W 2025 r. film „Desperat” opowiedział prawdziwą historię Tony’ego Kiritsisa, który - przekonany, że został oszukany przez rodzinę zajmującą się pośrednictwem hipotecznym - postanowił wziąć za zakładnika mężczyznę imieniem Dick Hall. Serial „Amerykański zakładnik” opowiada tę historię z nieco innej perspektywy - i poświęca jej znacznie więcej czasu. Potrzebnie? Trudno ocenić, ale póki co ogląda się to naprawdę nieźle.

Film Gusa Van Santa i miniserial MGM+, którego pierwsze dwa epizody znajdziecie w HBO Max, koncentrują się na zupełnie innych elementach. Odcinkowy „Amerykański zakładnik” powstał na podstawie podcastu z 2022 r. - czegoś, czemu bliżej było do radiowego słuchowiska niż typowego monologu true crime. Mimo tego nie wydaje mi się, by dzieło Shawna Ryana i Eileen Myers miało do zaoferowania coś na tyle unikalnego względem filmu, co w pełni uzasadnia jego realizację. Słowem: jeśli widziałeś poprzednika, prawdopodobnie możesz sobie odpuścić tę nowość. Jeśli nie - serial wydaje się nieco lepszą opcją dla tych, którzy oczekują głębszego zanurzenia się w tym temacie i zbadania kontekstów. Bo jeśli chodzi o odwzorowanie realiów epoki czy aktorskie kreacje, poziom obu dzieł wydaje się podobnie wysoki.
Amerykański zakładnik w HBO Max - opinia o pierwszych odcinkach
Serial opowiada prawdziwą historię, która wydarzyła się w Indianapolis w 1977 r. Tony Kiritsis (Giovanni Ribisi), przekonany, że został oszukany, bierze na zakładnika Dicka Halla (Kristoffer Polaha). Przypina mu do szyi przewód połączony ze strzelbą, przez co każda próba interwencji może skończyć się śmiercią zakładnika. Cały kryzys trwa 63 godziny.
Serial nie skupia się przede wszystkim na Kiritsisie i jego zakładniku, lecz na Fredzie Heckmanie (Jon Hamm) - bardzo popularnym lokalnym dziennikarzu radiowym. Kiritsis domaga się, żeby Heckman pozwolił mu wystąpić na żywo i przedstawić publiczności swoją wersję wydarzeń.
Dziennikarz zostaje więc postawiony w niecodziennej - pisząc eufemistycznie - sytuacji: z jednej strony powinien relacjonować te koszmarne wydarzenia, z drugiej zaczyna pełnić funkcję negocjatora. Jego audycja staje się zatem jednym z integralnych elementów całego kryzysu.
Na tym etapie temat serialu prezentuje się zatem następująco: poczucie niesprawiedliwości, żądza rozgłosu, odpowiedzialność dziennikarza i fascynacja społeczeństwa przestępstwem oglądanym na żywo. Twórcy wykorzystują wydarzenie z 1977 r. jako swoisty prototyp dzisiejszego true crime i medialnego spektaklu. Pytanie brzmi - czy faktycznie zgłębią ten potencjalnie najciekawszy wątek?
Największymi atutami produkcji wydaje się tempo (akcja rozwija się szybko, jest wartka i nie pozwala na znużenie), fenomenalne aktorstwo (Hamm decyduje się na powściągliwą, opartą na mikro-mimice kreację, a Ribisi mistrzowsko portretuje człowieka przekonanego o własnej krzywdzie tak bardzo, że decyduje się wybrać skrajną przemoc) oraz odwzorowanie realiów. Nie chodzi tylko o ubrania i samochody, ale przede wszystkim o radio jako medium. Cały mechanizm komunikacji wygląda dzisiaj niemal surrealistycznie: telefony stacjonarne, newsroom, radio, policjanci stojący pod budynkiem i miliony ludzi próbujących dowiedzieć się, co się dzieje. To analogowy, osnuty dymem z papierosów, duszny świat - scenografia wydaje się żywa i realna, nie sprawia wrażenia bycia „kostiumem”, zbiorem dekoracji. Świetna sprawa.
Póki co jest naprawdę nieźle - chce się sięgać po kolejne odcinki. Potencjał jest duży; wszystko zależy od tego, czy twórcom uda się wykorzystać potencjał tematyczny i nadać sens faktowi pojawienia się tego serialu zaledwie rok po premierze filmu z Billem Skarsgardem. Mam też nadzieję, że wraz z rozwojem wypadków scenarzyści odniosą się do tytułu swojej produkcji i rozwiną go. Sugeruje on bowiem pochylenie się nad „amerykańskim” aspektem tej mrożącej krew w żyłach historii - nad wątkami społecznymi, nad tym, jak korporacyjna chciwość doprowadziła ludzi w tak niebezpieczne okoliczności, nad wielkim wpływem true crime (tu poprzez pryzmat jednego z pierwszych przypadków, gdy takie wydarzenie było na żywo śledzone i komentowane przez media) i tak dalej. Póki co trochę tego brakuje.
Pierwsze dwa odcinki AMERYKAŃSKIEGO ZAKŁADNIKA znajdziecie w ofercie HBO Max. Kolejne będą tam wpadać co tydzień. W sumie będzie ich osiem.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Aktor z Gry o tron mógł grać Batmana. Byłby ryk
- Wersja rozszerzona Avengers: Endgame będzie mocna. Przecieki
- Żegnamy Daredevila po raz drugi. To koniec serialu Marvela
- Kultowe sci-fi na Prime Video jest lepsze od Blade Runnera. Zjada go na śniadanie
- Kiedy kolejne odcinki Strefy gangsterów? Pełen harmonogram emisji
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).