REKLAMA

Odliczanie do końca The Big Bang Theory rozpoczyna miesiąc miodowy Sheldona i Amy - recenzja

The Big Bang Theory zmierza już ku końcowi. Motywem przewodnim pierwszego odcinka finałowej serii okazały się małżeńskie niesnaski. I to nie tylko u Sheldona i Amy.

OCENA :
8/10
the big bang theory 12 sezon recenzja
REKLAMA

Twórcy serialu Teoria wielkiego podrywu nie chcieli trzymać fanów w niepewności aż do końca. Jeszcze przed premierą 12. serii swojego hitu poinformowali, że będzie ona ostatnią w historii. Zostały już tylko 24 odcinki, by domknąć rozgrzebane wątki i pożegnać bohaterów, którzy oswajali świat z geekami i nerdami (a zarazem nerdów i geeków ze światem).

REKLAMA

Czytaj też: Nie tylko Teoria wielkiego podrywu. Najlepsze seriale dla geeków i nerdów

Teoria wielkiego podrywu w dodatku nawet nie próbuje w 12. sezonie udawać, że nie przeistoczyła się z biegiem lat w… komediowy serial obyczajowy. W nowej serii na pierwszy plan wychodzą po raz kolejny związki, a konkretnie: związki małżeńskie. Obserwujemy kilka par, które, chociaż znają się od lat, nadal się docierają.

the big bang theory 12 sezon recenzja 2 class="wp-image-205288"

Na pierwszym planie The Big Bang Theory są oczywiście Sheldon i Amy.

Najbardziej ekscentryczna para z ekscentrycznych par w serialu pod koniec 11. sezonu stanęła na ślubnym kobiercu. Twórcy nie zdecydowali się na pominięcie ich pierwszych chwil spędzonych jako mąż i żona, by jak najszybciej pokazać ich interakcje z innymi postaciami. W odcinku o tytule The Conjugal Configuration obserwujemy ich na kolejnych przystankach miesiąca miodowego.

Ich interakcje są zgodne z dotychczasową charakterystyką postaci, a piętrzące się problemy (oczywiście zupełnie niezrozumiałe dla normalnych ludzi) bawią - czy to scena ze śniadaniem do łóżka z klocków Lego, czy to konflikt o kalendarzyk. Nie ma może efektu wow, bo gagi były przewidywalne, ale uśmiechnąć się pod nosem podczas seansu było do czego.

REKLAMA
the big bang theory 12 sezon recenzja 2 class="wp-image-205300"

Nieco więcej zaskoczenia czekało na nas w Kalifornii.

Wszystko za sprawą kolejnego małżeństwa, tym razem z dużo większym stażem. Chodzi o rodziców Amy, którzy zaczęli oblegać apartament nowożeńców pod ich nieobecność. Zaczęło się od tego, że głowa rodu Fowler ukrywała się przed swoją zaborczą drugą połówką, ale ta go nakryła.

REKLAMA

Penny i Leonard, którzy odkryli problemy teściów Sheldona, zaczęli przy okazji się do nich porównywać. Serial pokazał bardzo wiele punktów stycznych pomiędzy charakterem obu pokoleń, co doprowadziło do małego spięcia w związku głównych bohaterów, a ich wymianę zdań oglądało się całkiem nieźle.

Czytaj też: Nie widzę na horyzoncie produkcji, która może zapełnić pustkę po Teorii wielkiego podrywu

REKLAMA

Na tle tych trzech par Howard i Bernadette wypadli z kolei całkiem normalnie. Dotarli się chyba najbardziej ze wszystkich bohaterów Teorii wielkiego podrywu, a zamiast kryzysów i kryzysików widać w scenach z ich udziałem sympatyczne przekomarzanki.

the big bang theory 12 sezon recenzja 2 class="wp-image-205291"

Czego nie można powiedzieć o Raju.

Seryjny singiel w ekipie przełamał nieco motyw przewodni epizodu swoim krótkim wątkiem. Został zaproszony do telewizji, by opowiadać o swojej pasji, ale zamiast tego uderzył na wizji w znanego fizyka. Rozpoczęło to internetową wojnę w serwisie Twitter, z której nie mógł wyjść zwycięsko.

Raj porwał się bowiem na zawodnika zupełnie innej wagi, którym jest Neil deGrasse Tyson. Znany z prawdziwego świata fizyk zagrał zresztą ponownie w najnowszym odcinku samego siebie w krótkiej scenie, gdzie sprowadził jednego z głównych bohaterów do parteru.

the big bang theory 12 sezon recenzja 2 class="wp-image-205294"
REKLAMA

W tym wszystkim zabrakło jednak tego czegoś, co wyróżniałoby odcinek Teorii wielkiego podrywu na tle poprzednich serii.

Status quo się w zasadzie nie zmienił i dostaliśmy nieco więcej tego samego. Relacje pomiędzy bohaterami się nie zmieniły, a twórcy recyklingują znane już motywy. Jest w tym pewien urok, ale powiewu świeżości nie ma w otwarciu ostatniego sezony The Big Bang Theory za grosz.

Nie zdziwię się zresztą, jeśli cała ostatnia seria zostanie nakręcona w tak… bezpieczny sposób. Teoria wielkiego podrywu czasy świetności ma już za sobą. Może i fizycy są głównymi bohaterami tej produkcji, ale już za późno na eksperymenty i zmianę formuły. Ale chyba nic w tym złego.

REKLAMA
Piotr Grabiec
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA