REKLAMA

Jak brzmią dorośli zabójcy? Dojrzale. I wciąż przebojowo - The Killers „Wonderful Wonderful”

W promocyjnych wywiadach przed wydaniem nowej płyty Brandon Flowers opowiadał, że wraz z zespołem chcieli nagrać dorosły album. Czy to się udało?

OCENA :
8/10
The Killers, „Wonderful Wonderful” - recenzja albumu
REKLAMA
REKLAMA

Tak! „Wonderful Wonderful” to dojrzała płyta. Wciąż jednak przebojowa. A za to przecież kochamy The Killers, prawda?

REKLAMA

Przez ostatnie 5 lat Brandon Flowers nabrał odpowiedniego dystansu do poprzedniego albumu „Battle Born”. - Nie powinniśmy go wydawać. Przepraszamy za niego - brzmi nie tylko odważnie, lecz przy okazji mocno intrygująco w kontekście nowej płyty. - Chcieliśmy nagrać dorosłą wersję „Sam’s Town” - dodawał Flowers, co samo w sobie niosło potężną obietnicę. W końcu mowa o legendarnym drugim albumie The Killers, który ugruntował ich pozycję na światowym rynku gigantów rocka.

Jak więc brzmią dorośli Zabójcy?

Odpowiedź na to pytanie dostajemy już w pierwszym, tytułowym kawałku. Wonderful Wonderful brzmi mocno eksperymentalnie. Utwór zbudowany jest w zupełnie nowej dla The Killers estetyce - dość oszczędnej, z prowadzącą sekcją rytmiczną, a nie gitarami, czy klawiszami samego Flowersa.

REKLAMA

W nowej estetyce dla The Killers napisany i zagrany został także drugi numer na płycie - singlowy The Man. Tak glamrockowego brzmienia nie powstydziłby się Duran Duran (oczywiście z lat swojej świetności, a nie aktualnej karykatury).

Potem dostajemy dawkę trzech utworów, po których można z łatwością rozpoznać styl The Killers. Rut - jeden z najładniejszych kawałków na całej płycie - to konstrukcyjnie typowy dla zespołu numer: zaczyna się powoli, by zakończyć się wybuchem stadionowego rocka z patosem, jakiego nie powstydziliby się panowie z U2. Life to Come to killerowska ballada. Run for Cover z kolei to typowy dla Flowersa przebojowy numer, trochę przypominający stylem single z pierwszego wybitnego albumu „Hot Fuss” z 2004 roku (matko boska, ile to już lat minęło). To zresztą nie dziwi, bo geneza Run for Cover sięga właśnie tego okresu.

REKLAMA

Punktem kulminacyjnym "Wonderful Wonderful" są dwa kolejne numery: Tyson vs Douglas i Some Kind of Love.

Ten pierwszy - mój ulubiony z całej płyty - to pokaz tego, w czym Flowers jest najlepszy: słodko-gorzkich hymnach. Motyw liryczny oparty jest na słynnej walce Bustera Douglasa z Mikiem Tysonem, którą sensacyjnie wygrał ten pierwszy. Myliłby się jednak ten, kto oczekiwałby piosenki pisanej z perspektywy zwycięzcy. Flowers zastanawia się, jak to jest schodzić ze sceny po ciężkim knockoucie. Kapitalny numer, świetnie rozpisany na poszczególne instrumenty.

Some Kind of Love z kolei - numer, który promowałem już w moim cyklu 5 najlepszych kawałków z serwisów streamingowych - to przepięknie brzmiąca ballada z nudą psychodelii. Tę ostatnią gwarantuje legendarny producent i twórca, Brian Eno, który jest współautorem numeru.

REKLAMA

Końcówka albumu (dwa numery The Calling i Have All the Songs Been Written?) są już mnie spektakularne.

Koniecznie zajrzyjcie do swojego muzycznego serwisu streamingowego dzisiaj - album „Wonderful Wonderful” to kawałek świetnej muzyki. W sam raz na deszczowe i zimne dni września.

Jak dla mnie 8/10 i jeden z mocnych kandydatów do mojego rocznego Top 5 albumów.

Przemysław Pająk
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA