Arrow jest patetyczny do bólu, ale i tak cholernie wciąga
Bez dwóch zdań, finał „Arrow” był bardzo ekscytujący, a różnicę w jakości między pierwszym, a drugim sezonem widać gołym okiem. Pojawił się jeszcze lepszy Big Bad (Deathstroke), ale jednocześnie „stary” powrócił, w fabułę wpakowano więcej „komiksowatości”, prawie każdy odcinek posiadał mały lub większy cliffhanger, akcja była całkie dynamiczna, a walki wyglądały spektakularnie. Wydaje się, że wszystko jest cacy, ale tak nie jest. Jedna rzecz się od początku nie została poprawiona – Arrow.
Trochę się zbierałem z napisaniem moich pierwszych wrażeń, dotyczących drugiego sezonu „Arrow”, ale skoro już za nami piąty odcinek, a w nim już „na całego” prawi się o pewnej złej tajnej organizacji, to pomyślałem, że to właśnie odpowiedni moment. Bo być może niedługo pojawi się sam Ra’s Ghul (albo nawet Flash), a wtedy to już będzie za późno i trzeba będzie czekać do końca serii. (Oczywiście spojlery są i to całkiem masywne)
Zielona Strzała godna obejrzenia, co nasz czeka w nowym sezonie Arrow?
Gdy pod koniec 2012 roku amerykańska stacja CW ogłosiła, ze będzie produkować przygody Zielonej Strzały modliłem do wszystkich bożków, w których nie wierzę, żeby nie popełnili błędów ze Smallville. Nie popełnili.