REKLAMA

Zobaczysz wszystko i wyjdziesz wstrząśnięty. Najlepszy film od lat

Nathan Fielder to wyjątkowa postać świata telewizji, która jak mało kto umie przekuwać niezręczność w komedię. Praktycznie jego każde dotychczasowe dzieło - "Złoty dotyk Nathana", "Próba generalna", czy "The Curse" - jest czymś niepodrabialnym, wyjątkowym, oryginalnym, przemyślanym. Tym razem Kanadyjczyk podjął się zadania spędzenia czasu z Elizabeth Holmes - słynną oszustką, która nie tak dawno omamiła Dolinę Krzemową i przy okazji cały świat. Efekt? Jeden z najlepszych filmów roku (o ile nie najlepszy).

OCENA :
10/10
zobaczysz wszystko recenzja filmu
REKLAMA

"Potoczne określenie grupy ludzi, którzy są w stanie silnego, często przesadzonego podekscytowania przed premierą nowego filmu". Tak mniej więcej przedstawia się definicja słowa "hypetrain", którego członkowie filmowego komentariatu w internecie bardzo często używali, opisując swoje odczucia wobec nadchodzącej premiery "Zobaczysz wszystko". Dzieło Nathana Fieldera i Lance'a Oppenheima jeszcze niedawno było projektem widmo, o którym mało kto wiedział, a który znienacka pojawił się na jednym z festiwali. Efekt? Światowa euforia, zachwyt krytyków, ekstaza widzów, którzy już mieli możliwość zobaczyć ten film, media pompujące perspektywę walki o Oscary przeważnie nieosiągalne dla kina dokumentalnego. Prawdopodobnie od czasu "Odysei" Nolana żaden kinowy tytuł nie wzbudzał tak gigantycznych emocji w bańce. Po seansie wiem, że ekscytacja wcale nie była przesadzona...

REKLAMA

Zobaczysz wszystko - recenzja filmu. Wiem, że nic nie wiem

Fabułę filmu stanowią losy Elizabeth Holmes - założycielki biotechnologicznej firmy Theranos, kobiety sukcesu, która trafiła na języki całego świata, gdy ogłosiła zrewolucjonizowanie procesu badań krwi za pomocą specjalnego, przełomowego urządzenia, a następnie spadła ze szczytu, gdy uznano ją za oszustkę i skazano na lata więzienia. 33 dni przed odbyciem wyroku Holmes wraz ze swoim partnerem, Billym Evansem, zaprasza do swojego domu ekipę filmową na czele z Nathanem Fielderem. Twórcy dokumentują jej ostatnie dni wolności, próbując jednocześnie zajrzeć w głąb jej osobowości. 

REKLAMA

Zwykle, gdy oglądam dokument, musi mnie interesować, zahaczać o temat, który szczerze angażuje mnie intelektualnie. Własną wiedzę o Elizabeth Holmes nazwałbym dość podstawową - znałem najważniejsze momenty z jej kariery, wiedziałem, czym się zajmowała i w jakim obszarze działała, a także o co i dlaczego została oskarżona przez organy ścigania. Po seansie myślę, że jestem pod tym względem na podobnej płaszczyźnie co Nathan Fielder, będący swego rodzaju przewodnikiem po mikroświecie Elizabeth Holmes. W pewnym momencie sam reżyser przyznaje, że nie rozumie wszystkich naukowych niuansów jej działalności. Nie przeszkadza mu to w zadawaniu pytań, które są naraz ekstremalnie proste i cholernie skomplikowane. Fielder i Oppenheim obiecują, że - zgodnie z tytułem - zobaczymy wszystko i słowa tego dotrzymują na tyle, ile potrafią.

Zaczyna się dość niewinnie - Fielder jest trochę jak duch, który chowa się w szafie, podsłuchuje, rozkminia, czasami go widać, czasami nie. "Zobaczysz wszystko" sprawia wówczas wrażenie zwyczajnego, płynącego dokumentu, który portretuje rodzinne życie głównych bohaterów, niekoniecznie stara się je zakłócać. Równocześnie jednak, od samego początku wyczuwalny jest niepokój, dyskomfort. Poczucie, że to, co widzimy słyszymy oczami reżyserów, jest zbiorem masek, nałożonych w imię walki ze złym wizerunkiem, narzuconym przez wielkich graczy - media, telewizję, konkurencję. Holmes, wspierana przez swojego partnera, twardo obstaje przy tym, że niezależnie od wszystkiego, prawda jest po jej stronie.

REKLAMA

Słowo "prawda" jest prawdopodobnie jednym z najważniejszych w kontekście tego filmu. Nathan Fielder nie zna prawdy na temat Elizabeth Holmes, ani nie udaje, że zna. Myślę, że tak naprawdę niekoniecznie próbuje się dowiedzieć, czy jej działania były uczciwe. "Zobaczysz wszystko" ujmuje temat z zupełnie innej perspektywy. Bada, dlaczego mogły nie być, dlaczego Liz mówiła słowa, które mówiła. W szerszym rozumieniu można traktować ten film jako złożoną z ogromnej liczby warstw historią o tym, co może się składać na prawdę. Tutaj wszystko koniec końców opiera się na opiniach o danym zjawisku, ocenach sytuacji, własnych perspektywach.

Billy Evans, Elizabeth Holmes i Nathan Fielder - kadr z filmu "Zobaczysz wszystko"

Kanadyjski reżyser w sporej większości rozmów z Holmes udowadnia, że mimo tego, że nie ma tu mowy o ustawianiu tego co się dzieje, potrafi doskonale zapanować nad tym co robi, wyczuć moment, rozegrać konwersację tak, by wyciągnąć coś ważnego i interesującego. Zadaje proste i zarazem genialne pytania, przybiera perspektywę przeciętnego widza, by zaraz później okazać się niebywale przenikliwym, wyłapującym nieścisłości gościem, słuchającym i pamiętającym detale, które wielu by przeoczyło. Odpowiada dyskomfortem na dyskomfort, a aura niezręczności, z której Fielder jest doskonale znany, tutaj działa z niezwykłą siłą. 

REKLAMA

Momentami trudno wyczuć, czy twórca właśnie zrozumiał wielopoziomową manipulację, jakiej jest poddawany przez Holmes, czy jest autentycznie zdumiony i nie rozumie, czego właśnie jest świadkiem. Dokładnie to samo miałem jako widz - czasami czułem, że właśnie przejrzałem oszustkę, ale w wielu momentach mój umysł miał trudności, by pojąć, co właściwie się dzieje. "Zobaczysz wszystko" jest tak zniewalające przede wszystkim dlatego, że ustami Nathana Fieldera zadaje ogrom właściwych pytań, a odpowiedzi jest mało, o ile w ogóle. Wraz z reżyserem widz błądzi, próbuje się przebić, zrozumieć, rozłożyć na czynniki pierwsze to, co widzi. 

Gdybym nie wiedział, że to dokument, pomyślałbym, że oglądam nowego klasyka wśród thrillerów.

Do filmu Fieldera pasuje bardzo wiele przymiotników, choć w szczególności te: "wstrząsający" i "zabawny". Reżyser niezwykle sprawnie balansuje pomiędzy tymi dwoma tonami, doskonale panuje również nad samą strukturą opowieści. W pewnym momencie łatwo o poczucie, że historia za szybko zmierza ku końcowi. Nic bardziej mylnego - rejony, w które Kanadyjczyk prowadzi tę opowieść, są absolutnie genialne. Im dalej w las, tym "Zobaczysz wszystko" próbuje ująć dosłownie wszystko. Miałbym trudności z wymienieniem twórców, którzy poradziliby sobie z aż tyloma tematami naraz, a Fielder i Oppenheim właśnie brawurowo dopisali się do tego grona.

REKLAMA

W rozpiętym na niemal trzy godziny materiale znajdziemy ogrom trudnych kwestii. Fielder, przede wszystkim za sprawą bezpośrednich rozmów, bierze na warsztat przede wszystkim relację głównych bohaterów z prawdą (a raczej z tym, jak oni ją rozumieją). Zwłaszcza w drugim akcie "Zobaczysz wszystko" jest wstrząsającym wręcz obrazem relacji Holmes z Billym Evansem. Od początku czujemy, że coś tu jest naprawdę dziwne i nie gra. Im mocniej reżyser drąży jego temat, tym bardziej do warstwy Holmes-manipulatorki dochodzi kolejna - bycie więźniem miłości (o ile w ogóle tak można nazwać to, co łączy ją i Evansa). Rzadko używam tego typu słów w profesjonalnych tekstach, ale obraz ich relacji, detale w zachowaniach, poczucie, że jedna osoba doskonale wie co druga myśli - wszystko to po prostu "ryje banię" i nie ma w tych słowach przesady. Oglądamy szczerą, dozgonną miłość, czy obustronny i jednoczesny syndrom sztokholmski? Nie wiem. Holmes - perfekcyjna manipulatorka, doskonale wiedząca co, jak i kiedy zrobić czy powiedzieć, czy autentyczna, zniszczona przez system ofiara własnych uczuć? Nie wiem.

Nathan Fielder i Elizabeth Holmes - kadr z filmu "Zobaczysz wszystko"

Zwłaszcza w tej części nakręconej bez udziału Elizabeth, film zyskuje kolejne wymiary. Fielder (z udziałem specjalnych gości, których obecności nie chcę spoilerować) zastanawia się nad sposobami kształtowania własnego wizerunku, tworzenia narracji, kontroli nad swoim życiem, konfrontowaniem się produktów popkultury z życiem, które napisało do nich scenariusz. Rozprawia się również w pewnym sensie z samym sobą jako twórcą. Fielder nie jest tylko cichym obserwatorem - wchodzi w interakcje, w przypadku Holmes - buduje pewną formę więzi, by ta mogła mu się zwierzać. Daje jej przestrzeń na prostą szczerość, a my nie wiemy, jak często ona z niej naprawdę korzysta. Świetnie się go obserwuje - zwłaszcza w momentach, kiedy rozumie, że nic nie rozumie, a mnogość perspektyw i wyprowadzonych z nich teorii, naprawdę mąci mu w głowie. Fielder-reżyser wówczas staje się Fielderem-człowiekiem, także podatnym na cudze emocje, zastanawiającym się, co czuje i jak to, co robi wpływa na niego.

REKLAMA

Jeśli chodzi o gatunkowe tropy, które możemy dostrzec w "Zobaczysz wszystko", Fielder i Oppenheim wykazują się twórczym szaleństwem (to komplement!). Ten film ma konstrukcję (w swojej opowieści oraz warstwie technicznej) rasowego, gęstego thrillera, w którym jedna strona próbuje przekonać drugą do swoich racji, podczas gdy druga próbuje objąć swoim rozumem to co się dzieje i opiera się przed potencjalnym omamieniem. Ta psychologiczna potyczka między Fielderem a Holmes później ewoluuje w coś zupełnie innego - nie zdradzając za wiele, porównałbym to do kryminału o dwóch detektywach, z których jeden jest wyprowadzony z równowagi, emocjonalnie zaangażowany w sprawę i traci panowanie nad sobą, a drugi procesuje w głowie to, co widzi i słyszy, próbuje chłodno analizować sytuację, w której się znalazł.

Trzeba również wspomnieć o tym, co zdążyły już napompować zagraniczne media - oscarowy potencjał. Wiele mówiono, że oprócz walki o nagrodę za "najlepszy film", "Zobaczysz wszystko" może szukać szczęścia w innych kategoriach. Szczerze powiedziawszy, gdyby to ode mnie zależało, poważnie rozważałbym nominowanie tej produkcji za zdjęcia, montaż i muzykę - wszystko to perfekcyjnie składa się na niepokojący, wchodzący pod skórę klimat. Mamy do czynienia z dokumentem, który jest niewątpliwie wyjątkowy pod kątem struktury, sposobu opowiadania, narracji. Tego, co widzimy w filmie Fieldera i Oppenheima, nie umiem porównać z czymkolwiek innym, mam poczucie że obejrzałem coś niepowtarzalnego.

REKLAMA
Nathan Fielder - kadr z filmu "Zobaczysz wszystko"

Zwykle kino dokumentalne chętnie stara się, by widz dowiedział się więcej na temat danej historii czy postaci. Film Nathana Fieldera i Lance'a Oppenheima jest arcydziełem, po którego obejrzeniu łatwo o wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie i wiemy jeszcze mniej, jesteśmy ekstremalnie niepewni tego, co widzimy oraz słyszymy. Twórcy absolutnie nie oczyszczają Elizabeth Holmes z zarzutów, a dzięki swojej uważności, precyzji i narracyjnej perfekcji, dopisują do jej osoby tyle intrygujących i niepokojących kontekstów, że boli głowa (w najlepszym tych słów znaczeniu).

"Zobaczysz wszystko" od 6 listopada w kinach.

REKLAMA
Obserwuj nas w Google Discover

Czytaj więcej w Spider's Web:

Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA