Boskie sci-fi od twórcy Piratów z Karaibów już w streamingu. Ale jazda

Gore Verbinski, znany przede wszystkim jako reżyser serii „Piraci z Karaibów” (oraz zdobywca Oscara za „Rango”), wrócił z szalonym, cudownie rozrywkowym widowiskiem sci-fi, które kilka miesięcy temu gościło w kinach. Jeśli je przegapiliście - teraz możecie to nadrobić. W domowym zaciszu.

baw się dobrze i przeżyj film co obejrzeć canal plus science fiction

Verbinski wrócił po blisko dekadzie z dość niekonwencjonalnym science fiction: mieszaniną czarnej komedii, filmu akcji, dystopii, groteski, kina o podróżach w czasie i satyry na nasze uzależnienie od technologii. „Baw się dobrze i przeżyj” szczyci się fantastyczną energią, pomysłowością i nieprzewidywalnością - i choć ma niemało problemów, ostatecznie gwarantuje kupę frajdy.

W centrum fabularnych wydarzeń znajduje się tajemniczy mężczyzna grany przez Sama Rockwella, który pewnego dnia pojawia się w restauracji Norms w Los Angeles i oznajmia przerażonym klientom, że przybył z przyszłości, w której ludzkość przegrała z rozwiniętą sztuczną inteligencją. Ma tylko jedno zadanie: znaleźć grupę przypadkowych osób, które mogą zapobiec katastrofie. Problem w tym, że jest to już jego 117. próba. Wszystko, co robi, robił już wcześniej; zna reakcje ludzi, wie, co się wydarzy, a mimo tego wciąż próbuje znaleźć tym razem odpowiednią kombinację osób, która pozwoli mu przerwać katastrofalny ciąg zdarzeń.

Baw się dobrze i przeżyj - co obejrzeć w serwisie streamingowym CANAL+?

Klasyczny film science fiction przedstawia AI jako coś w rodzaju Skynetu: maszynę, która dochodzi do wniosku, że człowiek jest zagrożeniem i dlatego należy go wyeliminować. U Verbinskiego część wątków łączy się w opowieść o tym, jak technologia może wykorzystać ludzkie emocje i potrzeby. A zatem: o tym, dlaczego ludzie dobrowolnie oddają technologiom coraz większą kontrolę nad własnym życiem.

Twórcę bardziej interesuje AI, która chce, żeby człowiek ją polubił. Sztuczna inteligencja obserwuje ludzkość, analizuje jej zachowania i uczy się potrzeb, lęków, pragnień. Nie musi używać przemocy, by przejąć kontrolę - wystarczy, że da ludziom dokładnie to, czego najbardziej chcą. Właśnie dlatego kluczowe w filmie są motywy utraty, samotności, uzależnienia od ekranów i ucieczki od rzeczywistości.

Niszczycielska technologia nie jest przedstawiona jako coś, co przychodzi z zewnątrz, żeby zniszczyć ludzkość - bo wyrasta z naszych potrzeb i żądz. Fajne.

Szkoda, że Verbinski próbował złapać nieco zbyt wiele srok za ogon - scenariusz w pewnym momencie przestaje panować nad własnymi pomysłami. Mamy tu - oprócz sztucznej inteligencji i podróży w czasie - pętle czasowe, klonowanie, rzeczywistość wirtualną, uzależnienie od technologii, samotność, żałobę, szkolną przemoc, cyfrowe kopie ludzi i pytania o naturę rzeczywistości. W wywiadach reżyser opisywał całość jako próbę stworzenia czegoś w rodzaju „psychotycznej opery”, co częściowo mu się udało - do czasu, gdy stracił kontrolę. Pod koniec „Baw się dobrze” staje się bowiem zbyt chaotyczne. Twórcy nie udało się ogarnąć kwestii nadmiaru: obraz mógłby spokojnie być krótszy, część wątków można by uprościć, a niektóre dowcipy i komentarze dotyczące technologii nie musiałyby być aż tak dosłowne.

Nie szkodzi, bo wciąż jest tu sporo dobra, dla którego warto obejrzeć film. Oryginalność, nieprzewidywalność, dowcip, wyborny Sam Rockwell, pomysł na historię i rozwinięcie części idei, aktualność tematu, specyficzny ton całości. To bardzo, bardzo rozrywkowe i unikalne kino, błyskotliwe i angażujące, nawet mimo tego, że finał ugina się pod ciężarem mnogości motywów. Doceniam - bo jest to rzadkość - własny charakter, „osobowość” tej historii. W końcu współczesne kino science fiction bardzo często jest albo ogromnym widowiskiem opartym na znanej marce, albo stosunkowo poważnym, minimalistycznym dramatem. Verbinski wybiera trzecią drogę: poważniejszą tematykę filtruje przez swój specyficzny, groteskowy styl. Warto.

Czytaj więcej w Spider's Web:

Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).