REKLAMA

Godzilla Minus Zero wstrząsnęła krytykami. Płaczą

Krytycy obejrzeli film „Godzilla Minus Zero”, czyli sequel znakomitego widowiska „Godzilla Minus One”. Udało się: Takashi Yamazaki znowu to zrobił.

godzilla minus zero
REKLAMA

Trzy lata temu film „Godzilla Minus One” zaskoczył światową publiczność, nieoczekiwanie okazując się jednym z najlepszych filmów o tytułowej bestii w historii - i znakomitym filmem w ogóle. Wielki sukces artystyczny i komercyjny tego szokująco niedrogiego (10-15 mln dol., 116 mln w box office(, a znakomicie się prezentującego obrazu sprawił, że podjęto decyzję o realizacji kontynuacji. Jak można się spodziewać, oczekiwania były wielkie, a presja na powtórzenie - a najlepiej: przebicie - triumfu i osiągnięć „jedynki” rosła.

Pierwsze pokazy „Godzilla Minus Zero” już za nami - i chyba mało kto spodziewał się takich opinii.

REKLAMA

Godzilla Minus Zero - recenzje. Zachwyty i płacz

Film już na starcie cieszy się 95 proc. pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes przy 22 tekstach. I choć poprzedni obraz szczyci się absurdalnie rzadkim wynikiem na poziomie 99 proc. pozytywnych ocen od dziennikarzy (i 98 proc. od widowni), to i tak mówimy o wybitnym starcie. Nie ma najmniejszych wątpliwości: jest bardzo, bardzo dobrze.

By zrozumieć, o jak udanej kontynuacji mowa, trzeba jednak zagłębić się w treść recenzji - przyznam, że nie sądziłem, iż będą one aż tak entuzjastyczne. Część dziennikarzy bez ogródek mówi o jednym z najlepszych sequeli w historii kina; jeden z nich twierdzi, że to sytuacja analogiczna do premiery „Ojca chrzestnego 2” Coppoli - szokująco udanej kontynuacji uwielbianego obrazu. Piszą też o jednym z najlepszych filmów roku, który warto zgłosić do Oscarów - szansa na nominację w kategorii „Najlepszy film” jest ponoć spora.

Podkreśla się, że „Godzilla Minus Zero” jest bardziej widowiskowym i odważniejszym filmem niż poprzednik. Takashi Yamazaki ponownie łączy kino kaiju z powojennym dramatem obyczajowym, tylko tym razem skala jest wyraźnie większa: potwory są bardziej obecne, destrukcja bardziej spektakularna, a finał oferuje zdaniem wielu krytyków jedne z najlepszych scen monster-movie, jakie można było zobaczyć w ostatnich latach. „The Guardian” szczególnie zachwyca się efektami, podkreślając, że film potrafi połączyć skalę kina katastroficznego z horrorem i przekonującą fizycznością potworów, zamiast zamieniać ich walki w bezosobowy, sztuczny pokaz CGI.

Jednocześnie film nie porzuca tego, co było największą siłą „Minus One” - ludzi. Nadal chodzi o Japonię odbudowującą się po wojnie, traumę, poświęcenie, rodzinę i pytanie o to, ile można wymagać od jednostki w imię większego dobra. „The Guardian” zwraca uwagę na motyw prób kontrolowania sił, których człowiek tak naprawdę nie jest w stanie kontrolować, natomiast „RogerEbert.com" interpretuje film jako jeszcze mocniejszą krytykę instytucji i rządów, które są gotowe poświęcać bezpieczeństwo obywateli dla przewagi militarnej.

Większy budżet i rozbudowane efekty pozwoliły Yamazakiemu zrobić rzeczy, których pierwszy film nie mógł zrobić. Dziennikarz „Guardiana” wyróżnia przede wszystkim finałową konfrontację, natomiast przedstawiciel serwisu Rogera Eberta wskazuje na wyjątkowo mocne sceny zniszczeń oraz nowego kaiju potrafiącego unosić całe budynki i ciskać nimi o ziemię. Pojawia się też bardzo efektowna scena powietrznej walki, która przenosi napięcie pierwszej części z morza w przestworza.

Co ważne: film utrzymuje mocny dramatyczny fundament i dobrze wykorzystuje powracających bohaterów.

„The Hollywood Reporter” chwali rodzinny wymiar historii i to, że Yamazaki daje widzowi czas na śledzenie relacji między postaciami - i są to relacje, którymi odbiorca się przejmuje.

Najbardziej sceptyczny okazał się William Bibbiani z „The Wrap”. Jego zdaniem sequel wpada w klasyczny problem kontynuacji: „Minus One” zbudowało spójny związek między Godzillą, traumą wojenną i dramatem bohatera, natomiast tutaj pojawienie się kolejnego potwora sprawia, że metafora zaczyna się rozmywać. Film nadal uważa za bardzo dobry i jeden z ciekawszych sequeli w historii serii, ale zauważa, że „substancja i widowisko są ze sobą w konflikcie”. Jego zdaniem emocjonalna siła filmu wynika częściowo z tego, że znamy już bohaterów z pierwszej części, a niekoniecznie z samej historii przedstawionej w sequelu.

Co ciekawe: powtarzają się głosy o wielkim wzruszeniu. Część krytyków oświadczyła, że nie spodziewała się takiego poruszenia, a nawet łez na filmie o Królu Potworów - tymczasem film łapie widza za gardło czymś niespodziewanym i emocjonalnie miażdżącym. 

  • Jesse Hassenger, „The Guardian”: „jedne z najbardziej majestatycznych scen z wykorzystaniem komputerowo wygenerowanych potworów, jakie kiedykolwiek nakręcono”.
  • David Ehrlich, IndieWire: „bardziej spójny tematycznie i bardziej poruszający emocjonalnie”.
  • David Ehrlich, „IndieWire”: „rozwija naiwne oddolne poczucie patriotyzmu swojego poprzednika, przedstawiając jego bohaterów nie jako ofiary, lecz jako ocalałych. Jak pogodzić żałobę z rozwojem? Zemstę z pokojem?”.
  • Clint Worthington, „RogerEbert.com": „Podobnie jak w poprzednim filmie, największe emocje daje obserwowanie naszych zdeterminowanych bohaterów, którzy opracowują plany, patrzą, jak zawodzą, i próbują kolejnych rozwiązań, aż być może w końcu trafią na właściwe”. (...) „Film odchodzi od pozornego nacjonalizmu poprzednika w stronę szerszej krytyki rządów i systemów oraz ich gotowości do poświęcania zbiorowego bezpieczeństwa w imię przewagi taktycznej”.

Akcja filmu rozpoczyna się kilka lat po wydarzeniach z pierwszego filmu, gdy Japonia próbuje odbudować się po wojnie i ataku Godzilli. Shikishima i pozostali ocalali starają się żyć dalej, ale pojawienie się nowego zagrożenia kaiju ponownie pogrąża kraj w chaosie. Bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z potworem, lecz także z konsekwencjami wojny, traumą i pytaniem, jak chronić kruchą codzienność, którą udało im się odbudować.

GODZILLA MINUS ZERO - w polskich kinach od 6 listopada.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

REKLAMA
REKLAMA