REKLAMA

Dla kogo jest Girls of Warsaw? Widziałam program Prime Video

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że serial "Girls of Warsaw" mnie nie wciągnął. Ogląda się go jak reality show. Po obejrzeniu wszystkich odcinków doszłam jednak do kilku wniosków, niektórych raczej przykrych. Jest jednak jedno pytanie, które nie daje mi spokoju: dla kogo właściwie powstał ten serial?

girls of warsaw opinia serial prime video dokumentalny
REKLAMA

"Girls of Warsaw" to produkcja, która koncentruje się na życiu czterech influencerek: Angeliki "Andziaks" Trochonowicz, Oli Nowak, Jessice Mercedes i Klaudii Sadownik. Dziewczyny są znanymi twórczyniami internetowymi, które działają w różnych mediach społecznościowych. Mają odmienny zakres zainteresowań i są na różnych etapach swojej kariery i życia prywatnego, lecz łączy je to, że dzielą się z widzami swoją codziennością.

Andziaks to jedna z najpopularniejszych polskich influencerek lifestyle'owych, która dokumentuje swoje życie na YouTubie. Ola Nowak to natomiast influencerka, która zyskała popularność za sprawą kanału Beksy w 2015 roku. Jessica Mercedes z kolei zaczynała swoją karierę od bloga modowego i obecnie pokazuje treści właśnie związane z modą. Ostatnią bohaterką jest natomiast Klaudii Sadownik, influencerka młodego pokolenia, która popularność zyskała dzięki projektowi Team X, a obecnie tworzy zabawne materiały przede wszystkim na TikToka.

REKLAMA

Serial obiecywał, że pokaże takie kadry, które nie pojawiłyby się w mediach społecznościowych. Zastanawiałam się, czy da się jeszcze bardziej odsłonić kulisy osób, które już i tak chętnie dzielą się swoim życiem prywatnym w internecie. Pojawiło się kilka faktów, które rzeczywiście mnie zaskoczyły.

Girls of Warsaw - opinia o programie od Prime Video

Początkowo wątpliwości wzbudził we mnie dobór bohaterek. Mamy Andziaks, która przyjaźni się z Olą Nowak, a obok nich Jessicę i Klaudię, które - poza pracą - nie mają ze sobą niczego wspólnego. Dziewczyny naturalnie podzieliły się zatem na dwie grupki, przez co pojawiło się kilka niezręcznych momentów podczas wspólnych nagrywek, choć tych wcale nie było wiele. Influencerki spotkały się wspólnie tylko 3 razy: podczas kolacji zapoznawczej, wypadu na zbieranie trufli oraz na reunion. Moim zdaniem było to zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę, że podczas nagrywek solo za wiele się o bohaterkach nie dowiedzieliśmy.

REKLAMA

W tym miejscu zaczęłam analizować, do kogo ten program jest właściwie skierowany. Najbardziej trafną według mnie odpowiedzią jest: do fanów poszczególnych dziewczyn. Doszłam do tego na swoim przykładzie. Andziaks oglądam już od lat, dlatego za sprawą jej vlogów mogłam zbudować sobie obraz tej influencerki - orientuję się, że działa przede wszystkim na YouTubie, że sama montuje swoje vlogi, że nie do końca pewnie czuje się na innych platformach społecznościowych, że woli kręcić filmy, niż robić zdjęcia, i tak dalej. Internetowe życie pozostałych dziewczyn mniej mnie interesuje, a serial paradoksalnie powiedział mi jeszcze mniej.

Nie liczyłam na kontrowersje ani na ckliwe historie - życie influencerki nie musi się wiązać z historią od pucybuta do milionera. Podczas wywiadu Ola powiedziała mi, że nikogo nie udaje, bo po prostu ma takie cukierkowe życie. Ale nawet o tym chciałabym dowiedzieć się więcej - jak potoczyła się jej kariera po Beksach, co się wtedy stało, dlaczego zdecydowała się zostać w internecie i zająć się właśnie taką formą "influencowania"? Tymczasem po serialu pamiętam jedynie tyle, że mieszka w apartamencie przy ul. Złotej 44, przygotowuje się do ślubu i zawozi rodzicom wytłoczki po jajkach, które musi chować przed narzeczonym.

REKLAMA

O pracy dziewczyn wspomina się raczej lakonicznie. Swoje życie najbardziej odsłoniła Jessica - pokazała, co robi w ciągu dnia, czym się interesuje, na jakie zajęcia chodzi. Jednocześnie była ona tą osobą, która została pokazana w niekorzystnym świetle i poniekąd wyjaśnił to odcinek reunionowy. Bardzo smutny i emocjonalny. Pokazał, że nie wszystkie dziewczyny traktowały ten program wyłącznie jako pracę czy obowiązek. Nie do końca trafiły do mnie wyjaśnienia o niewiedzy na temat tego, co podczas programu przeżywała Jessica, choć później zastanawiałam się, czy w takim stanie w ogóle powinna była wziąć udział w serialu. Teraz to już nieistotne i mogę tylko trzymać kciuki, by od widzów zalała ją fala wsparcia.

Przykry wniosek na temat "Girls of Warsaw" jest taki, że szczęście zależy od posiadania partnera i rodziny. Mężczyźni byli na jednym z pierwszych planów. Andziaks, jako ta "dorosła pro", czyli żona i mama dwójki dzieci, podkreślała, że to właśnie rodzina dała jej największe szczęście i zasugerowała, że dopiero wtedy zaczęła żyć pełnią życia. Kiedy okazało się, że Klaudia nie ma partnera, od razu zaoferowała się, że go "zorganizuje". Również Ola zaczęła być przez Andziaks przekonywana, że to najwyższy czas na zajście w ciążę. Tymczasem Jessica była obok tego wszystkiego, walcząc ze swoją przykrą przeszłością związaną z brakiem ojca.

"Girls of Warsaw" to serial, który mnie wciągnął. Podczas seansu zadawałam sobie wiele pytań, lecz na niektóre nie otrzymałam odpowiedzi. Tylko same dziewczyny wiedzą, na ile się otworzyły w serialu, ale ja odniosłam wrażenie, że w ich życie można by było się jeszcze bardziej zagłębić. Bez gonienia za sensacją, a po prostu pokazania, jak jest naprawdę. Tymczasem jedną z bardziej interesujących rzeczy, jakie wyniosłam po seansie, było to, jak się zbiera trufle.

Obserwuj nas w Google Discover
REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Anna Bortniak
Redaktor

Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA