Serialowy stand-up się nie sprawdza. "Mulaney", recenzja sPlay
Problem z komediami może być tylko jeden - te albo śmieszą, albo nie. Jeżeli wchodzi w grę drugi wariant, to oznacza to, że serial czy film jest do niczego. Nie bez powodu mówi się, że komedia to najtrudniejsza forma do napisania, ale gdy za scenariusz ma się brać człowiek odpowiedzialny za żarty do "Saturday Night Live", to można już czegoś konkretnego po nim oczekiwać. Niestety "Mulaney" – bo o nim mowa – może pisze dobre żarty dla kogoś, ale dla samego siebie już niekoniecznie.

REKLAMA

