznej „dyktaturze politycznej poprawności” – nie wybrzmieć i dołączyć do szeregu mdłych i nie wnoszących nic do tematu serii. Nic z tych rzeczy.

A przynajmniej nie do końca. Tak, „Pani dziekan” niekoniecznie ma do powiedzenia coś odkrywczego i zdecydowanie chwyta za ogon zbyt wiele srok, nie poświęcając części z nich należytej uwagi. Proponuje coś odświeżającego: podejmuje temat wolności słowa w środowisku akademickim, nie demonizując żadnej z grup i nie opowiadając się bezwzględnie po żadnej ze stron.

REKLAMA

Serial zadaje pytania o przekraczanie granic. Opowiada historię potknięć, błędów, żartów i wykroczeń; szeregu sytuacji, incydentów i zachowań, często niewłaściwych, ale nie zawsze zasługujących na karę na poziomie wykluczenia czy wręcz społecznej banicji. Scenariusz, za który odpowiadają Amanda Peet (swoją drogą – prywatnie żona Benioffa) i Annie Wyman (harvardzka naukowczyni, której uczelniana rzeczywistość jest wyjątkowo bliska), imponuje wnikliwością i zrozumieniem mechanizmów działania akademickiego środowiska, jego wad i licznych problemów.

Nie przypominam sobie innej produkcji z ostatnich lat, która tak doskonale obrazuje międzypokoleniowe nieporozumienia, zwłaszcza w hermetycznym środowisku uniwersyteckim. Scenariusz wziął pod uwagę rzeczywiste obawy studentów i profesorów, podśmiewując się z wielu absurdów, ale też przypominając, że rosnąca na sile nadwrażliwość nie jest bezpodstawna. Bohaterowie – interesujący i różnorodni – czują się zagubieni i obserwowani, stłamszeni przez paskudne oblicze skażonej patriarchatem uczelnianej codzienności i niebezpieczne macki cancel culture. Błyskotliwe, zabawne i zaskakująco oryginalne.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-18T12:49:34+01:00
Aktualizacja: 2026-03-18T12:14:03+01:00
Aktualizacja: 2026-03-18T10:51:13+01:00
Aktualizacja: 2026-03-17T17:23:58+01:00
Aktualizacja: 2026-03-17T16:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-17T15:43:10+01:00
Aktualizacja: 2026-03-17T13:18:48+01:00
Aktualizacja: 2026-03-17T10:14:41+01:00
Aktualizacja: 2026-03-17T09:13:15+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T19:45:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T16:04:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T15:11:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA