Nawet AI tutaj nie pomogło. Młody Waszyngton zabija nudą

"Młody Waszyngton" zapisał się już w historii jako pierwszy film, którego twórcy tak otwarcie przyznali sie do wykorzystania AI. Co prawda chodzi o wzbogacenie wizualne około 100 ujęć, ale podczas seansu mogą zrodzić się podejrzenia, że nawet scenariusz został wygenerowany przez sztuczną inteligencję.

młody waszyngton recenzja premiera ai co obejrzeć opinie

"Młody Waszyngton" pokazuje, że na długo zanim George Washington został pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych był nikim. Poznajemy go jeszcze jako dziecko, kiedy zaraz po śmierci ojca zostaje zmuszony, aby zrezygnować z edukacji. Starszy brat przyrodni tłumaczy mu, że nie jest na nią wystarczająco uprzywilejowany, a świat nie jest sprawiedliwy. Jak z łatwością można wywnioskować, to właśnie wtedy w głównym bohaterze rodzi się marzenie, aby tak jak stanęło w konstytucji USA, wszyscy ludzie byli tworzeni równymi. Subtelne jak uderzenie łopatą w głowę.

Ale i tak nie jest źle. Stojący za kamerą Jon Erwin robił wcześniej tandetne christploitation, w których nachalnie przekonywał, że wiara czyni cuda. W kwestii moralizatorstwa przy "Dotknij nieba" czy "Wierzę w ciebie" jego najnowszy film okazuje się wręcz powściągliwy. W "Młodym Waszyngtonie" nie brakuje dyskusji o klasie, patosu, ani nawet dojrzenia w George'u Washingtonie wybrańca z legend ludów rdzennych. A mimo to przez większość czasu reżyser powstrzymuje się od kalącego rozum i godność człowieka dydaktyzmu. Nadużywa jedynie szachowej metafory "nawet pionek może zbić króla", żeby zasugerować przeznaczenie swojego bohatera, bo wciąż stawia mu pomnik jak ze spiżu.

Młody Waszyngton - recenzja filmu

"Młodego Waszyngtona" ogląda się niewiele lepiej niż polskie filmy poświęcone postaciom historycznym. Tutaj też reżyser pod nos podsuwa nam zdjęcie swojego bohatera, próbując przekonać, że wielkim człowiekiem był. Dlatego George Washington udaje się do gubernatora i pomimo niskiego urodzenia zostaje mianowany dowódcą milicji stanu Wirgini. Przypadkiem wplątuje się w wojnę między Brytyjczykami, Francuzami i Autochtonami gdzieś pośrodku. W międzyczasie przechodzi jeszcze zawód miłosny, ale nawet to Erwin podaje z pasją znudzonego belfra.

Nie ma w "Młodym Waszyngtonie" ani jednej sceny, która sugerowałaby nam, że George Washington jest tym wybranym. Że jego przeznaczeniem jest być wielkim. Nie ma płomiennej przemowy, która porwałaby tłumy. Nie ma kontrastu z otoczeniem, który sugerowałby jego wyjątkowość. Nie ma nawet bohaterstwa, które pozostawiałoby nas w oniemieniu. Jest oczywiście sprzeciwianie się zastanym zasadom, jest zadziorność zahaczająca o pychę, jest szarża na koniu przez tereny zajęte przez wroga. Ale nie ma żadnego momentu, przyprawiającego o ciarki. Pokazującego, że Washington ma jakąkolwiek wizję. To po prostu gość zdeterminowany, aby wdrapać się po drabinie społecznej. Bo Erwin odhacza jedynie fakty historyczne z jego życia.

Reżyser zachowuje się, jakby ekranizował rozdział podręcznika do historii. Tu wspomni o relacjach George'a Washingtona z matką, tam napomknie o jakichś jego znajomych, a jeszcze gdzieś każe zachwycić się nim jednemu arystokracie. Nie zajmuje się rozwijaniem portretów psychologicznych, pogłębianiem emocjonalności. Wszystkich swoich bohaterów traktuje jak figury, drugoplanowym postaciom na siłę nadając funkcjonalność w losach przyszłego prezydenta. Bo co my mamy czuć, gdy "przyjaciel" ginie mu w ramionach? Choć coś tam wspólnie przeżyli, to przecież wymienili ze sobą trzy powierzchowne zdania. Tyle. Nie ma nawet jak zaangażować się w przedstawianą opowieść.

A miało być inaczej. Erwinowi zależało na filmowości. Sam przyznawał, że korzystał z narzędzi AI, aby "wzmocnić swoją wizję". Dzięki nim mógł zmienić członków ekipy we współczesnych strojach w brytyjskich żołnierzy z XVIII wieku i w bezpiecznych warunkach nagrać z założenia emocjonującą scenę płynięcia na tratwie przez lodowatą rzekę. Chodziło więc o realizację widowiska jak najniższymi kosztami. Przynajmniej jeśli chodzi o budżet. Bo poza tym cena wspomagania się sztuczną inteligencją okazuje się całkiem wysoka.

Przede wszystkim o jakiejkolwiek immersji można zapomnieć. Na pierwszy rzut oka widać, w których scenach reżyser wspomagał się AI, bo biją sztucznością po oczach. Od razu wybijają z rytmu oglądania, wzbudzając żałość niczym puste szerokie kadry. Mimo usilnych starań nawet sztuczną inteligencją nie udało się zakryć braków budżetowych i warsztatowych. Dają o sobie znać szczególnie w tych paru scenach batalistycznych, w których kilku statystów pojawia się w mundurach i z muszkietami na ekranie. Erwin nie robi wtedy nic, żeby obrazek miał choćby znamiona spektakularności. Opowiada niby z rozmachem, ale zbyt dużym jak na swoje możliwości. Parę razy coś mu się tam udaje, ale miewa poważne problemy z zagospodarowaniem przestrzeni. Widowiskowość zazwyczaj pozostaje przez to w sferze pretensji. Idzie nawet odnieść wrażenie, że oglądamy rekonstrukcje historyczne grupki zapaleńców, a nie kinowy spektakl.

Bo "Młody Waszyngton" wydaje się nastawiony raczej na zrelacjonowanie historii niż opowiedzenie jej w taki sposób, żeby widza poruszyć i autentycznie przekonać do swoich racji. Od początku do końca pozostaje przez to filmem jednostajnym, płaskim, miałkim. Mało rozrywkowym, a bardziej edukacyjnym. Z tego właśnie względu, jego miejsce jest w ramówce stacji telewizyjnych. Choć muszę przyznać, że jakbym go złapał w niedzielnym paśmie popułdniowym, to kanału bym nie przełączył.

Premiera "Młodego Waszyngtona" 31 lipca w kinach.

Więcej o "Młodym Waszyngtonie" poczytasz na Spider's Web:

  • Tytuł filmu: Młody Waszyngton
  • Rok produkcji: 2026
  • Czas trwania: 121 minut
  • Reżyser: Jon Erwin
  • Aktorzy: William Franklyn-Miller, Mary-Louise Parker, Leo Hanna
  • Nasza ocena: 4/10
Rafał Christ
Redaktor

W serwisie Rozrywka.Blog zajmuje się przede wszystkim filmem. Jest miłośnikiem kina gatunkowego. Kiedy nie ogląda naparzających się superbohaterów Marvela, to prawdopodobnie rozpływa się nad eksploatacyjną obskurą. Poza tym jego teksty można znaleźć m.in. w „Kinie”, „Netfilmie” czy „Magazynie filmowym”. Jest współautorem monografii „Europejskie kino gatunków 2” i leksykonu „1000 filmów, które tworzą historię kina”. Zdarzyło mu się też publikować opowiadania. Znajdziecie je m.in. w antologiach „Mapa Cieni” i „Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2020. Tom 2”.