To dość ironiczne, że reżyser adaptacji kultowej marki gier wideo swego czasu odniósł się do graczy w... niezbyt przychylny sposób. Można powiedzieć, że wręcz obraźliwy. To nie skończy się dobrze.

Kilka miesięcy temu Paramount Pictures potwierdziło, że film na podstawie „Call of Duty” jest oficjalnie w fazie rozwoju - a to wszystko dzięki nowej umowie z Activision. Taylor Sheridan i Peter Berg wspólnie napiszą scenariusz, a Berg ma stanąć za kamerą jako reżyser.
Berg i Sheridan to przyjaciele od lat, którzy od dawna planowali wspólny projekt. Jeśli chodzi o niezagospodarowane gamingowe IP, to „Call of Duty” bez cienia wątpliwości należy do największych i mających największy potencjał filmowy. Biorąc jednak pod uwagę fanatyczny fanbase oraz pewne odkrycie z przeszłości, wkrótce mogą pojawić się pewne problemy związane z obsadzeniem stanowiska reżysera.
Call of Duty straci reżysera? Facet nawrzucał fanom gier
Na światło dzienne wypłynął wywiad z 2013 r., w którym Berg nazywa osoby grające w wojenne gry wideo dosłownie „żałosnymi” i „słabymi”. Bez hiperbolizacji i nadinterpretacji: dokładnie tak powiedział. Ba, posunął się nawet dalej, wskazując wprost serię „Call of Duty” jako przykład.
Żałosne. Odwaga zza klawiatury. Nie znoszę tego. Każdy, kto siedzi i gra w gry wideo godzinami... to słabe. Wyjdź, zrób coś. Jedynymi osobami, którym daję przepustkę w przypadku „Call of Duty”, jest wojsko. Oni służą, są znudzeni i chcą się czymś zająć? Okej, może.
Nie brzmi to zbyt dobrze. Oczywiście wydaje mi się, że najrozsądniej byłoby przymknąć na to oko - warto pamiętać, że od tamtej pory upłynęło trzynaście lat i pogląd twórcy na tę kwestię mógł się już drastycznie zmienić - i zapewne właśnie tak się stało.
Biorąc jednak pod uwagę fakt, że fani dużych franczyz potrafią reagować agresją nawet na bzdurne wypowiedzi sprzed dekad, może zrobić się afera - istnieje nawet prawdopodobieństwo, że Berg odejdzie z projektu pod „lekkim” naciskiem Paramountu. Bądź co bądź, facet obraził wielką grupę ludzi naraz - nie tylko fanów CoD-a.
Sensownym ruchem byłoby zatrudnienie... Stevena Spielberga, który sam zgłosił się do reżyserii adaptacji „Call of Duty”. Kilka lat temu przedstawił firmie Activision swoją wizję przeniesienia tej blockbusterowej growej marki na duży ekran. Spielberg znany jest zresztą jako zapalony gracz i wielki fan CoD-a. Problem? Cóż, to jednak Spielberg. Umowa z nim oznaczałaby najwyższe w branży wynagrodzenie, final cut oraz pełną kontrolę kreatywną i marketingową. Activision nie chciało oddać aż tak dużej władzy.
„Call of Duty” to jedna z najbardziej dochodowych serii gier w historii - od 2003 roku sprzedała się w ponad 400 mln egzemplarzy na całym świecie. Znana z filmowych kampanii FPS oraz niezwykle popularnych trybów multiplayer, marka stała się kulturowym gigantem. Powstanie adaptacji było kwestią czasu.
Jeśli zaś chodzi o samego Berga - jego filmy często skupiają się na prowincjonalnej, konserwatywnej Ameryce; bohaterach klasy średniej, pracujących fizycznie, pełniących służbę i chroniących innych. Jego „Lone Survivor” wpisywał się w ten schemat i był znakomitym filmem wojennym. To właśnie w tym kontekście Berg wypowiadał się o grach. Czego dziś może pożałować.
Czytaj więcej:
- Aktualnie nie ma w streamingu lepszego serialu. Wszystkim się podoba
- Yellowstone: kolejność. Jak oglądać te westerny, aby było dobrze?
- Ile pieniędzy zebrał Łatwogang? Ostateczna kwota jest inna
- Gargamel wrócił do internetu. Wideo jest niepokojące
- Nowości SkyShowtime na maj 2026. Nowe Yellowstone to jeszcze nic



















