Polacy nie gęsi, swoje aktorskie talenty mają. Jednym z nich jest Sebastian Dela, 29-letnia gwiazda "SOR" - najnowszego serialu Prime Video i TVP. Jego dotychczasowy dorobek sygnalizował, że ma sporo potencjału i dobrze, że dostał taką szansę, by go pokazać szerszej widowni.

Od 20 października na Prime Video są dostępne wszystkie odcinki serialu "SOR" - nowej produkcji stworzonej w ramach współpracy tej platformy z Telewizją Polską. Fabuła rozgrywa się na szpitalnym oddziale ratunkowym, gdzie codziennie trafiają nowi pacjenci z różnymi, często poważnymi, przypadłościami. Centralną postacią fabuły jest Piotr Hajduk - uzdolniony, charyzmatyczny i pewny siebie lekarz, który zmaga się z konsekwencjami swojej przeszłości. W tę rolę wciela się nie kto inny, jak właśnie Sebastian Dela.
Sebastian Dela to gwiazda SOR. Ma bogatą i niezłą przeszłość.
Na pewno są na sali osoby, które po powrocie z zajęć siadały do obiadu, prędko włączały TVN i rozpoczynały oglądanie "Szkoły" - paradokumentu, który, jak nietrudno się domyślić, rozgrywa się w szkolnych murach i opowiada o sytuacjach, z którymi zmagają się uczęszczający tam uczniowie i pracujący w placówce nauczyciele. Wśród fikcyjnych licealistów ze "Szkoły" był Kamil Pawlak. Choć w spin-offie serialu, "19+", postać tę grał Marcel Opaliński, w oryginalnym serialu mogliśmy oglądać w owej roli właśnie Sebastiana Delę.

W kolejnych latach Dela występował głównie w produkcjach krótkometrażowych, zaliczał epizodyczne występy, ale polska branża filmów i seriali wkrótce się o niego upomniała w zdecydowanie większym stopniu. Pierwszym wyzwaniem na dużą skalę dla młodego aktora było "W lesie dziś nie zaśnie nikt" - polski horror Bartosza M. Kowalskiego, uznawany za przecierającego szlaki współczesnej "nowej fali" krajowego kina grozy. Dela wcielił się wówczas w Daniela Czajkę - podrywacza, beztroskiego luzaka, pierwszą ofiarę przerażających bliźniaków-morderców (tą od śmierci w śpiworze). Nie nagrał się zbyt długo, ale zdążył zapisać się w pamięci. Potem przyszła m.in. rola we "W głębi lasu", "Wilku", a w aktorskim życiu Sebastiana Deli pojawił się też Patryk Vega.
Nie trzeba być nadmiernie wnikliwym specjalistą od kina, by dostrzegać, że Vega to odwrócony Midas branży - praktycznie każdy ciekawy pomysł napompuje marketingowo do ogromnych rozmiarów, zmasakruje go w filmie, a potem uzna, że świat go nie zrozumiał. Dela zaczął od "Pitbulla", ale to dopiero w "Miłość, seks & pandemia" dostał od reżysera najmocniejszą szansę. Zagrał tam Bartka - młodego chłopaka, który z członka pobożnej rodziny staje się striptizerem przechodzącym moralną przemianę.

Paradoksalnie, jego wątek miał największy potencjał na to, by wyciągnąć z tej historii COKOLWIEK ciekawego, ale nawet tak obiecujący aktor jak Sebastian Dela nie wykorzysta swoich możliwości, mając do dyspozycji tak okrutnie zły materiał. Choć oczywiście nie jest fizycznie możliwe, by siedzieć w czyjejś głowie, przypuszczam, iż po tej przygodzie, młody aktor uznał, że zasługuje na znacznie lepsze projekty. Energiczna "Zadra" może nie dała mu gigantycznego pola do popisu, ale w "Bratach" Dela jest w swoim żywiole, a jego charyzma sprawia, że wraz z pozostałymi członkami obsady niesie ten film na swoich barkach.
W stworzonym dla HBO Max serialu "#BringBackAlice" potwierdza się to, co na ten moment wiemy o aktorze - że nawet w bardzo przeciętnym projekcie potrafi się wybić. Dela portretuje tam Tomka Bieleckiego - brata zaginionej i znacznie mniej popularnej od głównej bohaterki, Alicji. To najlepiej zagrana postać w całej produkcji - zdeterminowany chłopak ze społecznych nizin, który dostrzega zakłamanie "elitarnego" otoczenia i za wszelką cenę dąży, by poznać prawdę o losach siostry. Myślę, że to właśnie w tym serialu Sebastian Dela wspiął się na swoje wyżyny i dostarczył jak dotąd najlepszą kreację w swojej karierze. Od tamtego momentu kariera aktora nie zwalnia. "Idź przodem, bracie", "Krucjata: Znak bliźniąt", "Czarna śmierć", "Chcę więcej", czy niedawne "Powiedz mi, co czujesz" - nie każdy z tych projektów jest bardzo udany czy wybitny, ale nawet tam, gdzie jakością nie dojeżdża fabuła, talent Sebastiana Deli pozwala na przynajmniej minimalny zastrzyk optymizmu.
"SOR" również się w to wpisuje - choć łatwo tu o poważne zastrzeżenia, dopóki Dela jest na ekranie, dopóty najłatwiej o zaangażowanie w to, co się ogląda. Jego Piotr Hajduk trochę przypomina młodo-polską wersję doktora House'a, który wiele wie i przewyższa przenikliwością towarzystwo. Każdy ma o nim pewne wyobrażenie: Kaśka widzi w nim demona przeszłości, który wraca do jej życia by znów w nim zamącić, Zuza - obiekt westchnień, Drawski - zdolnego, popisującego się zawadiakę, Jacek - brata, którego fachowość wykorzysta, by znów pojawić się w jego życiu i przypomnieć mu o dawnych czasach.

Trzymam kciuki, by Sebastian Dela dostawał coraz więcej tego typu poważnych szans. "SOR" jest dla niego szansą na dalszy zawodowy rozkwit i zwrócenie na siebie uwagi kolejnych twórców - w Polsce, a także i poza jej granicami. Młody aktor ma w sobie gigantyczny magnetyzm, umiejętność kreowania niejednoznacznych, mających pewne pokłady wrażliwości, postaci. Taki talent, jak on, nie może się zmarnować.
Więcej o Prime Video poczytasz na Spider's Web:
- Zmiana godziny emisji serialu SOR. Nagła decyzja TVP
- Przesuń się, Na dobre i na złe. TVP ma nowy medyczny hicior
- Widzowie Prime Video w niebie, bo wróciło ulubione fantasy. Reacher pokonany
- Prime Video dowiózł dobry film. Wzruszenie masz w kieszeni
- Backrooms pojawi się w Prime Video. Nareszcie bez opłat
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.