Cowboy Bebop – kultowe anime, które stało się dziełem sztuki
Suchy trzask włączającego się interkomu o pół sekundy poprzedził rutynowy komunikat, jeden z wielu mających za zadanie przekonać pasażerów o tym, że załoga w pełni panuje nad kilkuset tonami skorodowanego żelastwa, mknącego przez hiperprzestrzeń: „Mówi kapitan lotu 14-19-C27 z Ganimedesa na Marsa, znajdujemy się dokładnie w jednej trzeciej drogi pomiędzy Wrotami, spodziewany czas przybycia bez zmian”. Interkom znowu trzasnął, a z głośników jeszcze przez chwilę wydawało się ciche rzężenie przeciążonej instalacji. Hare Plisskin, siedzący samotnie w ostatnim rzędzie foteli kosmicznego promu, uśmiechnął się lekko. Dziwnie zabawna wydawała mu się myśl, że taki wrak, jakim niewątpliwie był spaceship „Shinigami”, już za kilkanaście minut pozwoli mu znacznie się wzbogacić. Plan był prosty i jak to zwykle bywa z podobnymi planami, w opinii ich twórców, genialny. Hare uśmiechnął się szerzej, zaciskając dłoń na rękojeści półautomatycznego pistoletu kalibru 9mm ukrytego pod marynarką. Jego dobry nastrój prysnąłby w jednej chwili, gdyby wiedział, że w umyśle młodego faceta, wygodnie rozpartego w głębokim fotelu dwa rzędy dalej, on sam figuruje jako „Hare Plisskin -dwieście pięćdziesiąt tysięcy woolongów za głowę”.