REKLAMA

Apple TV dowiózł świetną komedię. Rola Dorocińskiego to jedna z wielu zalet

Długo czekałem na ten film. Nie tylko dlatego, że prace nad nim ruszyły trzy lata temu - główny powód nazywa się Marcin Dorociński. Zwiastuny "Katastrofy w duecie" wskazywały, że jeden z najlepszych polskich aktorów w historii kina w końcu nie dostał do zagrania jedynie epizodu, a był istotną i często obecną postacią na ekranie. To w sporej części prawda, ale lista zalet nowego filmu Apple TV, poza obecnością Polaka, jest dłuższa. 

OCENA :
8/10
katastrofa w duecie mayday recenzja
REKLAMA

Apple TV to platforma, która stosunkowo rzadko serwuje nam wtopy - czy to w przypadku filmów, czy seriali. Początkowo żyłem iluzją, że "Mayday" (anglojęzyczny tytuł) będzie raczej typowym przedstawicielem kina wojennego i byłem nawet zaskoczony, że w głównej roli zobaczę tam Ryana Reynoldsa, raczej rzadko wybierającego się w poważniejsze tonem kino. Zwiastun filmu i ujawnienie polskiego tytułu wysłały mi jasny sygnał, że dostaniemy komedię akcji, a "Katastrofa w duecie" na starcie sygnalizuje lżejszy, bardziej rozrywkowy klimat. Nie zniechęciło mnie to jednak zupełnie, a ostateczny efekt - zadowolił. 

REKLAMA

Katastrofa w duecie - recenzja filmu. Amerykanin kontra red flagi

1987 rok. Troy Kelly (Ryan Reynolds) jest amerykańskim pilotem, który właśnie zaliczył bardzo twarde lądowanie - zdążył się katapultować na chwilę przed tym, jak jego samolot, przelatujący nad Rosją, zderzył się z radzieckim MiG-iem. Kelly zostaje odnaleziony przez Nikołaja Ustinowa (Kenneth Branagh) - byłego funkcjonariusza KGB, który wbrew strachowi Amerykanina, nie planuje go zabić, ani torturować. Wręcz przeciwnie, Nikołaj jest zafascynowany Stanami Zjednoczonymi i dobrodziejstwami zachodniej kultury. W zamian za obietnicę wspólnej podróży do USA decyduje się pomóc Troyowi w powrocie do kraju, a ich eskapada zwraca uwagę szychy sowieckich służb, Aleksandra Wolkowa (Marcin Dorociński).

Na papierze wszystko się zgadzało. Ryan Reynolds w komedii to zwykle samonapędzająca się maszyna, Kenneth Branagh za każdym ekranowym razem wnosi wielką klasę i charyzmę, a Marcinowi Dorocińskiemu zdecydowanie nieobca jest ani komedia (Andrzej z serii "Teściowie"), ani udział w filmach wykorzystujących jej ramy, by opowiedzieć fabułę osadzoną w dawnej epoce (choćby "Niebezpieczni dżentelmeni"). Ta trójka została poprowadzona przez duet Jonathana Goldsteina i Johna Francisa Daleya. Panowie mają za sobą nienajgorszy dorobek - napisali scenariusz do "Spider-Man: Homecoming", wyreżyserowali świetny "Wieczór gier", a dość niedawno udanie przenieśli na wielki ekran świat znany z "Dungeons & Dragons".

REKLAMA

Bogata obsada, zdolni twórcy - widząc taki spis nazwisk, nie spodziewałem się, że robota zostanie przez nich spartaczona. I nie została.

"Katastrofa w duecie" to udany powrót do starego, dobrego kina kumpelskiego, które bazuje przede wszystkim na dynamice pomiędzy dwoma różnymi od siebie bohaterami. Z jednej strony łatwo tu o sceptycyzm, bowiem twórcy wybrali prawdopodobnie najłatwiejszą możliwą drogę, stawiając po obu stronach Amerykanina i Rosjanina. Dzieło Apple TV jednak wychodzi nieco poza ramy i zamiast być karykaturą ukrytą pod płaszczykiem satyry, jest błyskotliwą komedią, dla której realia historyczne są zarówno istotnym tłem, jak i źródłem wymiany ciętych dialogów między Troyem a Nickiem ("Don't you KGB me" chyba jest moim faworytem).

REKLAMA

Film Goldsteina i Daleya nie próbuje na żadnym etapie fabuły bawić się w złożone kino nastawione na głębokie społeczno-polityczne obserwacje, ale nie ucieka od tego, by opowiadać o głównych postaciach z udziałem nawiązań do epoki czy poznawać wartości, którymi się kierują. Troy jest mniej cruise'owską, a bardziej reynoldsowską wersją Mavericka z "Top Gun" (ten tytuł odgrywa tu naprawdę sporą rolę) - to dowcipny, ale zarazem oddany służbie i piekielnie dobry pilot. Nikołaj zaś przez długie lata był wysoko postawionym oficerem KGB, który z czasem przestał spoglądać w lustro bez wyrzutów sumienia i zakochał się w Ameryce, a raczej w tym, co na jej temat wyniósł z tamtejszej popkultury. To jest punktem wyjściowym do sympatycznej, choć nieunikającej dramatycznych aspektów historii o ludziach, ich przekonaniach oraz rzeczywistości, która je weryfikuje.

Kenneth Branagh i Ryan Reynolds - kadr z filmu "Katastrofa w duecie"

"Katastrofa w duecie" jest cholernie błyskotliwym, szczerze zabawnym i inteligentnie rozpisanym filmem.

I może nie wymyśla koła na nowo, ale sposób, w jaki rozgrywa amerykańsko-rosyjskie relacje i stereotypy, zasługuje tutaj na uznanie. Nie stawia znaku równości pomiędzy obydwoma krajami, ale też nakreśla ich wspólne (a zarazem średnio pozytywne) cechy. Uczciwie zauważa, że Stany Zjednoczone są krajem, którego miano świątyni wolności, praw człowieka i godnego traktowania obywateli jest naciągnięte, a Związek Radziecki jest zmilitaryzowanym, rządzonym przez wszechpotężne służby, groźnym krajem, który mimo dyktatorskiej władzy nie jest zbudowany z błota i patyków - to szczegół, który przeszkadzał mi często w kinie nie z (broń Boże) racji sympatii do imperium, a zwykłej wierności wobec rzeczywistości. Goldstein i Daley naprawdę dobrze czują tę historię, co nie powinno dziwić, skoro oprócz reżyserii, są również autorami scenariusza. Umieją ją również pokazać - sporo tutaj fajnych, kaskaderskich wyczynów, ciekawego wykorzystania konkretnych lokacji, a kamera Barry'ego Petersona tańcuje, aż miło.

Na poziomie fabuły spora większość wątków zostaje tutaj rozwiązana solidnie (choć mam jednak niedosyt, co do intrygi Wolkowa i chciałem na ten temat więcej), poprowadzona z poszanowaniem inteligencji widza, zwroty akcji, które serwują twórcy są sensowne (i zarazem czasami przewidywalne), a buddy comedy sprawnie współgra tutaj ze spektakularnymi sekwencjami akcji, emocjonującymi ucieczkami i militarno-polityczną otoczką. Bardziej konserwatywni odbiorcy zapewne nie ucieszą się na widok pewnego wątku z udziałem Nikołaja i jego córki Anny, ale uważam, że został on osadzony i rozwiązany zupełnie porządnie. Oczywiście, są momenty, w których koło logiki "Katastrofa w duecie" niespecjalnie stoi, a wręcz wspina się na wyżyny absurdu (ucieczka przed rosyjską armią za pomocą pojazdu z głowicą nuklearną niech posłuży przykład), ale da się to kupić bez większego problemu.

REKLAMA

Zwłaszcza, że wszelkie wady/absurdy/naiwności filmu skutecznie idą w zapomnienie, gdy na ekranie pojawiają się aktorzy.

Nie wiem, czy to najlepsza rola Ryana Reynoldsa w karierze, raczej nie, ale w "Katastrofie w duecie" udało mu się złapać świetny balans pomiędzy byciem śmieszkiem, a facetem w podbramkowej sytuacji, rozumiejącym swoje położenie. Goldstein i Daley nie tępią przy tym Reynoldsowi pazurów, w związku z czym humor, który reprezentuje w "Katastrofie w duecie" zupełnie nie przeszkadza i często bawi. Kenneth Branagh przyzwyczaił nas do grania Rosjan ("Tenet", "Jack Ryan: Teoria chaosu") albo bohaterów z wyrazistym akcentem (cała seria o Herkulesie Poirot), więc naturalnym było, że i tutaj sobie poradzi. W roli Nikołaja Ustinowa jest znakomity, prezentując dość łagodną, nieprzerysowaną naturę faceta, który szczerze czuje pociąg do amerykańskich wartości, a jednocześnie dźwiga na barkach trudną przeszłość.

REKLAMA

Reynolds i Branagh mają tutaj fantastyczną chemię - choć ich relacja zaczyna się od uzasadnionej nieufności ze strony Troya, pomiędzy oboma bohaterami stopniowo rodzi się autentyczna więź. W trakcie jej kształtowania się doświadczymy wielu przezabawnych momentów i wymian zdań, które może do historii popkultury nie przejdą, ale zdecydowanie umilą czas spędzony na seansie. Rewelacyjnie wypada zdecydowanie zbyt krótko (choć na nasze standardy w Hollywood, jest z czego się cieszyć) obecny na ekranie Marcin Dorociński. Polski aktor wciela się w Aleksandra Wolkowa, naczelnego oficera KGB, który rozgrywa własną intrygę w tle i jest przeciwnikiem ocieplenia się relacji Stanów i Rosji. Choć scenariusz nie stawia w tym wątku kropki nad i, Dorociński jest kapitalny jako Wołkow - kiedy trzeba, jest zabawny i czyni to z kamienną twarzą, a kiedy trzeba - kreuje nam postać wyćwiczonego, zdeterminowanego służbisty, który nie cofnie się przed realizacją swojego celu, świetnie sprawdza się też w scenach akcji. Maria Bakalova nie ma wiele do pogrania, ale jej epizod jest niezły.

Marcin Dorociński - kadr z filmu "Katastrofa w duecie"

"Katastrofa w duecie" to jedno z największych pozytywnych zaskoczeń tego roku i zdecydowanie jedna z najfajniejszych produkcji, jakie Apple TV dowiozło w ostatnim czasie. Jonathana Goldstein i John Francis Daley udowodnili, że da się stworzyć energiczne kino pozbawione zadęcia, a zarazem sprawnie używające historii do opowiedzenia wciągającej fabuły. Reynolds i Branagh zgodnie z moim przypuszczeniem okazali się samograjami. Z Marcina Dorocińskiego jestem naturalnie dumny, choć liczę, że Polacy kiedyś przestaną w międzynarodowym kinie grać wyłącznie Rosjan. Umiemy więcej, serio.

"Katastrofa w duecie" dostępna do obejrzenia na Apple TV od 4 września.

Obserwuj nas w Google Discover
REKLAMA

Więcej o Apple TV poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA
Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA