REKLAMA

Najlepszy horror na ochłodę. Smakuje latami 90.

"Ice Cream Man" z charakterystyczną muzyczką wjechał właśnie do kin. Tytuł nowego horroru Eliego Rotha brzmi znajomo. W końcu w latach 90. powstał już tak samo nazwany film grozy, który dzisiaj możemy obejrzeć na VOD.

ice cream man horror co obejrzeć vod opinie

Na początek wyjaśnienie: "Ice Cream Man" Eliego Rotha nie jest remakiem. Jest zupełnie osobnym dziełem. W żaden sposób nie łączy się z horrorem z 1995 roku, który możemy obejrzeć w naszym kraju na VOD. Niemniej warto po niego sięgnąć. Szczególnie w upalne dni. Może nie schłodzi was jak ulubione lody, ale może wywołać zimne dreszcze. Co prawda nie tak duże jakbyśmy sobie tego życzyli, ale zawsze. W końcu nie mówimy o filmie kinowym, tylko stworzonym od razu z myślą o dystrybucji na kasetach VHS.

"Ice Cream Man" z 1995 roku ogląda się jak przez mgłę. Świat przedstawiony pokryty jest miękkim światłem, bo akcja zabiera nas do najbardziej zidealizowanej w kinie przestrzeni - na przedmieścia. Właśnie tam głównym zajęciem dzieci jest pogoń za ciężarówką z lodami. Urzędujący w niej lodziarz może i nie ma najmilszej twarzy, ale podawane przez niego przysmaki nie mogą się z niczym równać. Choć towar nie wygląda zachęcająco. A wręcz prezentuje się obrzydliwie. Zamawiając gałkę, można dostać tę oczną.

"ICE CREAM MAN" OBEJRZYSZ NA:

Ice Cream Man - co obejrzeć w weekend?

Brzmi brutalnie? Owszem, rozbudza apetyt na czyste gore. Niestety, stojący za kamerą Paul Norman nie bardzo wie, do kogo swój film kieruje. Sprawia wrażenie, jakby był rozdarty między robieniem horroru dla dorosłych widzów a makabryczną przygodówką dla młodzieży. "Ice Cream Man" cierpi przez to na niedobór ostrych scen. Zamiast na horrorowych atrakcjach reżyser skupia się bowiem na śledztwie prowadzonym przez dzieciaki, których kolega został przez lodziarza porwany. Z tego względu "Ice Cream Mana" ogląda się jak brutalniejszy odcinek "Czy boisz się ciemności?". Ale spokojnie! Nie rezygnujcie przez to z seansu. Z jakichś powodów produkcja zdobyła przecież kultowy status.

"Ice Cream Man" opiera się na bardzo nierównych fundamentach. Przygody dzieciaków, które działają na własną rękę i ciągle próbują przekonać dorosłych, że z lodziarzem jest coś nie tak, nie porywają. Ale scena w przejętym przez pacjentów szpitalu psychiatrycznym dostarcza już pożądanych wrażeń. Co prawda nie na tyle, aby całkowicie zaangażować się w opowiadaną historię, ale mamy przecież do czynienia z filmem z gatunku: spokojnie, zaraz się rozkręci.

Ostatni akt to już kompletny odlot. Norman całkowicie odpina w nim wrotki, częstując nas chociażby rożkami z ludzkimi głowami. Yummy! Dużo się dzieje i przyjemnie odpływa się w to B-klasowe szaleństwo. Wszystko, co wcześniej jest chaotyczne i nieudolne, prowadzi nas właśnie do tego. Bo reżyser ciągle flirtuje z surrealizmem. Szczególnie, kiedy przekrzywioną kamerą podgląda szalonego psychiatrę, który wmawia pacjentowi, że każdy dzień musi być szczęśliwy. Norman stawia więc na kiczowate rozwiązania, ale to właśnie one utrzymują nas przed ekranem.

Klimat i wcielający się w lodziarza aktor. Obdarzony (piszę to z sympatią!) specyficzną urodą Clint Howard został stworzony do tej roli. Kreuje postać, której zaburzona psychika coraz bardziej się rozpada. Jej problemy z głową widać w groteskowych ruchach, zachowaniach i mimice. Nie ma w tym miejsca na niuanse i niedomówienia, bo przecież cała opowieść opiera się na tandetnych horrorowych kliszach. Czarny charakter ma dzięki temu sporo kiczowatego uroku. Z tego właśnie względu nawet jeśli "Ice Cream Man" ma wątpliwy skład, okazuje się całkiem smakowitym horrorem. Miłośnicy VHS-owego kina grozy będą błagać o dokładkę.

Rafał Christ
Redaktor

W serwisie Rozrywka.Blog zajmuje się przede wszystkim filmem. Jest miłośnikiem kina gatunkowego. Kiedy nie ogląda naparzających się superbohaterów Marvela, to prawdopodobnie rozpływa się nad eksploatacyjną obskurą. Poza tym jego teksty można znaleźć m.in. w „Kinie”, „Netfilmie” czy „Magazynie filmowym”. Jest współautorem monografii „Europejskie kino gatunków 2” i leksykonu „1000 filmów, które tworzą historię kina”. Zdarzyło mu się też publikować opowiadania. Znajdziecie je m.in. w antologiach „Mapa Cieni” i „Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2020. Tom 2”.