REKLAMA

Horror tak mocny, że trudno zasnąć. Wreszcie na Netfliksie

Dzięki temu, że serwisy streamingowe od pewnego czasu się ze sobą dogadują i udzielają licencji na swoje produkcje, subskrybenci mogą właśnie obejrzeć nowiutki horror spod szyldu New Line Cinema, który w zeszłym roku podbijał kina. Mogą - i powinni. Bo to kawał świetnego kina.

netflix zniknięcia horror
REKLAMA

„Zniknięcia” o drugi pełnometrażowy film Zacha Creggera, który wcześniej zaskoczył widzów horrorem „Barbarzyńcy”, a w 2026 r. zapewnił kupę frajdy wybornym „Resident Evil”. Poprzedni film - który również niezmiennie polecam miłośnikom gatunku - za punkt wyjścia obrał pozornie banalną sytuację z wynajętym domem, a następnie skręcił w... bardzo nieoczekiwanym kierunku. Cregger ponownie postawił na prosty, niepokojący punkt wyjścia, ale tym razem znacznie bardziej rozbudował historię i formę jej opowiadania.

REKLAMA

Sam napisał scenariusz i wyreżyserował film, zaangażował gwiazdy takie jak Josh Brolin, Julia Garner, Alden Ehrenreich, Austin Abrams i Amy Madigan, a następnie podbił kina. Teraz przyszedł czas na Netfliksa.

Netflix: co obejrzeć? Polecamy ZNIKNIĘCIA

W niewielkim amerykańskim miasteczku dochodzi do niewytłumaczalnego zdarzenia: pewnej nocy, dokładnie o godzinie 2:17, siedemnaścioro dzieci z jednej klasy wstaje z łóżek, wychodzi z domów i znika bez śladu. Na miejscu zostaje tylko jeden uczeń. Rodzice nie potrafią zrozumieć, co się stało, a ich rozpacz szybko przeradza się w gniew i poszukiwanie winnych. Podejrzenia padają na nauczycielkę Justine Gandy, a im więcej osób próbuje rozwikłać zagadkę, tym bardziej przerażające fakty wypływają na powierzchnię. Historię poznajemy z perspektywy kilku bohaterów, w tym nauczycielki, ojca jednego z zaginionych dzieci oraz policjanta. Każde z nich odkrywa inny fragment układanki. W dużym skrócie.

REKLAMA

Cregger, zamiast prowadzić widza prostą drogą od pytania do odpowiedzi, przeskakuje między bohaterami, wraca do minionych wydarzeń i ujawnia kolejne informacje w odpowiednich momentach. Czasem scena, która początkowo wydaje się nieistotna, po kilkudziesięciu minutach nabiera zupełnie innego znaczenia. Ten sposób opowiadania wymaga od widza cierpliwości, ale daje też przyjemność odkrywania, jak poszczególne elementy do siebie pasują. Zresztą - to, co dzieje się w międzyczasie, jest wystarczająco ekscytujące i angażujące. A ja uwielbiam, gdy scenariusz nie tłumaczy każdego szczegółu. To bardzo satysfakcjonująca narracyjna mozaika.

zniknięcia netflix horror

Dodajmy do tego umiejętne budowanie napięcia. Cregger niepokoi i straszy subtelnościami. Niekiedy wystarczy dziwne zachowanie postaci, niepokojąco długa cisza, nietypowe ustawienie kamery albo świadomość, że coś jest nie tak, choć nie potrafimy jeszcze powiedzieć co. Zdjęcia Larkina Seiple'a i montaż Joe Murphy'ego pomagają utrzymać tę niepewność. Kamera nie tylko rejestruje wydarzenia, lecz także podpowiada, gdzie szukać zagrożenia; to zaś niekoniecznie pojawia się w miejscu, którego się spodziewamy. To obraz wizualnie bardzo pomysłowy, niesięgający po ograne sztuczki gatunkowe.

REKLAMA

Wreszcie: zaskakujący miks gatunków i drugie dno. „Zniknięcia” to horror, ale też kryminał, baśń, dramat i... komedia. Czarny humor zaskakuje, ale nigdy nie rozwadnia tonu historii - raczej sprawia, że całość nie jest irytująco nadęta i jednostajna. Fabułę prowadzą interesujące i znakomicie zagrane postacie (tu wjechał Oscar za drugi plan - słusznie!). A u podstaw opowieści leżą rozpacz rodziców, strach o dzieci, poczucie bezradności i potrzeba znalezienia kogoś, kogo można obwinić. Film można więc odczytywać jako opowieść o zbiorowej panice, szukaniu kozła ofiarnego i tym, jak łatwo strach rujnuje relacje i zaufanie.

Koniec końców to przede wszystkim pomysłowa, świetnie zrealizowana rozrywka. Na pewno docenicie oryginalną konstrukcję opowieści, reżyserską kontrolę nad atmosferą, znakomite tempo ujawniania informacji oraz odwagę w mieszaniu gatunków. Dajcie sobie!

Czytaj więcej w Spider's Web:

Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

REKLAMA
REKLAMA