W Polsce prawda brzmi jak fake newsy. I dlatego nienawidzę prima aprilis
Prima aprilis to chyba najbardziej znienawidzone przeze mnie święto. Co roku, jak największy frajer, zapominam, że to właśnie dziś jest 1 kwietnia i to właśnie dziś zostanę zaatakowana stekiem głupawych żartów oraz kłamstw, które podobno mają mi poprawić humor. Dzięki, nie trzeba, trzymam się całkiem nieźle, nawet jak na to, że mieszkam w Polsce, gdzie prawda brzmi jak fejki.
Żałuję, że nie mogę dzisiaj wyłączyć internetu. Prima Aprilis to najgorszy dzień w roku
Z każdym rokiem świętowanie dnia żartownisiów jest coraz bardziej niestosowne. Pal licho znajomych posługujących się co roku tymi samymi sucharami, by tradycji stało się zadość, najgorzej jest, gdy do zabawy włączają się media i politycy. Żyjemy w epoce postprawdy, więc serwowanie (głównie ku uciesze własnej) fejków w formie żarcików jest często po prostu niesmaczne. A 1. kwietnia jeszcze trudniej jest nam odróżnić fałsz od newsa.
Dzisiaj Netflix dodał ponad 50 nowości. I nie jest to żaden głupi żart na Prima Aprilis
Platforma Netflix jak zwykle powitała nowy miesiąc obszerną listą premierowych produkcji. Tylko dzisiaj do biblioteki serwisu dodano ponad 50 nowości, w tym takie filmy jak „Batman”, „Batman v Superman. Świt sprawiedliwości” czy „Steve Jobs”. Spokojnie, to nie jest żart na Prima Aprilis.
Prima aprilis to moment, gdzie w mediach pojawia się mnóstwo dziwnych informacji, które potem okazują się tylko żartami. Czasem jednak nawet najbardziej zaskakujące doniesienia są najprawdziwszą prawdą. I tak jest również w tym przypadku – bo 1 kwietnia na Netflix Polska zadebiutuje film „365 dni”.
Przychodzi taki moment w roku, kiedy wszyscy śmieszkują na potęgę. Prima aprilis to magiczny czas, gdy fake newsy stają się na chwilę rzeczywistością, choć obawiam się, że lada moment tak będzie już zawsze. Korzystając z okazji, przypomnijmy sobie te najbardziej nieudane żarty, jakimi obrzuca nas co jakiś czas Hollywood.