REKLAMA

Pięć streamingów za 80 zł. Zrobiłem subskrypcyjny detoks i wygrałem

Liczba serwisów streamingowych na polskim rynku wciąż rośnie - niestety, niekoniecznie wprost proporcjonalnie do zawartości portfeli Polaków. Wiadomo, chciałoby się mieć jak największy wybór, ale ceny regularnie rosną. Jako fan kina - i dziennikarz filmowy - zacząłem tonąć w subskrypcjach i coraz więcej płacić. Wreszcie postanowiłem zrobić sobie detoks. I zacząć żonglować.

plus serwisy streamingowe polsat box go
REKLAMA

W Polsce działa już ponad 20 płatnych serwisów streamingowych oferujących filmy i seriale. Rynek jest zdominowany przez kilku globalnych i lokalnych gigantów oraz uzupełniany przez mniejsze platformy niszowe. Jasne, najciekawsze, najbardziej atrakcyjne oferty ma może połowa z nich - ale to wciąż dziesięć bibliotek udostępnianych klientom w modelu subskrypcyjnym, czyli za comiesięczną (rzadziej: roczną) opłatą. Gdy takich platform było ze trzy - problem nie był odczuwalny. Rzecz w tym, że z roku na rok rośnie nie tylko liczba usług, lecz także ich koszt.

Kogo wybrać? Co oglądać? Rynek skrupulatnie utrudnia wybór. W końcu to o uwagę widza toczą się wojny streamingowe. To nie żaden wymysł, a prawdziwy termin określający zaciętą i agresywną rywalizację biznesową pomiędzy globalnymi korporacjami medialnymi oraz technologicznymi o zdobycie uwagi, czasu i pieniędzy subskrybentów na rynku wideo online. Zjawisko to doprowadziło do fundamentalnej zmiany w sposobie, w jaki ludzkość konsumuje filmy, seriale oraz programy telewizyjne, stopniowo wypierając tradycyjną telewizję.

Choć serwisy współpracują ze sobą chętniej niż kiedyś, udostępniając sobie czasem wzajemnie licencje na niektóre produkcje, każdy z nich stara się poszerzać swoją bibliotekę o oryginalne, unikalne treści, które mogą okazać się wielkim hitem - na tyle wielkim, że wywoła poruszenie w social mediach, spotęguje zainteresowanie i przyciągnie kolejnych klientów.

Jak wspominałem, jako kinofil najchętniej korzystałbym ze wszystkich opcji naraz - jednak z czasem zaczął kiełkować we mnie opór. Nie możemy dać się zwariować - nasz czas i tak jest przecież ograniczony. Wszystkiego i tak nie jesteśmy w stanie obejrzeć. Najlepiej zatem wybrać kilka serwisów z relatywnie najciekawszymi bibliotekami i co jakiś czas wymieniać je na inne, gdy tylko nadrobimy już to, co nas interesuje. Taka żonglerka ma obecnie najwięcej sensu, tym bardziej, że ułatwiają ją pakiety łączone, gwarantujące zaskakująco sporą oszczędność.

REKLAMA

Obecnie najkorzystniej wypada nowy pakiet serwisów z Plusa i Polsat Box.

Zarządzanie subskrypcjami w Plusie i Polsat Box jest obiektywnie najprostsze. Firma proponuje trzy różne pakiety łączące najpopularniejsze platformy w różnych kombinacjach. Są to: Amazon Prime, Apple TV, Disney+, HBO Max, SkyShowtime i Polsat Box Go (wersje Premium i Sport). 

Owe pakiety obejmują kolejno: 2 serwisy w cenie 40 zł/mies. (dowolne wybrane z powyższych, wyjąwszy Amazon Prime), 4 za 80 zł/mies. (czyli wybieramy cztery z powyższych, znów za wyjątkiem Amazon Prime) albo specjalny, nowy pakiet 3 za 40 zł/mies., w którym znajdują się Amazon Prime, Apple TV i SkyShowtime. W Polsat Box oferta wygląda podobnie, z tą różnicą, że serwis Polsat Box Go jest dostępny dla abonentów telewizji w odpowiednim zakresie treści, jaki obejmuje ich pakiet telewizyjny.

Pięć streamingów za 80 zł

Rozpoczynając swój „detoks” (wiem, to słowo to „drobne” nadużycie, bo w moim przypadku oznacza ograniczenie zaplecza platform z filmami z dziesięciu do pięciu - co i tak robi ogromną różnicę!), przeanalizowałem wszystkie biblioteki pod kątem największej różnorodności, najciekawszych premier, największej liczby nowości, najobszerniejszego wyboru jakościowych tytułów - i tak dalej. 

Doszedłem do wniosku, że najbardziej optymalne jest posiadanie właśnie pięciu serwisów, których oferty są dla mnie najbardziej atrakcyjne - łącząc dwa z powyższych pakietów (nowy, specjalny pakiet 3. platform za 40 zł/mies. i dodatkowo 2. za kolejne 40 zł/mies.), zapłacę zaledwie osiem dyszek za pięć wielkich baz filmowo-serialowych! Dzięki temu czuję, że nie przepłacam, nie tonę w zalewie serwisów, a jednocześnie mam naprawdę spory wybór.

A oto platformy, na które się zdecydowałem:

  • Apple TV: w tym serwisie przeważają udane produkcje. Jeśli odpalasz serial Apple’a, najpewniej będziesz zadowolony. Tylko na przestrzeni ostatnich miesiący do serwisu trafiły hity, które zachwyciły widzów i krytyków: „Wdowia Zatoka”, „Sugar 2”, „Margo jest spłukana”, „Przylądek strachu” i inne. Apple to must have dla fanów jakościowych seriali. Po prostu.
  • Amazon Prime: trafia tam wiele świetnych filmów, które omijają polską dystrybucję kinową, ale i takich, które do kin trafiają i je podbijają. Do tego jedne z najbardziej uwielbianych seriali ostatnich lat. Sporo akcji, fantastyki, humoru. 
  • SkyShowtime: dom kultowych serii i uwielbianych uniwersów. Cała masa produkcji, których nie znajdziesz nigdzie indziej. Dom uniwersum, które obecnie rozpala widzów w każdym wieku: „Yellowstone”.
  • HBO Max: niezmiennie jakościowa telewizja. Regularne premiery seriali, które wciskają w fotel (choćby teraz trafiają tam nowe odcinki „Rodu Smoka” na poziomie kinowych blockbusterów), kinowe hity Warnera oraz klasyki, które zmieniły oblicze telewizji.
  • Disney+: największe serie, marki, franczyzy - i nie tylko. Platforma, która słynie z różnorodności i wiekowej elastyczności. Każdy znajdzie tam coś dla siebie.
REKLAMA

Proste, prawda? Pięć serwisów. Największy wybór, najmocniejsze biblioteki, 80 zł/mies. Nie mam wątpliwości: to najkorzystniejsza opcja dla kinomanów.

Kredyt do wykorzystania na materiały dziennikarskie: Fanta Media / Shutterstock.com

REKLAMA
Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA