REKLAMA

Nieoczywisty horror trafił do HBO Max. Ale jazda

HBO Max od dawna ma opinię platformy streamingowej, która jest przyjazna filmowemu gatunkowi kina grozy. Jednym z jego reprezentantów jest "Frendo", udowadniający, że Pennywise i Art nie mają monopolu na bycie brutalnymi, przerażającymi klaunami z horroru.

frendo horror hbo max
REKLAMA

Dwie wspomniane wyżej postacie to zdecydowane ikony, jeśli chodzi o złoczyńców z kina grozy, zwłaszcza tych przebranych w zabawne stroje. Po ubiegłorocznym kinowym seansie nie jestem przekonany, że tytułowy bohater dodanego w piątek do HBO Max filmu "Frendo" doskoczy do ich poziomu kultowości, ale znając poziom innych podobnych mu produkcji, uważam, że ta, w porównaniu do pozostałych, jest naprawdę miłym zaskoczeniem, którego obejrzenie nie wywoła bólu głowy.

REKLAMA

Frendo trafił do streamingu. Nowy horror w HBO Max

Quinn (Katie Douglas) przeprowadziła się właśnie do Kettle Springs, a powodem tego stanu rzeczy było znalezienie posady lekarza rodzinnego przez jej ojca (Aaron Abrams). Dziewczyna dość prędko odnajduje się w nowym otoczeniu i bez większych przeszkód zostaje przyjęta do lokalnej, nastoletniej paczki. Ta jednak nie ma zbyt dobrej opinii w mieście, a jej akcje przyciągają uwagę m.in. szeryfa (Will Sasso). Wkrótce okazuje się, że młodzi są w jeszcze większym zagrożeniu - na celownik wziął ich zamaskowany, tajemniczy morderca przebrany za Frendo - klauna będącego symbolem miasta.

Nie bez powodu wspomniałem o generacji Z - "Frendo" bowiem, oprócz udanie zainscenizowanej, choć wyraźnie skromnej budżetowo (1 milion dolarów!) slasherowej rozróby, zaskakująco mocno rozwija wątek konfliktu pokoleniowego między młodymi (tu są to głównie nastolatki sprawiające kłopoty i praktycznie uzależnione od social mediów) i "starymi" - generacją rodziców, którzy wychowali się w tym mieście, przeżyli jego rozkwit, a teraz są świadkami postępującego, zarówno społecznego, jak i gospodarczego, upadku. Eli Craig, reżyser filmu, całkiem udanie wpisuje motyw starcia generacji w slasherową, krwawą konwencję, z założenia przerysowaną.

Fabuła jest raczej przewidywalna, a główna zagadka, gdy się rozwiązuje, traci swój impet i niekoniecznie trzyma w napięciu. Mimo tego "Frendo" naprawdę nie jest jednym z tych slasherów, które wywołują regularny ból głowy i chęć przewracania oczu z frustracji. Jest w nim wystarczająco dużo mięsa, komediowe momenty są ograne z solidnym wyczuciem, a komentarz dotyczący rzeczywistości młodych i starszych mieszkańców miasteczka zostaje wpleciony z pomysłem. Czy całość mogłaby być lepsza? Oczywiście, widać tu niewykorzystany potencjał, zwłaszcza na poziomie relacji między bohaterami. Aktorsko jednak poziom okazuje się wręcz zaskakująco solidny - Katie Douglas tworzy solidną kreację final girl, Kevin Durand znów gra charyzmatycznego i przegiętego szaleńca, a Will Sasso, znany z roli sympatycznego ojca Mandy w "Młodym Sheldonie" i "Georgie i Mandy wzięli ślub", tu serwuje nam coś zupełnie nietypowego.

REKLAMA

"Frendo" to horror, który powinien idealnie wypełnić pustkę, sprawdzić się jako slasher w sam raz do odprężającego seansu w weekend. Choć daleko mu do ideału, jego twórcy wyraźnie nie chcieli dowieźć widzom kolejnego, generycznego i pozbawionego energii produktu filmopodobnego. Chwała im za to.

"Frendo" jest już dostępny do obejrzenia w HBO Max.

Obserwuj nas w Google Discover
REKLAMA

Więcej o HBO Max poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA
Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA