W streamingu pojawił się już 3. odcinek "Latarni", serialu opartego na postaciach słynnych superbohaterów z DC w zielonych strojach. Przeciwników ekspozycji i zwolenników posuwania się akcji do przodu ten epizod może rozczarować, ale mnie do tego uczucia daleko - twórcy znakomicie pokazali widzowi drogę Johna Stewarta do miejsca, w którym się znalazł.

Centralnym punktem serialu jest relacja dwóch głównych bohaterów - Hala Jordana (Kyle Chandler) i Johna Stewarta (Aaron Pierre). Pierwszy pełni funkcję Zielonej Latarni, choć realnie nie przypomina już wspaniałego herosa z dawnych lat - jest raczej chodzącym kryzysem wieku średniego. John zaś jest zadaniowcem, który poświęcił znaczną część swojego życia na to, by dojrzeć do miana Zielonej Latarni i kiedyś pełnić tę zaszczytną funkcję.
Nowy odcinek Latarni nie zawodzi. Ujawnia mocne fakty
"Latarnie" jak do tej pory nie zawodzą - pierwsze dwa odcinki serialu skupiły się na rzetelnym rozrysowaniu akcji, nakreśleniu tego, co się dzieje i jakiego typu śledztwem będą się zajmować Hal Jordan i John Stewart. Poznaliśmy dość dużo postaci, wiemy, kto jest którym pionkiem na fabularnej szachownicy, ale i tak wciąż pozostaje sporo pytań bez odpowiedzi. Kim jest Sponsor? Kto jest Łowcą Ludzi? Co przyczyniło się do śmierci Hala Jordana w 2026 roku? Trzeci epizod nie odpowiada na te pytania, ale uzupełnia to, co wiemy, o to, czego nie wiedzieliśmy o Johnie Stewarcie. Tak naprawdę, nie tylko o nim.
Niektórzy po obejrzeniu drugiego odcinka serialu mieli podejście na zasadzie "dobra, ruszmy dalej z tą akcją, bo na razie jest dużo ekspozycji, a trochę za mało realnych działań, posuwających fabułę do przodu". Mogą być zawiedzeni i tutaj, bowiem "OutKast" [nazwa odcinka] niemal w całości pokazuje nam przeszłość Johna - w sporej części jego dzieciństwo, w ciut mniejszej - czasy, kiedy był żołnierzem i miał do wykonania misję natury militarnej. 3. odcinek "Latarni" zaczyna się od rozmowy kwalifikacyjnej na Latarnię, którą przeprowadza Lianna (Laura Linney) - Strażniczka pochodząca z innego świata. Choć ten wątek stanowi de facto podstawę dla wszystkich pokazanych w epizodzie wydarzeń, znaczna jego większość rozgrywa się przed tym, jak John w ogóle trafił przed oblicze członków Korpusu Zielonych Latarni.
Moim zdaniem mamy do czynienia z naprawdę kompletnym, intensywnym emocjonalnie i wiarygodnie zarysowanym wyjaśnieniem współcześnie znanej nam postawy Johna - człowieka czynu, opanowanego, nieskorego do buntu czy niesubordynacji nawet, gdy jego przełożony jest kawałem buraka. Mocnym i od razu ustawiającym dalszy ciąg fabuły twistem jest to, że John Stewart wcale nie był pierwszym kandydatem o tym nazwisku do roli Latarni - jego ojciec John senior, częściowo nieświadomy, nie przeszedł testu na Zieloną Latarnię. Gdy uświadomił sobie, co się wydarzyło i jaka szansa przeszła mu koło nosa, pogrążył się psychicznie. Dopiero, gdy później Lianna odwiedziła Bernadette (matkę Johna), ta zrozumiała, skąd wziął się kryzys, w jaki popadł jej małżonek. Jednym z najlepszych momentów odcinka jest rozmowa obu kobiet i zderzenie ich perspektyw - Lianny jako przybyszki z kosmosu nieznającej społecznej rzeczywistości osób pokroju Stewartów, Bernadette jako silnej matki i żony, która chce lepszego bytu, pracuje na niego i ma ambicję zrobić wszystko, by zapewnić go sobie oraz dzieciom.
Ten moment okazuje się punktem wyjściowym dla w zasadzie całego życiorysu Johna - jego życie staje się jednym, wielkim treningiem. W ramach "dojrzewania do przeznaczania" widzimy młodego Stewarta, który nie jest jak inni chłopcy, a rodzice w pełni świadomie traktują go bardziej jako rekruta, niż jako syna. Twórcy kreślą ten wątek uczciwie - widz rozumie, dlaczego tak zrobili, ale jednocześnie ma przestrzeń do krytyki ich postawy - oboje de facto zadecydowali za swojego syna, postawili go przed faktem dokonanym i kazali mu się dostosować dla wyższego, odległego, niekoniecznie rozumianego przez dziecko celu.
Spore pochwały należą się grającym ich J. Alphonse Nicholsonowi i Jasmine Cephas Jonas, których aktorstwo (zwłaszcza jej) rewelacyjnie niuansuje postaci rodziców Stewarta.
Świetnym, symbolicznym momentem 3. odcinka jest to, że jego pierwsza próba związana z funkcją Zielonej Latarni została "zorganizowana" nie w momencie, kiedy John był żołnierzem numer jeden, świetnym snajperem na misji. Przyszła do niego wówczas, gdy ten czuł, że może być w dołku - dyscyplinarnie zwolniono go z wojska, brakowało mu poczucia celu, żywa była w nim teoria, że po tym co się wydarzyło, Strażnicy nie zechcą go tym bardziej. Pójście do szkoły artystycznej było de facto poważnym krokiem - z jednej strony realizacją swojego talentu i dziecięcego marzenia, z drugiej - zmierzeniem się ze strachem, że nie zostanie Latarnią. John nie załamał się, choć miał do tego pełne prawo.
3. odcinek jest też naprawdę mocny, jeśli chodzi o podrzucenie nowych informacji co do relacji Hala i Johna. Choć pierwszy pojawia się w nim tylko na chwilę, dowiadujemy się, że to Jordan (raczej nieświadomy, komu nabruździł) zepsuł misję Stewarta, którą było zlikwidowanie groźnego watażki piorącego pieniądze. Co więcej, to właśnie Hal, dzięki temu, że został wybrany zamiast Johna seniora, pośrednio przyczynił się do tego, jak wyglądało życie "juniora". Ten fakt nadaje ich relacji nowej dynamiki, dzięki której widzowi łatwiej jest zrozumieć, czemu John z jednej strony podporządkowuje się swojemu mentorowi, a z drugiej, głęboko chowa w sobie złość i frustrację, przykrywając je swoim opanowaniem i twardym wyrazem twarzy, tak doskonale wymownym w wykonaniu znakomitego Aarona Pierre'a.
Kolejne odcinki "Latarni" zapowiadają się interesująco. Wciąż nie znamy wielu rzeczy na temat Hala i Johna, ale jedno jest pewne - Stewartowi jest pisane coś większego. Zostaje on przyjęty, jednak Jordan ma myśleć, że ten jest tylko jego zastępcą, pomocnikiem, protegowanym. Kim John Stewart okaże się naprawdę - tego dowiemy się w następnych tygodniach. Na ten moment pewne jest to, że twórcy serialu idą bardzo dobrą scenariuszowo ścieżką. Trzeci epizod, mimo niemal wyłącznie retrospektywnej natury, jest głębokim, sporo mówiącym kawałkiem historii, który ilustruje zmagania i poświęcenia czarnoskórego bohatera walczącego o wysoką pozycję, rzuca światło na różnice między bohaterami oraz perspektywami Ziemi oraz kosmosu. Jestem niezmiennie dobrej myśli.
Czytaj więcej:
- Mocne zakończenie premierowego odcinka Latarni. O co chodzi?
- Kim jest Sinestro i czemu nowe Latarnie nie są zielone? Czas na Spektrum
- Serial HBO wprowadza zupełnie nową moc pierścienia Zielonych Latarni. Może namieszać
- HBO Max pokaże najlepszy horror tego roku. Warto czekać
- Jon Snow będzie Gilderoyem Lockhartem. Jestem na nie
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.