REKLAMA

Prawda tam jest. Czy nowe sci-fi Spielberga wywala w kosmos?

Czy kosmici są wśród nas? Steven Spielberg uważa, że może tak być. Z tego podejrzenia i rzeczywistych doniesień, które na swój sposób je potwierdzają, wyrasta najnowsze science fiction słynnego reżysera. Jak wypada "Dzień objawienia"?

dzień objawienia science fiction opinie co obejrzeć premiera
REKLAMA

A co jeśli nawiązaliśmy już kontakt z obcą cywilizacją, tylko ktoś to przed nami ukrywa? To jest pytanie, które w swoim najnowszym filmie zadaje Steven Spielberg. Nie chodzi nawet o to, że w "Dniu objawienia" ciągle krąży ono dookoła, ale nie wybrzmiewa. Zostaje wypowiedziane wprost. Jedna z bohaterek je wręcz wykrzykuje, każąc chłopakowi zastanowić się, czy prawo do poznania prawdy jest ważniejsze od konsekwencji, jakie ta prawda ze sobą przyniesie.

Naiwne wydaje się myślenie, że ujawnienie istnienia kosmitów mogłoby być rzeczą. Mamy na to namacalne dowody. Parę lat temu Pentagon intensywnie badał przecież zdjęcie, które mogło przedstawiać obiekt stworzony przez pozaziemską cywilizację. Nikogo to nie obeszło, bo niedawno skończyła się pandemia koronawirusa, wojna w Ukrainie była jeszcze dość gorącym tematem, rosły napięcia geopolityczne, a do tego pojawił się ChatGPT. Mieliśmy bardziej przyziemne problemy niż UFO. A mimo to Spielberg chce wierzyć, że pojawienie się obcych na naszej planecie byłoby największym newsem w dziejach ludzkości. I tę wiarę postanowił obudzić teraz w widzach.

REKLAMA

Dzień objawienia - nowe sci-fi od Stevena Spielberga

Choć kino Spielberga od zawsze charakteryzuje się naiwnością, reżyser nigdy nie był w ciemię bity. Teraz też nie próbuje zakłamywać rzeczywistości. Chce nam po prostu dostarczyć blockbusterowe widowisko, w którym sięga po jedną ze swoich największych obsesji. Robi to w starym, dobrym stylu. Bo tym razem nie przekonuje nas, że kosmici po przybyciu na Ziemię wywołaliby "Wojnę światów", którą tylko Tom Cruise mógłby wygrać. Wraca do swoich fantastycznonaukowych korzeni. Na obcych nie spogląda jak na najeźdźców z kosmosu, tylko mesjaszy.

W "Dniu objawienia" Spielberg sięga nawet po tę samą strukturę narracyjną, co w "Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia". Niby opowiada o kosmitach, ale każe nam na nich długo czekać. Przez resztę czasu opowiada zupełnie o czymś innym. Obcy są tylko gdzieś tam w tle, okazują się typowym MacGuffinem, wpędzającym akcję w ruch. Śledzimy historię pracownika agencji rządowej, który wykrada pozaziemską technologię. Gdy Daniel Kellner ucieka przed swoim przełożonym, pogodynka z Kansas zaczyna przemawiać w nieznanych jej dotąd językach, a na wizji chrumka niczym żaba. Próbuje odkryć, co się z nią dzieje. A droga do prawdy krzyżuje się ze ścieżką zbiegłego eksperta od cyberbezpieczeństwa.

O tym że kosmici w świecie przedstawionym istnieją, dowiadujemy się bardzo szybko. Widzimy ich na tajnych nagraniach. Bo nie dostajemy science fiction totalnie od czapy. Reżyser wpisuje swoją opowieść w głośną jeszcze do niedawna dyskusję, czy Pentagon przypadkiem nie ukrywa przed nami obcych. W zeszłym roku był to nawet temat przesłuchania w kongresie i mniej więcej w tym samym czasie wyszedł dokument z zeznaniami świadków, którzy twierdzą, że pozaziemska cywilizacja rzeczywiście jest na naszej planecie obecna. Za "The Age of Disclosure" odpowiada zresztą Dan Farah - producent współpracujący ze Spielbergiem przy "Player One". Zwróccie jeszcze uwagę na oryginalny tytuł "Dnia objawienia" ("Disclosure Day") i połączcie kropki.

REKLAMA

W "Dniu objawienia" Spielberg robi więc z kosmitów ofiary. Od czasu incydentu w Roswell rządowa agencja regularnie spotyka kolejnych obcych i przeprowadza na nich eksperymenty, ukrywając to przed opinią publiczną. Ufoludki są męczone, dręczone i torturowane. Innymi słowy: film mimochodem odpowiada na pytanie, co stałoby się z uroczym "E.T.", gdyby bohaterom nie udało się go uratować z rąk rządowych agentów i naukowców.

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, Spielberg miesza ze sobą wątki science fiction z religijnymi. Nie bez powodu przecież jedna z bohaterek okazuje się byłą zakonnicą, która szuka potwierdzenia, że słowo Boże nie wyklucza istnienia kosmitów. "Dzień objawienia" staje się przez to czymś na kształt Biblii opowiedzianej w formie odcinka "Z archiwum X". Reżyser sięga więc po podejmowane już wielokrotnie tematy, ale nigdy nie przestaje zaskakiwać.

Ten na wskroś spielbergowski film ogląda się, żeby zobaczyć, co stanie się, gdy prawda zostanie ujawniona. Spielberg wie jednak, że widzów trzeba pozostawić z niedosytem odpowiedzi. Niemniej ukrywane we wszelkich materiałach promocyjnych ostatnie pół godziny zmienia "Dzień objawienia" w totalny fantastycznonaukowy odlot. Już wcześniej jest na co popatrzeć, bo choć scena, w której pociąg porywa samochód, potrafi wbić w kinowy fotel, to dopiero pod koniec reżyser najdobitniej udowadnia, że nie utracił tego czegoś. Dostajemy bowiem produkcję nad wyraz sprawnie i ładnie zrealizowaną. Reżyser wie przecież, jak sprawić, aby zakupiony popcorn szybko znikał. Kupując bilet na seans zaopatrzcie się więc w jak największy kubełek.

REKLAMA

"Dzień objawienia" już w kinach.

Więcej o nowościach filmowych poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-10T12:04:28+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T20:16:36+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T18:27:43+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T17:08:44+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T11:55:28+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T09:05:20+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T23:19:30+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T15:54:29+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA