REKLAMA

Szeptacz to znakomity thriller. Netflix dowiózł petardę

Uwielbiam tzw. klasyczne kryminały. Oczywiście, lubię gdy fabuła danego filmu serwuje dziwne i nieoczywiste rzeczy, ale jednak głęboko w sercu mam silne przywiązanie do tych mrocznych jak smoła filmów, w których trzeba rozwiązać zagadkę, znaleźć winnego i po drodze zajrzeć w głąb siebie. "Szeptacz" z naprawdę świetną jakością odhacza wszystkie te punkty, ale na tym - na szczęście - nie poprzestaje.

OCENA :
8/10
szeptacz film recenzja netflix

Netflix nie od dziś widzi w kryminalnych produkcjach potencjalne kury znoszące złote jaja w postaci wysokich słupków oglądalności. Oprócz czysto biznesowych argumentów pozostaje jednak kwestia jakości. O tę raczej się na papierze nie bałem, wiedząc, że za "Szeptacza" odpowiada James Ashcroft, reżyser, który dotychczas kręcił wyłącznie na nowozelandzkiej ziemi. Miałem z nim już styczność przy okazji "Klątwy Jenny Pen" - wyjątkowo nietypowego filmu, wiele miesięcy temu puszczonego na maratonu horrorów. Wówczas Ashcroft sprawnie ukazał grozę wynikającą nie tylko ze starości, a z terroru ze strony okrutnego dręczyciela. Reżyserowi udało się dobrze poprowadzić takie ikony jak Geoffrey Rush i John Lithgow, a w nowym kryminale Netfliksa obsada jest jeszcze mocniejsza. Czy przełożyło się to na jakość filmu?

Szeptacz - recenzja filmu. Co w rodzinie, to nie zginie?

Tom Kennedy (Adam Scott) to pisarz kryminałów, który nie może się uporać ze śmiercią ukochanej żony. Wraz z synem Jake'em przeprowadza się do jej rodzinnego miasta, Garretton. Mężczyzna nie znajduje jednak spokoju i niebawem zostaje dotknięty kolejną tragedią. Chłopiec znika w tajemniczych okolicznościach, a wszystko wskazuje na porwanie. Zrozpaczony Tom zwraca się o pomoc do swojego ojca, Petera Willisa (Robert De Niro) emerytowanego detektywa, z którym - mówiąc delikatnie - nie ma zbyt ciepłych, a właściwie to żadnych, relacji. Wkrótce wychodzą na jaw powiązania między porwaniem Jake'a, a skazanym przed laty seryjnym mordercą o pseudonimie Szeptacz. Jego z kolei wiele lat temu wsadził za kratki nie kto inny, jak właśnie Willis.

Gdy po raz pierwszy zapoznałem się z fabułą i zapowiedzią "Szeptacza", w mojej głowie pojawiło się przyjemne wspomnienie innych znakomitych kryminałów, m.in. "Zodiaka". Seryjny morderca, porwanie, powiązania z przeszłością, obsesja na punkcie poszukiwania prawdy - film Ashcrofta ma na papierze wszelkie składniki, by aspirować do miana jednego z najlepszych przedstawicieli swojego gatunku w ostatnich latach. Papierowi udało się przelać na rzeczywistość naprawdę sporo - choć "Szeptacz" raczej nie zapisze się w historii kina kryminalnego jako dzieło wybitne, niewątpliwie wybija się przed szereg typowych, streamingowych produktów.

Już początek, gdzie detektyw Beck (Michelle Monaghan) przesłuchuje taśmy z głosowym udziałem oryginalnego Szeptacza, pozwala na skromne, ale ciarki. Jeśli ktoś zdecydował się naśladować akurat jego, to biada dziecku, które weźmie na celownik. Film Ashcrofta, napisany przez duet Bena Jacoby'ego ("Omen: Początek") i Chase'a Palmera ("To") praktycznie na starcie wprowadza widza w mroczny, nieukrywający zbyt wiele ze swojego mroku klimat, w którym dziecięcy trup ściele się gęsto. Policja niby prowadzi śledztwo, kieruje wszystkie możliwe zasoby, a morderca i tak jest o krok dalej. 

Nie mamy tu jednak do czynienia z typową grą w kotka i myszkę, klasycznym starciem charyzmatycznych jednostek, które gonią się nawzajem. To w zasadzie mamy już za sobą, co sygnalizuje zwłaszcza wątek Petera Willisa - starego gliny, który na policyjnej gonitwie za oryginalnym Szeptaczem spędził całe swoje życie, w tym dzieciństwo swojego syna. Choć kryminalna intryga jest tutaj naprawdę dobrze skrojona, a scenariusz (może bez fincherowskiego zacięcia, ale wciąż) sprawnie podrzuca kolejne, słusznie wzbudzające niepokój tropy i sugestie, to jednak nie dla śledztwa w pierwszej kolejności ogląda się ten film. 

Adam Scott i Robert De Niro - kadr z filmu "Szeptacz"

"Szeptacz" stoi bowiem przede wszystkim motywem, który najlepiej jest ująć w słowach "z ojca na syna". Najwięcej czasu siłą rzeczy spędzamy z Tomem i Peterem. Pierwszy z nich dawno, świadomie odciął się od ojca, którego pośrednio idealizował w swoich książkach, podczas gdy w rzeczywistości był wściekły, że nie był on tym, kogo potrzebował i nie chce, by Peter teraz do tego wracał. Drugi zaś przez lata żył obsesją, która zniszczyła mu życie, zaprowadziła go do pustego mieszkania i samotności. Ashcroft opowiada tu nie tyle o dziedziczeniu traum, co o tym, że bycie ojcem (czy po prostu rodzicem) nosi w sobie wiele pułapek, zwłaszcza, gdy przeplata się ono z inną częścią swojego życia. Wtedy coś trzeba poświęcić i w konsekwencji stracić. Grzechy ojców będą - zwłaszcza w psychologicznym sensie - przechodzić na synów, czy którykolwiek tego chce, czy nie.

"Kijowy z ciebie ojciec, ale zaj..isty detektyw" - w pewnym momencie mówi Tom do Petera. Żaden cytat z filmu lepiej ich relacji chyba nie podsumuje.

"Szeptacz" na szczęście nie sili się na to, by wszystko widzowi dokładnie tłumaczyć, ciskać ekspozycją w twarz. Często operuje na bazie niedopowiedzeń, wątpliwości - wiemy, że coś się działo kiedyś, coś się wydarzyło, dostajemy informację bez obrazu i musimy sami sobie ją przetworzyć, a bohaterom - uwierzyć lub nie (druga opcja niewątpliwie jest łatwiejsza). Ashcroft nie trzyma jednak widza do samego końca w niewiedzy, a po ujawnieniu tożsamości Szeptacza 2.0 wciąż udanie trzyma fabułę w ryzach, ale przede wszystkim nie wypuszcza z rąk uwagi widza.

Podoba mi się również to, że film nie zapomina o detalach - sygnalizuje nam pewne rzeczy, których znaczenie (zwykle przedstawione solidnie) poznajemy z czasem. Żadna fabuła jednak nie działa, jeśli nie ma dobrych aktorów, którzy nadadzą jej ludzkich, autentycznych kształtów. Zgodnie z moimi oczekiwaniami "Szeptacz" nie ma z tym większego problemu, udowadniając, że do przekazania silnych emocji nie trzeba wielkich szarż. Adam Scott świetnie sobie radzi w roli ojca, który traci grunt pod nogami i jest odzierany przez życie poczucia kontroli. Nie potrafi dogadać się z synem, nie potrafi zachować trzeźwego osądu, działa przez impulsy. Aktorowi udaje się pokazać ten trudny stan w dość oszczędnej, ale i tak wiarygodnej formie. 

Adam Scott - kadr z filmu "Szeptacz"

Podobnie sprawa ma się z Robertem De Niro, dla którego to kolejna (po "Dniu Zero") rola wpływowego człowieka rozwiązującego trudną zagadkę w produkcji Netfliksa. Jego wybitne nazwisko zdecydowanie nie jest tu dla ozdoby - De Niro udanie portretuje doświadczonego Petera, który jest świadomy swoich grzechów oraz tego, że jego pomoc w odnalezieniu wnuka może nie tylko uratować życie chłopcu, ale również przynieść namiastkę odkupienia jemu samemu. Z czasem widz zaczyna rozumieć czemu tak bardzo wzbraniał się przed ponownym rozgrzebaniem dawnej rany.

Duet głównych bohaterów sprawdza się tu solidnie, ale ręce same składają się do oklasków, gdy na scenę wjeżdża Michael Keaton w upiornej, niepokojącej i praktycznie trzecioplanowej roli, całkiem chowanej przed nami w trakcie procesu promocji. I dobrze, bo efekt zaskoczenia robi robotę - Keaton nie jest zbyt częstym gościem na ekranie, ale gdy się pojawia, daje z siebie 120%. Drugi plan w postaci Michelle Monaghan, Hamisha Linklatera i Owena Teague radzi sobie bez większych zastrzeżeń, choć zwłaszcza Monaghan ma tu dość mało do aktorskiej roboty.

"Szeptacz" to miła odmiana pośród wielu streamingowych kryminałów, które lubią odjeżdżać w absurdalne rejony albo nastawiać mózg widza na tortury. James Ashcroft stworzył kino, które wciąga jako mroczny kryminał, ale równie mocno (a może nawet lepiej/ciekawiej) sprawdza się jako dramat zbudowany na trudnych i autentycznych emocjach. Te dwie przestrzenie świetnie się zazębiają i przynoszą filmowi zaskakująco wysoką jakość. Miałem wobec tego filmu spore oczekiwania i w dużej części udało mu się je spełnić.

"Szeptacz" jest już dostępny do obejrzenia na Netfliksie.

Więcej o Netfliksie przeczytacie na Spider's Web:

Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.