"Punisher: Ostatnie starcie" jest od około tygodnia dostępne do obejrzenia w Disney+. To odcinek specjalny poświęcony tytułowemu, kultowemu mścicielowi. Wśród komentatorów nie brakuje głosów, że ten mini-film nie mówi nam nic nowego o Franku Castle i nie rozwija go w żaden sposób. Nic bardziej mylnego.

Ostatni raz Punishera widzieliśmy w 1. sezonie "Daredevil: Odrodzenie". Wówczas był postacią trzymającą się na uboczu, która została zmuszona do wyjścia z ukrycia, gdyż była na coraz większym celowniku anty-mścicielskiego oddziału powołanego przez Wilsona Fiska. Każdy widz pewnie pamięta bardzo emocjonującą konfrontację między Castlem i Mattem Murdockiem, którzy w pełnej napięcia rozmowie uzewnętrznili się nawzajem na temat bólu, który ich obu toczy w różny sposób. Widzieliśmy wówczas Franka, który dawno temu przekroczył granicę, zadał celową śmierć wielu, którzy zasłużyli, uznając, że to jego przeznaczenie - wyręczać zepsuty system i załatwiać sprawy własną ręką lub bronią.
Punisher: Ostatnie starcie to krok naprzód. Osobista stawka przeradza się w coś więcej
Od 1. sezonu "Odrodzenia" o Franku ani widu, ani słychu. Wiemy, że uciekł z więzienia Fiska, ale co dalej? Biorąc pod uwagę słowa twórców dotyczące timeline'u "Ostatniego starcia", możemy wywnioskować, że akcja rozgrywa się w trakcie "Odrodzenia", gdy Nowy Jork jest areną walki Fiska i Murdocka. Specjalny odcinek jednak nie nawiązuje do ich starć w żaden wielki sposób - koncentruje się wyłącznie na Punisherze, który najprawdopodobniej po ucieczce z paki wrócił do "wymierzania sprawiedliwości" szumowinom z Nowego Jorku.
Niedługo po emisji, co naturalne, wysypały się recenzje, komentarze, opinie. Zaskakująco często przewijała się w nich jedna teza, zgodnie z treścią której sposób, w jaki potraktowano Franka w "Ostatnim starciu" uwstecznia lub stopuje jego rozwój fabularny, pozostawiając nam go w tej samej konwencji (tutaj upraszczam, ale do tego się to sprowadza) wciąż przepracowującego stratę rodziny i rozwrzeszczanego zabijaki. Uważam, że tego typu opinie są zupełnie powierzchowne, płytkie, a w ostatecznym rozrachunku - niezgodne ze stanem faktycznym.
Oczywiście, wcielę się tu trochę w dziadka, który widział wszystko i wszystko wie, ale mając za sobą m.in. oba obejrzane sezony "The Punisher", uważam, że mogę. Tytułowa kreacja stworzona przez Franka Castle'a jest efektem traum, które go spotkały - Punisher nigdy by nie powstał, gdyby nie pozbawiono życia żony i dzieci Franka, najbliższych mu osób, jedynego "bezpiecznika", który odciągał go myślami od wojennej mentalności. Skoro o niej mowa - kluczowa dla zrozumienia Castle'a jest jego natura żołnierza. Zadaniowca, który myśli nieco prościej - wie kto i co zrobił, ściga go i wymierza karę. W 1. sezonie swojego serialu tym kimś był William Rawlins - szycha służb, która jest odpowiedzialna za śmierć rodziny Franka. W 2. sezonie był nim Billy Russo - przyjaciel, który okazał się zdrajcą.
Zwłaszcza od momentu straty rodziny to w stanie wojny Frank czuje największy porządek i nie zostawia niedokończonych spraw - inaczej uzna, że poniósł porażkę, zawiódł siebie, swoją rodzinę.
Castle to postać w jakimś sensie skazana, by nieustannie wracać do kręgu przemocy, niepotrafiąca sobie wybaczyć braku skutecznej ochrony żony i dzieci. Choć ma niewątpliwie dobre serce i jego ofiarami nigdy nie są przypadkowe osoby, koniec końców Frank Castle jest mordercą. Każda kolejna ofiara będzie mu przypominać o tym, że nie zdołał uratować rodziny. Może próbować wyjść z mroku, dawać sobie szanse, ale przez długi czas raczej nie ma możliwości, by Punishera czekało kiedykolwiek spokojne, normalne życie.
W "Ostatnim starciu" widzimy go z nieco innej, choć spójnej perspektywy. Frank został sam. Pomścił żonę i dzieci, Russo nie żyje, Amy wyjechała, z Curtisem się pożegnali, od Karen Page też się oddalił. Nie ma się na kim osobiście zemścić, nie ma z kim porozmawiać o swoich problemach. Siedzi w swoim pustym mieszkaniu, osamotniony, załamany psychicznie i zakatowujący się fizycznie, byle zająć czymś głowę. Jego klitka jest dla niego naraz celą (chroniącą świat zewnętrzny przed mrokiem Franka) i bezpieczną przestrzenią (w której może robić swoje, bez niczyjego "oka"). Twórcy (wśród których jest sam Jon Bernthal, współautor scenariusza) pytają: jak być normalnym, gdy nie ma się już żadnego celu, za którym by sięgnało? Jak wyjść na zewnątrz i spróbować żyć z takim krwawym brzemieniem, które Frank dźwiga od lat?
"Ostatnie starcie" nie prowadzi nas do finału, w którym Frank Castle nagle się uśmiecha, mówi dzień dobry na klatce, założy pelerynę i odleci ku zachodzącemu słońcu. Sposób, w jaki zostaje przedstawiony, na pewno cierpi na skróty wynikające z metrażu, ale jest konsekwentny. Balans między człowieczeństwem a zachowaniem przez Castle'a surowej natury kata z czachą na piersi jest nieco bliższą perspektywą. Kluczowa jest tu jedna ze scen, w której Frank ma wybór - albo pobiec z furią w stronę Ma Gnucci i jej ochrony i dokończyć dzieła odbierania życia członkom tej familii, albo uratować rodzinę, której sklep został napadnięty w trakcie zamieszek. Wybiera to drugie. Decyduje, by zamiast dać ujście pragnieniu zemsty, pomóc potrzebującym (oczywiście w swoim, epicko krwawym i brutalnym stylu).
Frank Castle pozostanie Punisherem. Z mściciela szukającego zaspokojenia żądzy osobistej zemsty może stać się obrońcą uciśnionych.
W tym momencie twórcy stawiają kropkę nad i - nieco szybko przeprowadzonej, ale wciąż - ewolucji. Punisher nie będzie pozycjonował się jako ktoś, kto będzie naprawiać system. Dawno temu przestał w niego wierzyć. Finał "Ostatniego starcia" zapowiada nam kierunek ulicznego mściciela, który mimo tego, że pamięć o rodzinie jest w nim żywa, to osobiste porachunki ma w większości wyrównane i powinien stać się bezpośrednio postrachem opryszków i kryminalistów Nowego Jorku, czy po prostu złych ludzi (jak np. chłopak, który z kolegami okrutnie potraktował psa starszego mężczyzny). Widzi, że ludzie, zwłaszcza ci w złej sytuacji, tego potrzebują - twardej, ciężkiej ręki, która zadziała tam, gdzie prawo nie sięga i ich obroni. Nowy Jork pod rządami Fiska ulega rozpadowi i rozkładowi. Punisher nie jest lekarstwem - jest brutalnym "czyścicielem".
Już wkrótce na ekrany kin wejdzie "Spider-Man: Całkiem nowy dzień", a wraz z tytułowym bohaterem na ekranie pojawi się też Frank Castle. Wbrew oczekiwaniom, "Ostatnie starcie" nie miało w sobie żadnego cliffhangera, sugerującego formę przyszłych powiązań Punishera z Człowiekiem-Pająkiem. Odcinek specjalny nie sugeruje spiłowania pazurów Franka, jednak podpasowanie masowemu widzowi może mieć swoją cenę. Niedługo przekonamy się, jak wysoką.
Więcej o Marvelu przeczytacie na Spider's Web:
- Widziałem nowego Punishera i powiem tyle: takiego Marvela jeszcze nie było
- Co dalej z Bullseyem? Nowa droga złoczyńcy z Daredevila
- Czy będzie 3. sezon Daredevil: Odrodzenie? Rozwiewamy wątpliwości
- Mocna śmierć w Daredevil: Odrodzenie. Rozrywa serce
- Kim jest Daniel Blake z Daredevila? Aktor to syn legendy telewizji



















