REKLAMA

Wielkie zaskoczenie w HBO Max. Mocny thriller zrobił furorę

Świetny, choć nieco już zapomniany film z udziałem Jennifer Lawrence (znakomita rola!) wleciał do HBO Max. I - ku mojemu zaskoczeniu - namieszał w TOP 10 najpopularniejszych produkcji na platformie.

do szpiku kości hbo max
REKLAMA

Pamiętaliście, że jeszcze zanim podbiła serca światowej publiczności w „Igrzyskach śmierci”, Jennifer Lawrence doczekała się pierwszej nominacji do Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową? Dziś - czyli szesnaście lat później - jest jedną z najbardziej rozchwytywanych gwiazd Hollywood; ma już na koncie Oscara (plus trzy nominacje) i trzy Złote Globy (plus cztery nominacje), jednak w 2010 r. była na początku swej aktorskiej kariery. Miała wówczas za sobą zaledwie jedną pierwszoplanową rolę, zagraną w wieku siedemnastu lat (chodzi oczywiście o Agnes i „The Poker House”). A już dwa lata później - w 2010 - Lawrence zachwyciła publiczność, krytyków i Akademię tak bardzo, że wyróżniono ją nominacją do najbardziej prestiżowej nagrody filmowej w historii.

„Do szpiku kości” w reżyserii Debry Granik to surowy dramat osadzony w wiejskich rejonach Krainy Ozark w stanie Missouri. Lawrence gra w nim 17-letnią Ree Dolly, która samotnie opiekuje się młodszym rodzeństwem i chorą psychicznie matką. Jej ojciec, handlarz narkotyków, zniknął, a wcześniej zastawił rodzinny dom jako zabezpieczenie za kaucję. Kiedy nie pojawia się w sądzie, Ree ma kilka dni na jego odnalezienie - inaczej rodzina straci dom.

Dziewczyna zaczyna więc szukać ojca wśród miejscowych producentów i handlarzy metamfetaminy. Problem w tym, że ludzie z jego otoczenia nie chcą, żeby zadawała pytania, a rodzinne więzi i lokalne zasady lojalności okazują się dla istotniejsze niż prawo.

Film trafił do HBO Max i błyskawicznie wybił się na 2. miejsce na liście TOP 10 najpopularniejszych produkcji.

REKLAMA

Do szpiku kości podbija HBO Max

„Do szpiku kości” jest thrillerem tylko częściowo. W rzeczywistości film Debry Granik w olbrzymiej części traktuje o przedwczesnym dorastaniu, odpowiedzialności za rodzinę i walce o przetrwanie w społeczności dotkniętej biedą, przemocą i narkotykami. Ree nie jest klasyczną bohaterką kina kryminalnego czy sensacyjnego - nie ma żadnej przewagi nad ludźmi, których spotyka, nie jest szczególnie sprytna ani sprawna. A jednak - mimo strachu i beznadziejnej sytuacji - konsekwentnie robi wszystko, by ochronić młodsze rodzeństwo i nie dopuścić do utraty domu.

Granik postawiła na surowy, niemal dokumentalny realizm, a napięcie zbudowała bez typowych thrillerowych sztuczek. Właściwie każda interakcja Ree może skończyć się eskalacją przemocy. Na szczęście film nie sprowadza jednak mieszkańców do stereotypowych „rednecków”: pokazuje skomplikowaną sieć zależności, w której ci sami ludzie potrafią być jednocześnie brutalni, lojalni i opiekuńczy.

Największym atutem pozostaje właśnie Jennifer Lawrence, która jest tu fenomenalna, gra niezwykle oszczędnie i naturalnie. Jej Ree budowana jest przede wszystkim niuansami, działaniem, niekoniecznie dialogami. Choć minęły lata, nominacja do Oscara nie dziwi.

To również dzięki niej „Do szpiku kości” jest czymś więcej niż ponurym kryminałem - serwuje bowiem przejmujący i przekonujący portret dziewczyny przedwcześnie zmuszonej do dorosłości. Granik wykorzystała historię kryminalną do nakreślenia portretów zdesperowanego człowieka, rodziny i społeczności, która nauczyła się żyć w przeświadczeniu oderwania od świata - i bez poczucia, że ktokolwiek, kiedykolwiek przyjdzie jej z pomocą.

Thriller, opowieść o dorastaniu, dramat społeczny o amerykańskiej prowincji w jednym - wszystko to zaserwowane w bardzo mrocznej, momentami wręcz depresyjnej, odpychającej otoczce. Wyjątkowe, trudne, wartościowe kino - cieszy, że dzięki HBO Max znów wzbudziło zainteresowanie. Jeśli jeszcze nie widzieliście, polecam nadrobić. 

Film obejrzysz tutaj:
REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

REKLAMA
REKLAMA