REKLAMA

Sanderson pokazuje nową powieść. Nie miał jeszcze tak tajemniczej książki

Kolejne osoby dołączają do grona zachwyconych najnowszą książką Brandona Sandersona. Wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z jednym z jego najlepszych dzieł. Sam autor przyznaje, że z pewnych przyczyn bardzo trudno ją prezentować i promować - ma jednak radę dla czytelników.

brandon sanderosn fantasy ognie grudnia
REKLAMA

Autor fantasy, ceniony, Brandon Sanderson zachęca fanów, by przygotowali się na jego nadchodzącą samodzielną powieść osadzoną w uniwersum Cosmere, zatytułowaną „The Fires of December”, czyli „Ognie grudnia”. 6 października tytuł zadebiutował w USA w formie e-booka i audiobooka, tymczasem 8 grudnia amerykanie doczekają się premiery książki w klasycznej, drukowanej formie.

REKLAMA

Niedawno pisarz opublikował na swoim stale rozwijającym się kanale na YouTube film, w którym wyjaśnił, dlaczego uważa tę powieść za jedną ze swoich najmocniejszych książek, mimo że jest ona „bardzo trudna do zareklamowania”. Opowiedział również, dlaczego może stać się jednym z tych nowych tytułów, od których warto rozpocząć przygodę z Cosmere.

„Ognie grudnia” to trzecia odsłona cyklu Hoid's Travails, obejmującego samodzielne powieści rozgrywające się w uniwersum Cosmere. Osoby, które wsparły kampanię Sandersona na platformie BackerKit, dotyczącą właśnie kolekcji opowieści Hoida (Hoid's Storybook Collection), otrzymują już swoje egzemplarze. Kampania stanowiła również przedsmak kolekcjonerskiego wydania książki przygotowanego przez Dragonsteel. Wielu najwierniejszych fanów już teraz dzieli się swoimi wrażeniami w sieci - i wygląda na to, że mamy do czynienia z naprawdę solidną pozycją.

REKLAMA

Pozostali czytelnicy muszą mieć się na baczności. W przypadku tego tytułu łatwo bowiem zepsuć sobie zabawę - co podkreśla sam Sanderson.

Sanderson opowiada o swojej najnowszej powieści z uniwersum Cosmere

Ta książka dojrzewała we mnie przez długi czas i bardzo trudno ją zareklamować. Powód jest taki, że wszystko, co dzieje się po drugim rozdziale, stanowi spoiler. Właściwie sam drugi rozdział również nim jest. Nie mogę więc opisać tej książki jednym zdaniem, tak jak robię to w przypadku wielu innych, ponieważ chcę, żebyście ją przeczytali. (...) Jestem gawędziarzem. Uwielbiam niespodzianki, uwielbiam zwroty akcji i nieoczekiwane wydarzenia. Szczególnie zależy mi na tym, żebyście odkrywali tę książkę samodzielnie, z poczuciem, że poznajecie coś zupełnie nowego

- wyjaśnił Sanderson w swoim filmie.

REKLAMA

To podejście przypomina nieco pierwszą kampanię Sandersona na Kickstarterze, promującą jego tajne projekty. Pisarz zaprosił wówczas fanów do wspólnej zabawy, rozpoczynając zbiórkę, zanim ujawnił tytuły książek i ich tematykę. Tym razem sytuacja wygląda jednak nieco inaczej. W przypadku tamtej kampanii tajemniczość była częściowo zabiegiem marketingowym. Teraz można odnieść wrażenie, że Sanderson jest wyjątkowo przywiązany do fabularnych niespodzianek i naprawdę chce, chce, aby czytelnicy odkrywali je w taki sam sposób, w jaki on sam odkrywał je podczas pisania.

REKLAMA

Autor ma jednak propozycję dla tych, którym brakuje klasycznego opisu fabuły: zachęca do zapoznania się z dwoma pierwszymi rozdziałami książki. Można je przeczytać na stronie „The Cognitive Realm” oraz odsłuchać na jego kanale YouTube (tam w sumie znajdziecie aż 8 rozdziałów - oczywiście po angielsku). To powinno wystarczyć, by czytelnicy zdecydowali, czy „Ognie grudnia” są książką dla nich. 

Musicie po prostu przeczytać pierwsze dwa rozdziały i sądzę, że szybko zrozumiecie, dlaczego warto później zapoznać się z całością.

Sanderson ujawnił jednak jeden z powodów, dla których jego zdaniem warto sięgnąć po tę pozycję.

Postanowił opowiedzieć o swojej szczególnej pasji związanej z tą historią, która skłoniła go do dłuższej pracy nad nią, mimo że w tym czasie powinien był zajmować się innymi projektami. W gruncie rzeczy ta książka... miała w ogóle nie powstać.

REKLAMA

Kocham wszystkie swoje książki, ale ta jest pod pewnym względem wyjątkowa. Nie miałem jej pisać. Powinienem był zajmować się czymś innym. A jednak pojawił się pewien pomysł. Czasami jako autor wpadasz na coś i myślisz: hmm, muszę coś z tym zrobić. Jeśli tego nie zrobię, ten pomysł nie da mi spokoju.

Dalej wyjaśnił, że nawet pomysł, którego nie da się zignorować, nie musi automatycznie przerodzić się w coś dobrego. Czasami trzeba po prostu go spisać, żeby móc przejść do kolejnych projektów. „The Fires of December” okazało się jednak wyjątkiem. Autor już po napisaniu pierwszego rozdziału wiedział, że wpadł na coś, czemu warto poświęcić więcej czasu.

REKLAMA

Napisałem ten rozdział w jeden dzień. Następnego dnia usiadłem i przeczytałem go ponownie... i pomyślałem: to naprawdę coś wyjątkowego. Nie mogę tego tak po prostu porzucić. Muszę natychmiast kontynuować. Muszę napisać tę książkę. Wyczyściłem więc swój kalendarz - co przy moim harmonogramie wcale nie jest łatwe - i napisałem tę powieść. Przy każdym kolejnym rozdziale stawiałem sobie jeden cel: napisać coś, co dorówna poziomem temu otwarciu. I myślę, że mi się udało.

Intrygujące, prawda? Co więcej, zdaniem Sanderosna jego nowa książka jest też doskonałym punktem startowym dla osób, które dopiero planują zacząć przygodę z jego twórczością, ale nie wiedzą, od czego zacząć. 

REKLAMA

Jeśli nigdy wcześniej nie czytaliście żadnej książki Brandona Sandersona, to jedno z najlepszych miejsc, od których możecie zacząć. Gorąco polecam, żeby była to jedna z pierwszych książek Sandersona, po które sięgniecie. Jeśli od dawna chcieliście spróbować mojej twórczości, właśnie tutaj warto zacząć.

Niestety - nie wiemy, kiedy powieść trafi na polski rynek.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

Tagi:
REKLAMA
REKLAMA