Crowdfunding - przyszłość muzyki (oraz całej sztuki i kultury)
Żywot muzyka do lekkich nie należy, a już rzadko kiedy jest żywotem opływającym w gotówkę. Jeśli nie jesteśmy legendarnym zespołem grającym od kilkunastu lat po największych stadionach, czy szanowaną artystką biorącą kilkanaście tysięcy za sylwestrowy występ, to musimy zdać się na łaski wytwórni płytowych. Ale czasem i one muszą ciąć koszty na artystów. Co zrobić żeby nagrać nową płytę, zrobić trasę koncertową, czy nagrać teledysk – a kasy brak? Możemy… poprosić swoich fanów. I od tego właśnie mamy crowdfunding.
Schowajcie się z indie-wszystkim, shoegaze’em, wall noise, post-rockiem, i wszystkimi innymi dziwacznymi nazwami godnymi hipstera. Dzisiaj też sobie pohipsteryzujemy, ale o ciut bliższej wszystkim muzyce. Nauczymy was na kogo i jakich argumentów używać by na włączenie Zetki czy Eski powiedzieć z dumą prawdziwego hipstera „I knew them before they were cool”.