Pięć powodów, dla których „Trzynaście powodów” powinno skończyć się dwa sezony temu
Dostępny od kilku dni na Netfliksie 4. sezon „Trzynastu powodów” wywołał masę kontrowersji — twórcy uśmiercili lubianego przez widzów bohatera, a przedłużająca się akcja sprawiła, że wielu z nas z trudem dobrnęło do finałowego odcinka. A jednak, mimo tego, że serial można by bez szkody dla fabuły skrócić co najmniej o połowę, „Trzynaście powodów” jest jednym z tych tytułów, które na długo zapadną w pamięć.
Dotarliśmy do końca „Trzynastu powodów”. Jedno pytanie: dlaczego ten serial ciągnął się tak długo?
4., finałowy sezon „Trzynastu powodów” zagościł wreszcie na Netfliksie. Dobrnęliśmy do końca historii, która trzy lata temu, za sprawą tajemniczej śmierci Hannah Baker zelektryzowała widzów na całym świecie. Tylko czy rzeczywiście ta opowieść potrzebowała tak rozbudowanego finału?
2. sezon Trzynastu powodów to odpowiedź na akcję #MeToo
Trzynaście powodów w 2. sezonie chce być odbiciem aktualnych problemów społecznych, którymi żyją Stany Zjednoczone. Odwołania do wydarzeń przeszłych miesięcy są bardzo namacalne. Szkoda tylko, że kręcąc ten poradnik dla nastolatków, który bardziej nowocześni nauczyciele włączaliby na lekcjach wychowawczych, twórcy zapominają czasem o wiarygodności przedstawianej historii.