Teledyski są nierozłącznym elementem przemysłu muzycznego przynajmniej od startu MTV w sierpniu 1981 roku. Przez wiele lat twórcy prześcigali się w tworzeniu klipów, które rozmachem, budżetem i fabułą dorównywały niektórym hollywoodzkim produkcją. Część z klipów miała po kilkanaście minut długości, opowiadając historie w kilku aktach, dla których sam utwór stanowił jedynie tło wydarzeń. Które z teledysków były jednak najdroższe?
Teledyski to prawdziwa sztuka (przynajmniej tak było jeszcze do niedawna). Na przestrzeni lat część artystów postanowiła podejść do tematu w niekonwencjonalny sposób – i, wespół-zespół z reżyserami swoich klipów, zamiast kamerzytstów, do pracy zaprzęgli pokaźne tłumy animatorów. Dziś biorę dla Was pod lupę teledyski animowane – na najróżniejsze sposoby, bo „animacja”, o czym często zdarza się wielu zapomnieć, to nie tylko ołówki i stoły kreślarskie. Poniższe klipy łączy jedno – wszystkie są stworzone za pomocą ludzkiej dłoni, i nie występują w nich ludzie (albo, przynajmniej, ich rola jest marginalna wobec głównych, animowanych bohaterów).
Rok w pełni, więc branża muzyczna kręci się na całego. W lutym miało premierę kilkanaście wyjątkowo ciekawych teledysków, które wyselekcjonowałem specjalnie dla Was. Zobaczcie, co piszczy w wideoklipowej trawie, i czym żył music biz w minionym miesiącu. Zapraszam.
Mijający miesiąc obfitował w nowe wydawnictwa. Już od samego początku roku posypały się na nas nowe płyty, single oraz teledyski od najlepszych, światowych artystów. Poniżej biorę dla Was pod lupę te, które odbiły się największym echem – i o których zapewne słychać będzie jeszcze sporo w nadchodzących tygodniach. Część z nich ma spore szanse stać się światowymi hitami w najbliższym sezonie, więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji na nie trafić – czas czym prędzej zabrać się do lektury i nadrobić zaległości. Zapraszam.