Bogini z labradoru
Zawsze uwielbiałem kryminały. A kiedy kryminał jest osadzony w pierwszej połowie XX wieku i pojawiają się w nim autentyczne postaci historyczne i zdarzenia, które wtedy trzęsły posadami całego świata, to pewne jest, że taki tytuł ma u mnie mocne fory. Po Ogrodzie Bestii Deavera (100% miodu w 9 numerze Playbacku) sięgam po praktycznie każdą taką lekturę. Nie inaczej było z najnowszą książką Konrada T. Lewandowskiego, której po prostu nie mogłem odpuścić. A więc, nie czekając długo, zameldowałem się do naczelnego, a potem z niecierpliwością czekałem na przesyłkę, która nie chciała dojść.

REKLAMA