REKLAMA

Tak głupie, że aż śmieszne. Sprawdzam spin-off Teorii wielkiego podrywu

HBO Max ma w ofercie hit. Nowy spin-off „Teorii wielkiego podrywu” jest pastiszem na postapokaliptyczne sci-fi. Tak sympatycznym i głupiutkim, że zanoszę się śmiechem jak napromieniowana norka. „Stuart nie ratuje wszechświata” - recenzja.

OCENA :
9/10
stuart-nie-ratuje-wszechswiata-recenzja-hbo-max

„Teria wielkiego podrywu”, czyli w oryginale „The Big Bang Theory”, to uroczy sitcom nazywany „Przyjaciółmi”, ale dla geeków. Emitowana w latach 2007-2019 produkcja o grupie nieprzystosowanych społecznie naukowców i ich towarzysko-miłosnych perypetiach do dziś jest chętnie oglądana, gdy lecą powtórki, a ekscentryczny Sheldon Cooper stał się niezwykle rozpoznawalną postacią.

Chociaż od zakończenia tego kultowego serialu minęło 7 lat, to jego twórcy co rusz wydają kolejne produkcje z tego uniwersum. Pierwszy ze spin-offów, czyli „Młody Sheldon” opowiadał o młodości najsłynniejszego Coopera, podczas gdy pozostające w emisji „Georgie i Mandy wzięli ślub” stawia w centrum jego starszego brata. Najnowszy spin-off wywraca zaś ten świat do góry nogami. Dosłownie…

„Stuart nie ratuje wszechświata” - tak głupie, że aż śmieszne!

Głównym bohaterem nowej produkcji, czyli „Stuart Fails to Save the Universe”, jest drugoplanowa postać z „The Big Bang Theory”. Flegmatyczny mężczyzna będący właścicielem sklepu z komiksami, do którego Sheldon wraz z przyjaciółmi często zaglądali, żyje teraz w postapokaliptycznej rzeczywistości, w której wymienia kultowe zeszyty ze swojego archiwum na puszki z jedzeniem.

Miejscem akcji ponownie jest Kalifornia, ale tym razem stylizowana na tę znaną z… serii „Fallout”. Nie wiadomo co prawda, co dokładnie tutaj poszło nie tak, ale to upadły świat pełen przerośniętych ciem, zombie wystawiających ręce z ziemi, portali prowadzących cholera-wie-gdzie i parających się handlem wymiennym ludzi z bronią, którzy próbują wiązać koniec z końcem po upadku cywilizacji.

Co takie rasowe post-apo ma wspólnego z „Teorią wielkiego podrywu”?!

Przede wszystkim: obsadę! Powraca tutaj masa bohaterów drugo- i trzecioplanowym z serialu-matki, w tym np. Denise, czyli była dziewczyna Stuarta oraz geolog Bert. Do tego możemy z pewnością liczyć na cameo cięższego kalibru - już w pierwszym odcinku powraca w roli gościnnej jeden z głównych członków obsady „Teorii wielkiego podrywu” dając nadzieję na to, że reszta też się tu pojawi.

Do tego serial jest komedią, która śmieje się sama z siebie i to już w intro, w którym twórcy przepraszają za jego kiepską jakość, informując o tym, iż nie mieli zbyt dużego budżetu oraz spoilują śmieć jednej postaci. Każda kolejna scena powoduje u mnie salwy śmiechu - zarówno ze za sprawą sytuacyjnych żartów i zabawnych one-linerów, jak i sprytnych nawiązań do „The Big Bang Theory”.

Nie jest też zaskoczeniem, kto popsuł świat, który Stuart musi naprawić.

Bohater wyrusza na Misję, którą zlecił sobie sam - a dokładniej zrobił to jego wariant z innego wszechświata. Oczywiście nie zdołał wyjaśnić dokładnie, co ma zrobić, by świat wrócił na właściwe tory - udało mu się przekazać jedynie tyle, że musi odwiedzić siedzibę uczelni CalTech. Ta jest rzecz jasna opanowana przez żołnierzy. Na szczęście scenarzyści zaplanowali, że zbierze drużynę!

Na miejscu nasz protagonista, jego druhowie oraz widzowie dowiadują się, co się z tym światem tak naprawdę stało, ale rzecz jasna pierwsza próba jego naprawy skutkuje niepowodzeniem - serial będzie miał przecież kolejne odcinki. Te będą pojawiały się teraz w HBO Max co tydzień w piątek, a 1. sezon „Stuart nie ratuje wszechświata” będzie liczył łącznie 10 epizodów.

Czytaj inne nasze teksty o serialach z uniwersum „Teorii wielkiego podrywu”:

„Stuart Fails to Save the Universe” jakimś cudem nie przekracza przy tym granicy żenady. Pomysł na to, by zrobić z drugoplanowego bohatera sitcomu gwiazdę komediowego science fiction brzmiał jak jakiś absurdalny fanfic, ale jego twórcy potraktowali temat zabawiania nas w tej konwencji w pełni poważnie. I chwała im za to, bo dawno się tak dobrze przed ekranem nie bawiłem.

Przyznaję tu 10 komiksów o przyjaźni Supermana i Lexa Luthora na 10.

Piotr Grabiec
Redaktor

Dziennikarz działu technologie. W Grupie Spider’s Web od 2012 r. W swoich tekstach skupia się na Apple’u, telekomunikacji i grach wideo. Jest też felietonistą Rozrywka.Blog, gdzie prowadzi cykl #Nerdcorner poświęcony komiksom, superbohaterom, Gwiezdnym wojnom i wszystkiemu innemu, co geekowe. Jako nastolatek pisał do czasopisma Bike Action i administrował jego forum, a w latach 2011-2016 współpracował z IDG Poland przy magazynie PC World. Odwiedza najważniejsze branżowe targi na całym świecie, wizytuje plany zdjęciowe i pojawia się jako ekspert w telewizji oraz w radiu. W wolnym czasie jeździ na rowerze i łapie Pokemony, a w sieci używa nicka pgkrzywy.