REKLAMA

Nostalgia mnie kiedyś wykończy. Camp Rock 3 - recenzja

Nie będę kłamać, że jakoś specjalnie wyczekiwałam kontynuacji filmu "Camp Rock". Kiedy jednak na ekranie pojawiła się pierwsza scena, przeniosłam się do lata 2008 roku, kiedy nie liczyło się nic innego, tylko słodki Nick, przebojowy Joe i zabawny Kevin. Z powrotami takich klasyków różnie bywa, ale w przypadku "Camp Rock 3" zagrało właściwie wszystko.

OCENA :
7/10
camp rock 3 recenzja film disney plus

Muszę przyznać, że nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy obejrzałam "Camp Rock". Zapewne było to w podstawówce, kiedy stacji Disney Channel mogłam oglądać wyłącznie na telewizorze babci mojej koleżanki. A może był to moment, gdy w moim w domu pojawiła się kablówka? Trudno powiedzieć. Było to w każdym razie dawno. Nie zdawałam sobie wówczas sprawy, że na własnej skórze doświadczam rozkwitu Disney Channel, który był nieodłączną częścią mojego dzieciństwa.

To był czas, kiedy każda nastolatka chciała mieć ikoniczne stylówki Alex Russo z "Czarodziejów z Waverly Place" albo garderobę z serialu "Hannah Montana". Dziewczyny wzdychały do Troya Boltona, a chłopcy do Gabrielli Montez z "High Musical". Za sprawą filmów i seriali zaczęły rodzić się największe gwiazdy ery Disney Channel, w tym również zespół Jonas Brothers, który stał się popularny za sprawą filmu "Camp Rock". Było to, choć trudno mi to przyznać, prawie 20 lat temu. Niedługo później powstał sequel produkcji o tytule "Camp Rock 2: Wielki finał", a dziś, po 16 latach od jego premiery, w Disney+ zadebiutowała kontynuacja - "Camp Rock 3".

Camp Rock 3 - recenzja filmu w Disney+

Dla porządku przypomnę, o co właściwie chodziło w "Camp Rock" i "Camp Rock 2". Pierwsza produkcja koncentrowała się na nastoletniej Mitchie Torres (Demi Lovato), która spędza wakacje na prestiżowym obozie rockowym. Poznaje tam Shane'a Graya (Joe Jonas), muzyka z zespołu Connect 3, z którym zaczyna łączyć ją nić porozumienia. W drugiej części Mitchie i Shane oraz ich przyjaciele wracają na obóz. Podczas pobytu orientują się, że po drugiej stronie jeziora trwa konkurencyjny obóz muzyczny, który zagraża istnieniu Camp Rock.

Fabuła "Camp Rock 3" w reżyserii Veroniki Rodriguez skupia się na nowych obozowiczach. Mają oni okazję nie tylko poznać członków zespołu Connect 3 (tak, Jonas Brothers wrócili do filmu), ale również wystąpić wraz z nimi na jednej scenie. Okazuje się, że Shane (Joe Jonas), Nate (Nick Jonas) oraz Jason (Kevin Jonas) szukają zespołu, który będzie ich supportem na trasie koncertowej. W związku z tym ich menadżerka Lark (Sherry Cola) organizuje na obozie konkurs, który ma wyłonić najlepszych obozowiczów. W rywalizacji biorą udział Sage (Liamani Segura), Fletch (Malachi Barton), Rosie (Lumi Pollack), Desi (Hudson Stone) oraz inni uczestnicy Camp Rock.

"Camp Rock 3" to przykład, jak na nowo interpretować materiał źródłowy, czerpiąc z niego i jednocześnie dokładać własne pomysły. Widać to już na początku, kiedy uczestniczy tańczą taniec Camp Rock, który stał się memem. Piosenki z oryginalnych filmów, takie jak "Start the Party", "It's On" czy "Play My Music" nadają camp rockowy klimat, ale brzmią świeżo za sprawą nowych aranżacji. Ścieżka dźwiękowa jest dodatkowo wzbogacona nowymi utworami zdolnych aktorów, dzięki czemu "trójka" nie wydaje się być odgrzewanym kotletem.

Nie byłoby "Camp Rock" bez Jonas Brothers. To, że muzycy pojawili się w swoich rolach, było strzałem w dziesiątkę. Ich obecność na ekranie była jednak zbalansowana, dzięki czemu zrobili miejsce nowym gwiazdom, ale jednocześnie tchnęli energię z poprzednich filmów. Oprócz Jonasów do roli wróciła również Maria Canals-Barrera jako Connie Torres (tym razem już nie kucharka, a dyrektorka obozu), a także Demie Lovato, która gościnnie wystąpiła jako Mitchie. Nie powiem, zakręciła mi się łezka w oku.

"Camp Rock 3" się udał. Dzięki temu, że nie starał się kopiować oryginału i stworzył nową historię, która żyła własnym życiem, "trójka" jawi się jako godny następca kultowych produkcji od Disney Channel. Nie odcina się jednak od swoich poprzedników, wprowadzając dobrze znane postaci, które są - warto to podkreślić - tylko przemiłym akcentem, a nie głównym nośnikiem fabuły. Świetna kontynuacja z drobnymi niedociągnięciami, która powinna być przykładem, jak robić sequele kultowych produkcji.

Czytaj więcej w Spider's Web:

Anna Bortniak
Redaktor

Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.