REKLAMA

Nowy film Avengers skopiuje poprzednie? Nie podoba mi się to

Zanim dojdzie do wielkiego resetu MCU, czekają nas dwa filmy wieńczące dotychczasową rzeczywistość - "Avengers: Doomsday" oraz "Avengers: Secret Wars". Najnowsze doniesienia wskazują, że choć obydwa są tytułami nowymi, może w nich zaistnieć schemat, który widzowie bardzo dobrze znają z poprzednich produkcji.

avengers doomsday film final
REKLAMA

Choć ostatnie lata były pod tym względem bardzo trudne, Marvelowi chyba udało się przywrócić do dość wysokiego poziomu, ekscytację nadchodzącymi filmami spod tego szyldu. Nie brakowało potknięć, bardzo dobrych filmów, by ostatecznie doprowadzić do powiązania tego wszystkiego w "Avengers: Doomsday". Możemy mówić, co chcemy, ale ciężko negować wyjątkowe ambicje tego filmu. Przy tak gigantycznej liczbie postaci, które mamy zobaczyć, są dwie opcje: albo braci Russo są geniuszami, którzy doskonale połączą te nitki i zaserwują nam spektakl nie z tej ziemi, albo to wszystko okaże się kolosem na glinianych nogach, który runie z gigantycznym hukiem.

REKLAMA

Doomsday i Secret Wars powtórzą znany schemat? Ma być "Wojna bez granic 2.0"

Sposób zakończenia marvelowskiej sagi za sprawą "Końca gry", poprzedzonego fenomenalną "Wojną bez granic", był świetną kropką nad i. Umówmy się - ani bracia Russo po "Końcu gry" nie stworzyli niczego podobnie dobrego, ani samo MCU, poza dwoma wyjątkami - "Thunderbolts" i "Fantastyczna Czwórka: Pierwsze kroki" - nie potrafiło wrócić na właściwe tory. Dopiero wspomniane filmy stały się jednoznacznymi sygnałami - tak, tu jest pomysł, to się może świetnie połączyć z całością. Nie jest więc przypadkiem, że członków tytułowych drużyn zobaczymy w "Avengers: Doomsday".

Wielu zadaje sobie pytanie o to, jak dokona się przejście między "Doomsday" a "Secret Wars" - co stanie się pod koniec pierwszego filmu, i będzie wyznacznikiem dla drugiego. ComicBookMovie dotarł do informacji, zgodnie z którymi fani Marvela mogą nie mieć zbyt dużego elementu zaskoczenia. "Doomsday" ma bowiem pod tym kątem być podobne do "Wojny bez granic". Wówczas widzieliśmy, jak Thanos pokonał sporą część superbohaterów i sprawił, że obrócili się w pył. Choć nie dosłownie, część z nich najprawdopodobniej podzieli podobny los - tytułowy bohater filmu, Doktor Doom, ma bowiem pokonać herosów i zasiąść na tronie Battleworld (co wpłynie oczywiście na wydarzenia w "Secret Wars").

Nie ma dokładnych szczegółów na temat jego potencjalnych ofiar, ale wiele wskazuje na to, że tytuł będzie zasadny - "Doomsday" w wolnym tłumaczeniu oznacza "Dzień zagłady". Perspektywa zwycięstwa Dooma i późniejszego wielkiego powrotu superbohaterów w "Secret Wars" byłaby dość naturalnym kierunkiem rzeczy. To ma swoją logikę, jednak niesie za sobą zagrożenia okrutnej wręcz powtarzalności - to samo bowiem wydarzyło się w poprzednim wielkim finale. "Wojna bez granic" i "Koniec gry" razem polegały na schemacie pod tytułem "herosi zostają pokonani, by w potężnej liczbie powrócić i ostatecznie zgładzić złoczyńcę". Jeśli zostanie to zastosowane również w "Doomsday" i "Secret Wars", fani łatwo uznają to za rozwiązanie odtwórcze, pozbawione pomysłowości, mające być niejako kopią tego, co zadziałało kilka lat temu.

Nie jest to zbyt optymistyczny kierunek i pozostaje liczyć, że bracia Russo nie zrobią kopii tego samego. Jeśli tak się stanie, ich powrót do MCU może się okazać nie tak zbawienny, jak przypuszczano, a wręcz przeciwnie.

REKLAMA

Czytaj więcej o Marvelu w Spider's Web:

REKLAMA
Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA