Rollercoaster emocji i wspaniały kunszt - recenzja "Reflektora" Arcade Fire
„Na kolanach, błagając modlą się, byśmy nie istnieli” – wielu chciałoby, żeby Arcade Fire nie istniało, wielu mówi też, że „Reflektor” to przerost formy nad treścią. Że dźwięki powinno się stonować, że band nie powinien nawiązywać ciągle i ciągle do siebie i swojej pozycji. Tylko, że zastanawianie się, co wypada a co nie, to problem recenzentów. Arcade Fire robi, co chce, i robi to wspaniale, „Reflektorem” zawstydzając praktycznie wszystkie inne, rockowe i indie rockowe albumy 2013 roku.
Tak reaguje się na wycieki! Brawo Arcade Fire - posłuchajcie jednego z najbardziej oczekiwanych albumów 2013 roku
Dziwna sytuacja. Wielce wyczekiwany album „Reflektor” Arcade Fire oficjalnie wchodzi do sprzedaży w poniedziałek. Jednak dostać go można już gdzieniegdzie w Irandii i w Czechach, a z racji niesamowitego oczekiwania, w które wpadli fani, wczoraj wycieki i zgrane albumy poszukiwane były przez tysiące osób. Dziś w końcu się ukazały. Jak zareagowało Arcade Fire? Genialnie, tak, jak powinno zareagować!
Arcade Fire może i się sprzedało, ale robi fajne projekty
Gdy w 2011 roku Arcade Fire zdobyli Grammy za najlepszy album, w ich przypadku The Suburbs, w internecie zagrzmiało. „Kto to Arcade Fire”, „dlaczego jakiś nieznany zespół zdobywa nagrodę zarezerwowaną dla popowych kapel” – te pytania, wespół z blogami na Tumblrze zatytułowanymi „whothefuckisarcadefire.tumblr.com” i podobnie stały się przez dobre dwa dni podstawowymi pytaniami wszystkich zainteresowanych popkulturą.