REKLAMA

Fiord to wspaniały film, który musisz poznać. Recenzja

Praktycznie każdy film, który miałem przyjemność zobaczyć na trwającym festiwalu Nowe Horyzonty, w mniejszej lub większej części dotyczył rodziny i relacji rozgrywających się wewnątrz jej członków. Cristian Mungiu, reżyser "Fiordu", świeżo upieczonego posiadacza Złotej Palmy, dokłada do tego swoją perspektywę.

OCENA :
9/10
fiord film recenzja mungiu

Choć rumuńskie kino niewątpliwie ma w swoim zanadrzu więcej interesujących nazwisk, na czołowego reprezentanta kina z tego kraju wyrósł Cristian Mungiu. Lazurowe Wybrzeże go pokochało - praktycznie co przyjeżdża do Cannes, to wyjeżdża z nagrodą, najczęściej prestiżową. Reżyseria, scenariusz, najlepszy film (razy dwa!) - Mungiu po prostu zamiata konkurencję. Mimo tego nie mogę pozbyć się wrażenia, że wciąż zdaje się być nieco obcy masowej publiczności. Wszystko wskazuje na to, że wystarczyło zatrudnić otrzaskane w Hollywood (i piekielnie dobre w swoim fachu) aktorskie nazwiska, by świat się obudził i otworzył się na rumuńskiego reżysera. Ten odpłaca z niezwykłą siłą, dowożąc fantastyczne kino.

Fiord - recenzja filmu. Normalna rodzina czy nienormalny świat?

Do małej, norweskiej miejscowości, właśnie przyjechała rodzina Gheorgiu w osobie Mihaia (Sebastian Stan), jego żony Lisbet (Renate Reinsve) oraz ich piątki dzieci, z czego czwórki w wieku szkolnym. Przyjechali oni do rodzinnego kraju kobiety, by tam rozpocząć nowe życie, a przy okazji zyskać nieco pomocy zamieszkałej tam reszty rodziny. Początkowo wszystko zdaje się iść ku dobremu - oboje znajdują pracę, sąsiedzi są im przyjaźni i chętni do pomocy w integracji, a dzieci płynnie odnajdują się w nowej szkole. Wkrótce jednak sytuacja zmienia się, gdy Mihai i Lisbet stają się obiektami śledztwa lokalnego urzędu ds. dzieci i oskarżeni o stosowanie wobec nich przemocy.

Spośród wielu świetnie zapowiadających się filmów festiwalu, na "Fiord" czekałem najbardziej. Po części przez tematykę zapowiadającą pole do niełatwych i niejednoznacznych intelektualnych rozważań, po części przez obsadzenie w głównych rolach Sebastiana Stana (który mimo "marvelizacji" swojej kariery nie porzucił artystycznej ścieżki i jest jednym z najlepszych współczesnych europejskich aktorów) i Renate Reinsve (która jest filmową Midaską, a każda jej rola w ostatnich latach jest dobra lub bardzo dobra). "Fiord" jest tym filmem, który na papierze ma absolutnie wszystko, by móc zachwycić widza. Słowo stało się ciałem.

Mój przyjaciel po wspólnym seansie stwierdził, że film Mungiu jest "emocjonalny po skandynawsku". Oczywiście, jest to siłą rzeczy ogromne uproszczenie, ale gdyby chcieć spróbować zamknąć ton "Fiordu" w trzech słowach, to moim zdaniem pasowałyby one jak ulał. To obliczona na niecałe 2,5 godziny historia, która (umieszczona w imponująco nakręconej przez Tudora Vladimira Panduru, chłodnej scenerii miasteczka znajdującego się jakby na końcu świata) płynie właściwie idealnym tempem - nie spowalnia na tyle, by ziewać, nie przyspiesza gwałtownie, by sztucznie podbić dramaturgię. Z dramatem mamy do czynienia od początku do końca - przez większość czasu rodzinnym, później zaś sądowym. Na żadnym z tych pól rumuński reżyser się nie potyka.

Kino takie jak "Fiord" było ekstremalnie łatwym kandydatem do tego, by zostać politycznym statementem. Głównie bohaterowie są bowiem głęboko wierzący, wychowanie opierają na wartościach ściśle związanych z religią, a z czasem stawiają czoło biurokratycznemu systemowi, który otacza ich opieką w destrukcyjny, traumatyzujący sposób. Łatwo byłoby z jednej strony powiedzieć "normalna, konserwatywna rodzina jest prześladowana przez progresywistów", z drugiej "główni bohaterowie indoktrynują religijnie swoje dzieci i coś trzeba z tym zrobić". Mungiu de facto sam bez owijania w bawełnę rozlicza upolitycznianie sprawy, uzupełniając centrum fabuły o poboczne wątki ludzi, którzy zamiast koncentrować się na tym, co spotkało Gheorgiów, wolą wpisywać zdarzenie w ideologiczny spór, w którym ktoś ma wygrać, a ktoś ma przegrać.

Sebastian Stan i Renate Reinsve - kadr z filmu "Fiord"

Nie da się jednak odejść od tego, że spór, będący osią filmu, dotyczy przede wszystkim wartości. "Fiord" jest uczciwie postawionym oskarżeniem wobec systemu, jego potęgi oraz przewagi nad jednostką. Fabuła rozgrywa się na norweskiej ziemi, ale Mungiu patrzy szerzej. Nie wyklucza ani nie demonizuje progresywnego spojrzenia na świat w samej jego istocie, ale dostrzega niebezpieczne i szkodliwe pułapki, które go dotyczą. Jak inaczej nazwać bowiem sytuację, w której deklaratywnie docenia się różnorodność, wierzy w swobodę wyrażania orientacji seksualnej, a równocześnie granie piosenki religijnej czy generalnie życie w zgodzie się wiarą uznaje się za przekroczenie czerwonej linii?

Tego typu pytań nasuwa się więcej, ale Mungiu łapie doskonały balans pomiędzy głębszymi, intelektualnymi rozważaniami, a tym, co "mikro" - zwłaszcza losami znajdujących się w trudnej sytuacji rodziców oraz dzieci. "Fiord" genialnie sprawia, że nawet mało konserwatywny widz wykaże się empatią wobec sytuacji ludzi, których na co dzień raczej by nie uważał za bliskich sobie. Nie należy tego mylić ze współczuciem czy utożsamianiem się - nieraz mamy do czynienia z sytuacjami, które sugerują, że obawy urzędników wcale nie są biurokratycznym kaprysem czy bezpodstawnym wymysłem. Nie dostajemy jednak pełnego obrazu, więc wiele musimy sobie jako widzowie dopowiedzieć, zastanowić się, co zobaczyliśmy i czego może być to sygnałem.

Problem w rozumieniu Mungiu pojawia się, gdy misją biurokracji nie staje się realna i skuteczna pomoc dzieciom, a ukryta pod mądrymi i formalnymi słowami chęć "ucywilizowania" tych, którzy nie żyją tak, jak reszta społeczności. Widzimy to szczególnie w momencie przesłuchania Mihaia przez prawnika reprezentującego Child Protection (urząd ds. dzieci). Ten drugi z każdym kolejnym słowem przestaje stwarzać pozory, że chodzi tu o bezpieczeństwo najmłodszych. Celem staje się deprecjonowanie, upokorzenie, zrobienie z głowy rodziny Gheorgiu reprezentanta ciemnoty promującej przestarzałe zabobony. Oczywiście, instytucje mają obowiązek działać, gdy dostrzegają niebezpieczną sytuację dzieci. Cel jednak nie zawsze uświęca środki, a te w ich wykonaniu są bardzo dyskusyjne.

Główni bohaterowie są napisani i zagrani tak, byśmy nigdy nie mieli 100% pewności co do ich sposobów postępowania.

Czy otaczają dzieci miłością i dbają o ich dobrostan? Niewątpliwie. Czy metody, którymi kształtują ich system przekonań oraz dyscyplinują, są nieskazitelne? Ciężko się pod tym podpisać. Za sprawą skonstruowanego przez Mungiu scenariusza widzowi trudno jest zająć jednoznaczne stanowisko, postawić jedyną słuszną moralną diagnozę. W podtrzymywaniu tego stanu pomagają będący w wyśmienitej formie Sebastian Stan oraz Renate Reinsve.

Sebastian Stan, Vanessa Ceban i Jonathan Ciprian Breazu - kadr z filmu "Fiord"

Rumuński aktor ostatnimi laty coraz częściej wybiera projekty wykraczające poza komercyjne granice, eksperymentuje i zwykle kończy się to rewelacyjnie. "Fiord" nie jest wyjątkiem - Stan, ucharakteryzowany na "zwykłego chłopa w średnim wieku", wodzi za nos, na zmianę emanując ojcowskim ciepłem i troską oraz surowym tonem swojej osobowości, nieraz sugerującym słuszność podejrzeń. Wybitny jest chociażby moment, w którym tylko raz, gdy żona nie patrzy, pozwala sobie na uwolnienie bolesnych emocji. Lisbet jest nieco częściej na ekranie, a Reinsve perfekcyjnie wykorzystuje każdą sekundę, by stworzyć nam pełnokrwistą bohaterkę, która cierpi wskutek tego, co się dzieje, walczy o to, by być jak najbliżej dzieci, nie wyrzeka się własnej tożsamości, ale również nie dostrzega własnej winy. Ona też ma swoją scenę-perłę w momencie, gdy urzędniczki przychodzą ogłosić decyzję o odebraniu dzieci. Reinsve cały czas gra na najwyższych nutach, ale to jest jej elektryzujący szczyt.

W kontekście tego filmu nieraz widziałem komentarze odnoszące się do słynnego powiedzonka "jestem tolerancyjny, ale…". Cristian Mungiu trafnie i bez poczucia wyższości nad odbiorcami udowadnia, że realnie mało kto jest tolerancyjny - znacznie więcej istnieje jednostek, które czują powinność "nawracania" na własne wartości, niezależnie od miejsca na politycznym kompasie. Siłą "Fiordu" nie jest to, że porusza trudny i złożony temat. Jest nią to, w jaki sposób to robi.

Recenzja opublikowana w związku z pokazem filmu na 26. MFF Tauron Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Premiera jest zaplanowana na 29 stycznia 2027 roku.

Czytaj więcej w Spider's Web:

Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.