"Firma"-krzak, czyli brudna robota, ale do pierwszego wystarcza
W Stanach też są lemingi i słoiki. Co więcej, większość mieszkańców zasiedlających wielkie metropolie dostała się tam z sielskiej, amerykańskiej prowincji. Nie wiedzieć czemu, mamusie z Arkansas nie dają pilotom American Airlines kilku dolarów napiwku, by ci przewieźli zawekowane potrawki z indyka czy domowe szarlotki. Wygłodniała, złota młodzież, wypuszczona z rodzinnego gniazda na głębokie wody kapitalizmu musi radzić sobie sama. Robota za 20 tys. dolców rocznie to nie jest szczyt marzeń dla absolwenta college'u - zwłaszcza, że musi znosić zabójczą konkurencję Polaków i Portorykańczyków stawiających domki z "szitroku" w tempie z The Sims.

REKLAMA



















