REKLAMA

Nie dziwi mnie, że nowy horror już stał się fenomenem. Przytłacza i zgniata

Jak robić horrory? 20-letni youtuber pokazuje i objaśnia, że kluczem do sukcesu jest dobry koncept. Kane Parsons nie ucieka w bełkotliwe metafory, ani nie próbuje straszyć męczonymi w kinie grozy duchami, potworami i mordercami. Ba! Nie szuka nawet pretekstów do jumpscare'ów. Potrafi za to przytłoczyć gęstą atmosferę i zgnieść wszechogarniającym niepokojem.

OCENA :
8/10
backrooms horror recenzja co obejrzeć premiera
REKLAMA

To już trend. YouTuberzy przejmują kino grozy jak niegdyś Polacy youtube'a. Tylko nie muszą tego ogłaszać w idiotycznych komentarzach. Zamiast tego robią filmy, które na głowę biją to, czym zazwyczaj karmią nas multipleksy między kolejnymi Marvelami i innymi wysokobudżetowymi widowiskami. Po prostu za grosze realizują produkcje zarabiające krocie. Fani gatunku nie zdążyli jeszcze nacieszyć się "Obsesją", a w głowach już zawróciło im "Backrooms". W przeciwieństwie do Curry'ego Barkera również wywodzący się z internetowej platformy reżyser nie próbuje jednak śmieszkować. Zamiast wkręcać nas w co drugiej scenie, wchodząc na tereny czarnej komedii, Kane Parsons serwuje nam pełnowartościowy horror.

"Backrooms" zabiera nas do miejsca, w którym nie chcielibyśmy się znaleźć. Ba! Nie powinno nawet istnieć. Gdzieś na tyłach sklepu meblowego znajduje się bowiem przestrzeń złożona z krętych korytarzy. Prowadzą one do opuszczonych biur. Po przejściu między gratami można też trafić do zwężających się szybów i minimalistycznie urządzonych pokoi. Tak. Film jest przerażający, bo Parsons żeruje na powszechnych lękach młodych ludzi. Tych wszystkich obawach, którym dają ujście w licznych memach, śmiejąc się przez łzy. Źródłem całego horroru w filmie youtubera jest... patodeweloperka.

REKLAMA

Backrooms - recenzja nowego horroru

A mówiąc serio: groza w "Backrooms" wynika z zaburzeń, błędów, anomalii rzeczywistości. Parsons wprowadza nas do świata, tęskniącego za porządkiem, logiką i stabilnością. Dlatego w telewizji lecą reklamy organizerów i nowej książki psycholożki, chcącej otworzyć czytelnikom okno do świadomości. Ale problemów głównego bohatera nie rozwiąże żaden cudowny organizer, a liczne sesje z dr Mary Kline wywołują tylko większy mętlik w głowie. Tajemne korytarze, które Clark odkrywa na tyłach swojego sklepu meblowego, stają się przez to odbiciem jego pokiereszowanego umysłu.

Bo Parsons porusza się po świecie abstrakcji. Czasami zdarza mu się przez to łamać zasadę pokaż zamiast opowiadać, gdyż Clark wraz z psycholożką odgrywają jego kłótnię z byłą żoną. Ale na tym opiera się cała idea "Backrooms". Na konceptach. Nie na prezentowaniu rzeczywistości, tylko szukaniu jej odbić. Dlatego do ukrytych korytarzach wchodzi się przez ścianę, na której namalowany mazakiem prostokąt to najbliższy ekwiwalent tego, co pojmujemy za drzwi. Prowadzi on do innego wymiaru.

Parsons nie zawraca sobie głowy odpowiedziami na nurtujące Clarka i nas przy okazji pytania. Skąd się wzięły te niekończące się przestrzenie? Jaka idea za nimi stoi? Zamiast szukać rozwiązań reżyser pozwala głównemu bohaterowi gubić się w tym labiryncie. Przemierzać kolejne puste korytarze, których oświetlane jarzeniówkami zielone ściany wzbudzają coraz większy niepokój. Bo na tym właśnie opiera się idea horroru liminalnego. Groza wynika w nim nie tyle z przedstawianych wydarzeń, co z samego miejsca w jakim się znajdujemy.

REKLAMA

Początek historii "Backrooms" sięga 2019 roku. Wtedy to na jednym z internetowych forów pojawiło się zdjęcie pustej, pozbawionej okien przestrzeni biurowej. Fotografia przedstawia miejsce niby znajome, ale przez brak określonej funkcji oraz nieobecność ludzi wydaje się obce i wzbudza niepokój. To właśnie przestrzeń liminalna - przejściowa, zawieszona gdzieś między znanym a nieznanym. Tego typu miejsca stają się coraz częstszym motywem we współczesnym horrorze. Jest on prosty, a jak zdążyliśmy się już kilkukrotnie przekonać, okazuje się też niesamowicie skuteczny. Szczególnie kiedy wie się, jak wydobyć całą kryjącą się w nim grozę.

A Parsons doskonale wie, jak to zrobić. Zanim stanął za kamerą filmu zdążył dobrze wszystko przećwiczyć. Wspomniana fotografia natchnęła go do zrobienia youtubowego serialu "Backrooms", który stał się tak popularny, że reżyser otrzymał 10 mln dol., aby na jego podstawie zrealizować pełny metraż. I choć pokazuje nam głównie gołe ściany, bezbłędnie wydał każdego centa, żeby stały się jak najbardziej przerażające. Żeby przytłaczały, zadziwiały, wzbudzały wątpliwości, podważały znaną nam rzeczywistość. To ten sam kaliber grozy co w "Skinamarink", gdzie dzieci budzą się w środku nocy i odkrywają, że z domu zniknął nie tylko ojciec, ale też wszystkie drzwi i okna. Horror kryje się więc w pozornie bezpiecznej przestrzeni, która daje poczucie zagrożenia. Tylko staje się bardziej namacalny, bo twórca nie musi nieprzeniknioną ciemnością ukrywać niedostatków budżetowych czy straszyć lalką przylepioną do sufitu.

Parsons bawi się estetyką. Przenosi nas do lat 90. Przygaszone barwy od razu narzucają skojarzenia z "Kodem zła". Nie bez powodu. Producentem filmu jest reżyser horroru z Nicolasem Cage'em. Twórca "Backrooms" pewnie podąża więc wytyczoną przez niego ścieżką. Też lubi igrać perspektywą. Sprawiać, że przestrzeń zgniata, przewyższa, a nawet atakuje i pożera kolejne postaci - wprowadzonych do korytarzy pracowników Clarka, czy szukającej go psycholożki. Bo to zaplecze sklepu meblowego okazuje się żywe - ewoluuje i zmienia się na naszych oczach. To ono staje się zarówno atrakcją jak i głównym bohaterem.

REKLAMA

Zaplecze rządzi się swoimi prawami i ma moc wytwarzania własnej rzeczywistości. Tylko jest to rzeczywistość nadpisana, przekręcona, wypaczona. Parsons stawia na surrealistyczny klimat, przez co w tych tajemniczych pokojach można się natknąć na dziwaczne postacie. Nie są to ludzie. Jak mówi Clark, to wspomnienie o nich, które zostało powołane do życia, żeby zapełnić puste korytarze. Bo "Backrooms" wyciska z prezentowanych przestrzeni grozę psychologiczną. Zmienia się w ten sposób w senny koszmar. Na tyle przerażający i rzeczywisty, żeby oblał nas zimny pot.

"Backrooms" już w kinach.

Więcej o horrorach poczytasz na Spider's Web:

  • Tytuł filmu: Backrooms. Bez wyjścia
  • Rok produkcji: 2026
  • Czas trwania: 110 minut
  • Reżyser: Kane Parsons
  • Obsada: Chiwetel Ejiofor, Renate Reinsve, Mark Duplass
  • Nasza ocena: 8/10
REKLAMA



REKLAMA
Rafał Christ
Redaktor

W serwisie Rozrywka.Blog zajmuje się przede wszystkim filmem. Jest miłośnikiem kina gatunkowego. Kiedy nie ogląda naparzających się superbohaterów Marvela, to prawdopodobnie rozpływa się nad eksploatacyjną obskurą. Poza tym jego teksty można znaleźć m.in. w „Kinie”, „Netfilmie” czy „Magazynie filmowym”. Jest współautorem monografii „Europejskie kino gatunków 2” i leksykonu „1000 filmów, które tworzą historię kina”. Zdarzyło mu się też publikować opowiadania. Znajdziecie je m.in. w antologiach „Mapa Cieni” i „Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2020. Tom 2”.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA