Kino i telewizja w ostatnich latach zaczęły traktować adaptacje gier wideo jako priorytet. Każde duże studio poszukuje nowych franczyz, które można przenieść na ekran, a strategia ta przynosi wymierne efekty - od serialowego „Fallouta” aż po kinowy mega-hit „Minecraft”. Nic dziwnego, że postanowiono zmierzyć się też z tytułem nazywanym najlepszą grą ostatniej dekady. Rzecz w tym, że HBO chyba podchodzi do niego od niewłaściwej strony.

HBO stworzy aktorską kontynuację „Baldur’s Gate 3”. Na pierwszy rzut oka wydaje się to oczywistym wyborem - wielu fanów chciałoby przecież poznać dalsze losy ukochanych towarzyszy po ocaleniu Wybrzeża Mieczy. Sposób, w jaki rozwijany jest ten projekt, zaczął jednak budzić poważne obawy wśród graczy, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę specyfikę samej gry oraz (przede wszystkim!) to, kto stoi - a właściwie: nie stoi - za produkcją serialu.
Pochylmy się na moment nad charakterem materiału źródłowego. „Baldur’s Gate”, oparty na mechanikach Dungeons & Dragons, w fantastyczny sposób przenosi doświadczenie klasycznej gry fabularnej na ekran komputera. Gracz może podejmować niezliczoną liczbę decyzji, dlatego praktycznie nie istnieją dwa identyczne sposoby przejścia produkcji. Można być bohaterem lub złoczyńcą, dowolnie modyfikować drużynę towarzyszy i rozwijać postać zgodnie z własnymi preferencjami.
Serial Baldur's Gate. Problem nr 1: ustanowienie kanonu
Większość gier bazujących na D&D oferuje podobną swobodę, ale właśnie ta ogromna liczba możliwości od zawsze rodzi pytania dotyczące potencjalnych ekranizacji. Jak odzwierciedlić tak rozbudowane doświadczenie w liniowej opowieści? Całkiem udany film „Dungeons & Dragons: Złodziejski honor” ominął ten problem, ponieważ opowiadał całkowicie oryginalną historię - nie bazował na istniejącej fabule z tysiącami możliwych wariantów wydarzeń. Twórcy mogli stworzyć własną opowieść osadzoną w świecie D&D, wykorzystując jedynie zasady i lore gry jako fundament dla bohaterów i świata przedstawionego. „Baldur's Gate” to jednak zupełnie inny przypadek.
HBO zapowiedziało już, że serial będzie bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z „Baldur's Gate 3”. Oznacza to, że twórcy będą musieli wybrać jeden konkretny los dla każdej z postaci i ustanowić go oficjalnym kanonem serii. Taki ruch jest nieunikniony, ale dla graczy, którzy przywiązali się do własnych decyzji i indywidualnego zakończenia, oznacza utratę poczucia wyjątkowości i swobody, które stanowią największą siłę gry. O ile serial „Fallout” również musiał przyjąć określoną wersję wydarzeń po „Fallout: New Vegas”, o tyle liczba możliwych wyborów w „Baldur's Gate 3” sprawia, że problem jest tu wielokrotnie bardziej skomplikowany.
Problem nr 2: brak udziału twórców gry to błąd
Marka „Baldur's Gate” należy do uniwersum Dungeons & Dragons, którego właścicielem jest firma Wizards of the Coast, będące z kolei częścią Hasbro Entertainment. HBO poinformowało, że jednym z producentów wykonawczych serialu będzie Gabriel Marano reprezentujący Hasbro. Warto jednak pamiętać, że choć „Baldur's Gate” jest własnością D&D, same gry nie były tworzone przez Wizards of the Coast. Pierwsze dwie części opracowało BioWare, natomiast „Baldur's Gate 3” powstało w studiu Larian Studios.
Dyrektor gry i szef Larian, Swen Vincke, ujawnił w serwisie X, że choć showrunner serialu - Craig Mazin - kontaktował się z nim i zrobił bardzo dobre wrażenie, żaden ze scenarzystów Larian nie bierze udziału w tworzeniu serialu. I właśnie tutaj pojawia się największy problem. Cały proces twórczy stojący za „Baldur's Gate 3” został opracowany przez Larian Studios lub przynajmniej odbywał się pod jego ścisłym nadzorem. Jak przypomniał na X dyrektor wydawniczy studia, Michael Douse, gra była efektem „niezwykłej współpracy i determinacji”, a jej stworzenie zajęło 8-10 lat. Produkcja ustanowiła również rekord najdłuższego scenariusza w historii gier wideo - zawiera trzykrotnie więcej dialogów niż cała trylogia Władcy Pierścieni, a 174 godziny przerywników filmowych to dwa razy więcej niż wszystkie sezony „Gry o tron” razem wzięte. A jednak - pomimo zatrważającej ilości - tekst jest genialny.
Trudno uwierzyć, że bez bezpośredniego udziału Larian Studios uda się osiągnąć poziom jakości skryptu porównywalny z grą. Formalnie „Baldur's Gate 3” jest produkcją osadzoną w świecie Dungeons & Dragons, ale w praktyce pozostaje przede wszystkim dziełem tego studia. Nieprzypadkowo najlepiej oceniane adaptacje gier ostatnich lat, takie jak „The Last of Us” czy „Fallout”, powstawały przy ścisłej współpracy z twórcami oryginalnych gier.
Czy Craig Mazin podoła?
Jak wspominałem, za rozwój serialu odpowiada Craig Mazin, który będzie pełnił funkcję showrunnera. Po ogłoszeniu projektu zdradził, że spędził przy „Baldur's Gate 3” ponad tysiąc godzin, co bez wątpienia pozwoliło mu poznać większość możliwych ścieżek rozgrywki. Jako współtwórca serialu „The Last of Us” (obok Neila Druckmanna) wydaje się idealnym kandydatem do adaptowania gier. Tyle że... sytuacja wcale nie jest tak jednoznaczna.
Choć jego „Czarnobyl” pozostaje jednym z najlepiej ocenianych seriali ostatnich lat, drugi sezon „The Last of Us” spotkał się z wyraźną falą krytyki, a Druckmann wycofał się z prac nad trzecim sezonem. Co więcej, gry z serii „The Last of Us” opowiadają stosunkowo liniową historię, podczas gdy kontynuacja „Baldur's Gate 3” będzie wymagała od Mazina i jego zespołu stworzenia całkowicie nowych wątków fabularnych po zakończeniu wydarzeń z gry.
Mimo setek godzin spędzonych z „Baldurem”, będzie to jednocześnie pierwszy tak duży projekt fantasy w karierze Mazina.
Czy rzeczywiście jest najlepszą osobą do poprowadzenia tej adaptacji? W przeszłości wielokrotnie udowodnił swoją dbałość o szczegóły, dlatego zasługuje na kredyt zaufania. Jednocześnie zmiana gatunku i ogromna skala wyzwania sprawiają, że trudno nie patrzeć na ten projekt z pewną dozą sceptycyzmu. Ostatnią rzeczą, jakiej chcieliby fani, byłaby powtórka z rozczarowania, jakie przyniosły finałowe odsłony „Gry o tron” - gdy twórcom zabrakło materiału źródłowego, wnet okazało się, że nie radzą sobie z tak wielowątkową historią.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Czy Martwe zło: Ogień ma scenę po napisach? Wyjaśniamy, o co chodzi
- Te nowe Star Warsy powstały 40 lat temu. W piwnicy u nerda
- Netflix wrzucił nowe filmy i seriale. 5 mocarnych nowości na weekend
- Nasz humor się zmienił. Mariusz Kałamaga o tym, co kochają Polacy
- Co za pokręcony thriller. Takich zwrotów akcji się nie spodziewałam
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).