To lato diametralnie różni się od poprzednich. Nie mam na myśli wykańczających upałów i zatrważających amplitud temperatur - chodzi mi raczej o to, na co zwracam największą uwagę jako kinofil i dziennikarz filmowy. Mianowicie: o repertuary.

Zazwyczaj w okresie letnim i wakacyjnym - czyli od 22 czerwca do 23 września - mieliśmy do czynienia z sezonem ogórkowym. Jasne, czasem do kin zawitały jakieś wyczekiwane superprodukcje, były to jednak pojedyncze przypadki. Zarówno wielkie, jak i mniejsze ekrany skąpiły jakościowych, ekscytujących nowości - ich zatrzęsienie przypadało dopiero na jesień. Ale w 2026 r. coś się zmieniło.
Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio w tym właśnie okresie repertuary pękały w szwach od produkcji naprawdę dobrych (co do części - zdążyliśmy się już o tym przekonać), głośnych i wyczekiwanych. Gdy uzmysłowiłem sobie, że tym razem zamiast posuchy i niezaspokojonego głodu nowości dostanę serię udanych lub potencjalnie udanych premier, poza ekscytacją poczułem też zaciekawienie innego rodzaju.
Z racji wykonywanego zawodu lwią część filmów oglądam za darmo - a to za sprawą zaproszeń na przedpremierowe pokazy prasowe od dystrybutorów. Gdybym jednak zajmował się czymś innym, a jednocześnie wciąż pasjonował się kinem i chciał obejrzeć każdą z tych najciekawszych nowości na wielkim ekranie, czekałoby mnie trochę wydatków (wiem, że coraz większa liczba odbiorców wybiera streaming i woli poczekać na premierę w VOD, ale dla mnie to właśnie kino oferuje najpełniejsze doświadczenie i jest najdoskonalszym sposobem konsumpcji ruchomych obrazków).
Postanowiłem je podliczyć.
Ile wydam na kino w wakacje? Najciekawsze premiery i ich cena
Zacznijmy od najciekawszych (rzecz jasna: subiektywnie) premier - filmów, na które na pewno zechciałbym się wybrać, bo albo zebrały już dobre recenzje za granicą, albo mają ogromny potencjał, albo po prostu dużo się o nich mówi, fajnie się zapowiadają i jestem ich ciekaw. Zaczynamy od weekendu otwierającego astronomiczne lato, kończymy tuż przed początkiem jesieni:
- Backrooms. Bez wyjścia - premiera 19 czerwca
- Ojczyzna - premiera 19 czerwca
- Robin Hood: Koniec legendy - premiera 19 czerwca
- Zaproszenie - premiera 3 lipca
- Wędrówka na północ - 3 lipca
- Martwe zło: Ogień - premiera 3 lipca
- Wielki łuk - 10 lipca
- Odyseja - 17 lipca
- Jej piekło - 24 lipca
- Spider-Man: Całkiem nowy dzień - 31 lipca
- Ostatni konsjerż - 31 lipca
- Ice Cream Man - 7 sierpnia
- Koniec ulicy Dębowej - 14 sierpnia
- Historie równoległe - 14 sierpnia
- Tylko jedna noc - 14 sierpnia
- Wszyscy moi wrogowie - 14 sierpnia
- Gwiazdozbiór psa - 28 sierpnia
- Sunny dancer - 28 sierpnia
- Teenage Sex and Death at Camp Miasma - 4 września
- Tony - 4 września
- 500 mil - 4 września
- Jak obrabować bank - 4 września
- Niebo nad Normandią - 11 września
- Totalna magia 2 - 11 września
- Resident Evil - 18 września
- Powiedz mi, co czujesz - 18 września
Jak wiemy, bilety do kin są coraz droższe - ceny oczywiście różnią się w zależności od placówki czy dnia tygodnia. Nie chcąc jednak skupiać się wyłącznie ani na kinach studyjnych, ani na multipleksach, postaram się wskazać widełki i uśrednić koszt jednego wejścia. Nie będę natomiast brał pod uwagę przekąsek - z oczywistych przyczyn (swoją drogą, dwa niedzielne bilety i większy zestaw z popcornem i dwoma napojami potrafią już sięgnąć ceną 150 zł w większych sieciach).
W sumie wyszło mi 26 seansów, czyli - sumarycznie - prawie 4 tygodnie wizyt w kinie! Cena biletu to od około 20 zł do ponad 50 zł, w zależności od miejsca, dnia tygodnia i rodzaju seansu. I tak na przykład kina studyjne wypadają nieco taniej (i też miewają różne ceny w zależności od dnia), Cinema City w środy proponuje duże zniżki, Helios bywa tańszy, jeśli dokonamy kilka dni wcześniej, a w Multikinie zapłacimy różne kwoty nawet w zależności od miejsca na sali, które wybierzemy. O IMAXie i innych specjalnych pokazach nie wspominam. Nie pozostaje zatem nic innego, jak uśrednić cenę, zakładając, że wybierałbym się na seanse do różnych kin i w różnych dniach. W takim wypadku jednego seansu to mniej więcej 35 zł.
Teraz została nam prosta matematyka. 26 seansów razy 35 zł to 910 zł. Można zatem założyć, że wydałbym około tysiąc złotych, gdybym chciał obejrzeć wszystkie najciekawsze filmy tych wakacji na dużym ekranie. Czy to sporo? To kwestia dyskusyjna, ale... raczej tak. Ceny biletów niezmiennie rosną - kiedyś było to znacznie tańsze hobby.
Z drugiej strony trudno się temu dziwić.
Nie wynika to z jakiegoś pojedynczego czynnika czy zwykłej pazerności, lecz z połączenia rosnących kosztów prowadzenia kin, zmian na rynku filmowym oraz strategii biznesowych największych sieci. Inflacja, mniejsza liczba widzów po pandemii, droższe produkcje, duży udział przychodów zmierzający do dystrybutorów, inwestycje w komfort... Tak to wygląda - ceny ustala się już dynamicznie. Na szczęście tempo wzrostu cen powinno być już mniejsze niż w latach 2023-2024.
Jeśli koszty energii i wynagrodzeń będą nadal rosły, a frekwencja nie wróci do poziomu sprzed pandemii, standardowy bilet do dużej sieci kin może w ciągu kilku lat zacząć kosztować 35-40 zł, podczas gdy seanse premium będą coraz częściej przekraczać 50-60 zł. Jednocześnie można oczekiwać dalszego rozwoju promocji, abonamentów i dynamicznych cenników, które mają zachęcać widzów do częstszych wizyt. No właśnie: niektóre kina wciąż oferują bardzo korzystne dla kinofilów abonamenty. W tej sferze przoduje Cinema City i ich Unlimited, ale swoje propozycje mają też mniejsze kina.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Kim jest Jano? Zagadkowy uczestnik LOL: Kto się śmieje ostatni
- Przełomowa informacja o Sherlocku Holmesie 3. Fani zacierają ręce
- HBO Max połączy 2 swoje seriale. Uwielbiany kryminał i popularny thriller
- Ukraińcy wysadzili rurę, Amerykanie zrobią film. Rosja robi: wrrr
- Adaptacja genialnego fantasy od HBO popełnia błąd już na starcie
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).