Sanderson broni Martina. Mistrz fantasy o problemach ze zdrowiem
Mistrz fantasy stanął w obronie kolegi po fachu. Brandon Sanderson i George R.R. Martin to pisarze, którzy doskonale rozumieją fanowskie oczekiwania związane z tworzeniem gigantycznych serii fantasy.

Każdy z nich tworzy jednak w zupełnie innym tempie - ten pierwszy to autor bardzo płodny, pisarsko sprawny. Drugi, cóż, zawsze pisał nieśpiesznie, w międzyczasie ogarniając wiele pobocznych projektów. Teraz, na domiar złego, nie jest w najlepszej kondycji emocjonalnej i stracił serce do swojej głównej serii.
Mimo tego Sanderson nie zamierza negatywnie oceniać Martina za wydłużającą się w nieskończoność pracę nad „Wichrami zimy”, szóstym tomem serii „Pieśń Lodu i Ognia”. I uważam, że pozostali też nie powinni.
Mistrz fantasy broni innego mistrza. Sanderson po stronie Martina
W rozmowie z Maggie Lovitt z „Collidera” podczas FanX Salt Lake, Sanderson został zapytany o pisarzy mierzących się z presją ze strony fanów, którzy z niecierpliwością czekają na ich kolejne książki.
Sanderson skupił się konkretnie na Martinie i Patricku Rothfussie, których uważa za swoich przyjaciół, jednocześnie przyznając, że jego własne podejście do pisania jest zupełnie inne. Twórca „Z mgły zrodzonego” słynie z niezwykle regularnego tempa pracy, co niestety oznacza, że jest często - i jego zdaniem niesprawiedliwie - porównywany z Martinem i jego postępami nad „Pieśnią”. Podkreślił jednak, że nie uważa się za wyjątkowo utalentowanego pod tym względem.

To naprawdę trudne. Ciężko było na to patrzeć. George i Patrick są moimi przyjaciółmi, a ja po prostu mam taką psychikę, która dobrze sprawdza się przy powolnym, ale systematycznym pisaniu. Nie jestem szczególnie szybki. Jestem za to bardzo konsekwentny i nie wynika to z jakiejś szczególnej cechy czy zasługi z mojej strony. Po prostu urodziłem się z psychiką, która dobrze radzi sobie z codziennym wstawaniem i robieniem po trochu. Wielu moich przyjaciół pisarzy pracuje raczej pod wpływem silnej, osobistej inspiracji, a taki sposób działania może być znacznie trudniejszy.
Następnie Sanderson podkreślił, że fani powinni mieć świadomość, iż osobiste problemy mogą zderzać się z presją milionów ludzi domagających się konkretnego dzieła, w konkretnym czasie i konkretnej formie. Dodał, że zna wielu przyjaciół z branży, a także członków własnej rodziny, którzy zmagali się z problemami ze zdrowiem psychicznym, i zaapelował do fanów, by zastanowili się, zanim zaczną bezwzględnie krytykować autorów.
Niektórzy z moich przyjaciół pisarzy - nie chcę wchodzić w szczegóły - zmagali się z problemami ze zdrowiem psychicznym. I, człowieku, mając w rodzinie osoby, które przechodzą przez coś podobnego, nie potrafię sobie wyobrazić, jak to jest połączyć to z presją ze strony milionów ludzi czekających na przeczytanie tego, co zamierzasz stworzyć. Musisz tworzyć wtedy, kiedy czujesz inspirację, ale problemy ze zdrowiem psychicznym jeszcze bardziej to utrudniają, a do tego stres wywoływany przez wszystkich wokół sprawia, że robi się jeszcze ciężej.
Za te słowa Sandersonowi należą się brawa. O ile frustracja fanów czekających od kilkunastu lat na finał ukochanej sagi jest zrozumiała, o tyle kompletnie pozbawiony empatii sposób jej wyrażania i używanie sobie w sieci na twórcy - do którego to przecież dociera - nie tylko w niczym nie pomoże, a może wręcz pogorszyć sprawę. Warto też pamiętać, że Martin nie jest nikomu nic winien. Wciąż dostajemy od niego kolejne świetne projekty - od seriali poprzez inne książki z uniwersum - co warto przecież docenić. I tym bardziej wspierać cenionego twórcę w kryzysie.
Czytaj więcej w Spider's Web:
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).