Adaptacja kultowego sci-fi uniknie poważnego błędu. Fani mogą odetchnąć
Nowy teaser „Neuromancera” - adaptacji kultowego sci-fi Williama Gibsona - zredukował część fanowskich obaw. Teraz widzimy wyraźnie, że twórcy uniknęli poważnego błędu, który mógłby podkopać serial Apple’a.

Apple TV ma na koncie wiele ambitnych projektów, ale jednym z najbardziej wyczekiwanych - i jednocześnie budzących największe obawy - jest właśnie „Neuromancer” oparty na ikonicznej powieści Williama Gibsona. Fani literackiego pierwowzoru i całego gatunku, jakim jest cyberpunk, bardzo liczą na to, że wreszcie doczekamy się solidnej ekranizacji tej niesamowitej historii. To przecież jedno z najbardziej przełomowych dzieł science fiction i aż trudno uwierzyć, że trzeba było czekać 42 lata, by trafiło na ekran.
Rzecz jasna jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, by ocenić, czy „Neuromancer” okaże się sukcesem. Materiałów promocyjnych jest niewiele - Apple TV pokazało jedynie kilka zdjęć i dwa krótkie teasery. Mimo to fani dostrzegają coraz więcej powodów do optymizmu. W końcu platforma wypracowała sobie opinię jednego z najlepszych producentów seriali science fiction, a dodatkowo sam William Gibson aktywnie uczestniczy w pracach nad projektem.
Już teraz widać, że jego udział przynosi efekty. Rzecz w tym, że pewna decyzja - dotycząca unowocześnienia technologii przedstawionej w serialu - mogła położyć tę historię. Na szczęście twórcy uniknęli tej pułapki.
Neuromancer nie będzie dostosowany do współczesnych realiów. Całe szczęście
Przypomnę: „Neuromancer” ukazał się w 1984 r., a przedstawione w nim futurystyczne technologie były rozwinięciem tego, co funkcjonowało w tamtych czasach. Od tego momentu świat zmienił się jednak diametralnie. Komputery i monitory przestały być wielkimi, nieporęcznymi urządzeniami. Większość ludzi nosi dziś przy sobie smartfony; budki telefoniczne praktycznie zniknęły z ulic. To właśnie Gibson spopularyzował termin „cyberprzestrzeń”, który dziś jest powszechnie używany. Internet jest dostępny niemal wszędzie na świecie, a sztuczna inteligencja - niezależnie od tego, czy nam się to podoba - stała się codziennością.
Jak zauważa serwis „Screen Rant”, twórcy serialu mogli łatwo wpaść w pułapkę aktualizacji i postanowić dostosować całą fabularną technologię do współczesnych realiów. Dla osób, które nie znają powieści, „Neuromancer” może sprawiać wrażenie dzieła wtórnego wobec takich produkcji jak choćby „Matrix”. W rzeczywistości jest jednak dokładnie odwrotnie - to właśnie „Neuromancer”, obok „Blade Runnera”, wyznaczył fundamenty. Zmienianie tej historii tylko dlatego, że późniejsze dzieła czerpały z niej inspirację, byłoby fatalnym rozwiązaniem - nic dziwnego, że tak wielu fanów się go obawiało.
Wykorzystanie współczesnych technologii całkowicie zmieniłoby wymowę fabuły i obniżyło stawkę wydarzeń. Podkreślmy: najważniejsza powieść cyberpunkowa przedstawia przyszłość wyobrażoną z perspektywy 1984 r., a nie z punktu widzenia 2026. Dlaczego podłączanie się do Matrixa miałoby być niebezpieczne, skoro każdy robiłby to bez przerwy? Gdyby wszyscy mieli stały dostęp do sieci, zniknęłoby poczucie ryzyka towarzyszące wejściu Case'a do cyberprzestrzeni. Fani chcą zatem zobaczyć alternatywne lata 80., z jej analogowym, kasetowym futuryzmem - nawet jeśli wymaga to od widza większego zawieszenia niewiary.
Do tej pory Apple TV+ pokazało dwa teasery „Neuromancera”. Pierwszy prezentuje bar Chatsubo, utrzymany w neonowym, noirowym klimacie. Ogólna estetyka odpowiada temu, czego można było się spodziewać. Widać retro charakter miejsca. Znacznie więcej mówi nam jednak drugi teaser. Widzimy w nim monitor telewizyjny rodem z lat 70., podłączony do komputera Tessier-Ashpool. Słychać charakterystyczne buczenie i klikanie urządzeń. Napisy utrzymano w stylistyce typowej dla lat 80., a na ekranie pojawia się nawet charakterystyczny śnieg telewizyjny - nostalgiczny ukłon w stronę tych, którzy jeszcze pamiętają analogową telewizję.
Na ten moment retrofuturystyczna technologia prezentuje się znakomicie. Wygląda jak mieszanka estetyki lat 70. i 80. Całość jest nieco bardziej dopracowana wizualnie, ale nie sprawia wrażenia przesadnie błyszczącej czy sterylnej. Ten świat, na szczęście, nie wygląda jak nowy, lśniący czy współczesny - a właśnie taki połysk mógłby zniszczyć klimat „Neuromancera”. Czekamy.
PREMIERA JESIENIĄ TEGO ROKU.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Nowości HBO Max na weekend. Kinowy hit i wyczekiwany serial
- Tak głupie, że aż śmieszne. Sprawdzam spin-off Teorii wielkiego podrywu
- Kapitalne fantasy wraca do Disney+. Jest data premiery
- Gwiazdor nowego Resident Evil prawie zginął na planie. Co się stało?
- Nadchodzące epickie fantasy już teraz ma przewagę nad Pierścieniami Władzy
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).