REKLAMA

Fani Gry o tron po 26 latach dostali odpowiedzi. Przełomowe informacje

To chyba największa dawka zupełnie nowych informacji na temat cyklu Pieśń Lodu i Ognia George’a R.R. Martina od jakichś... 15 lat. A zarazem potwierdzenie części fanowskich spekulacji sięgających okolic 2000 r. Zgadza się: premiera sztuki „Game of Thrones: The Mad King” („Gra o tron: Szalony Król”) okazała się zaskakująco obfita w wyjaśnienia.

gra o tron szalony król

„Game of Thrones: The Mad King” oficjalnie zadebiutuje w Stratford-upon-Avon 8 sierpnia 2026 r. Pokazy przedpremierowe rozpoczęły się jednak już 28 lipca, dzięki czemu do sieci trafiły pierwsze poważne spoilery. Sztuka koncentruje się przede wszystkim na Turnieju w Harrenhal, podczas którego książę Rhaegar Targaryen koronował Lyannę Stark na Królową Miłości i Piękna, zamiast swojej żony - Elii Martell. To wydarzenie stało się jednym z pierwszych katalizatorów Rebelii Roberta, upadku Szalonego Króla i śmierci Rhaegara nad Tridentem.

Jako że nie wszyscy będą mieli okazję zobaczyć spektakl na żywo, konto fanowskie GOT The Mad King Updates w serwisie X szczegółowo opisało wszystkie najważniejsze wydarzenia i nowinki. Fani Pieśni Lodu i Ognia od niemal trzech dekad snują teorie dotyczące tajemniczych wydarzeń z Turnieju w Harrenhal, zwłaszcza tych związanych z rodem Starków. Jedną z najpopularniejszych hipotez było to, że tajemniczy Rycerz Roześmianego Drzewa był tak naprawdę przebraną Lyanną. Teraz ta oraz kilka innych teorii zostały oficjalnie potwierdzone.

Co ważne: Martin nie jest autorem sztuki, ale jest jej producentem i konsultantem. Nie mamy pewności, czy przedstawione tam wydarzenia są w pełni kanoniczne. Do tego tematu wrócę później.

Gra o tron: Szalony Król to sztuka pełna nowych informacji z uniwersum

Książki Martina przedstawiały Turniej w Harrenhal z perspektywy różnych bohaterów. Wszystkie relacje zgodnie potwierdzają jednak, że po zwycięstwie w turnieju Rhaegar Targaryen pominął swoją żonę i koronował Lyannę Stark na Królową Miłości i Piękna. Wiadomo także o tajemniczym rycerzu, który stanął w obronie crannogmana prześladowanego przez kilku giermków. Ukrywający swoją tożsamość wojownik, znany jako Rycerz Roześmianego Drzewa, rozwścieczył króla Aerysa, lecz po jednym dniu rywalizacji zniknął bez śladu.

Od czasu publikacji „Nawałnicy mieczy” w 2000 r. powszechnie przypuszczano, że Rycerzem Roześmianego Drzewa była właśnie Lyanna Stark. Sztuka o Szalonym Królu potwierdza, że Lyanna przebrała się za mężczyznę i wyzwała na pojedynek rycerzy będących mentorami trzech giermków. Następnie zażądała, by ukarali swoich podopiecznych, jeśli chcą odzyskać konie i złoto.

Spektakl nie tylko ujawnia tożsamość Rycerza, lecz także potwierdza, że uczucie Rhaegara do Lyanny było odwzajemnione. Byli kochankami, a Elia Martell wiedziała o ich romansie i go akceptowała. Co więcej, materiał zdaje się ostatecznie rozwiewać wszelkie wątpliwości, potwierdzając, że Jon Snow jest dzieckiem Rhaegara Targaryena i Lyanny Stark, a nie synem Ashary Dayne.

Od lat było jasne, że Turniej w Harrenhal jest kluczem do odkrycia prawdy o matce Jona Snowa. To właśnie wokół tego wydarzenia narodziła się słynna teoria R+L=J (Rhaegar + Lyanna = Jon). Istniała jednak także alternatywna hipoteza. Martin wyraźnie podkreślał we wszystkich relacjach z turnieju, że Ned Stark tańczył z Asharą Dayne. Później rozeszły się plotki, że tej samej nocy została „zhańbiona”, zaszła w ciążę, a rok później popełniła samobójstwo. Krążyły również pogłoski o córce, która urodziła się martwa, lub porwanym synu.

Martin bawił się wątkiem tych plotek, by sugerować czytelnikom, że to Ashara mogła być matką Jona Snowa. Ned konsekwentnie odmawiał rozmów na jej temat w „Grze o tron”, co dodatkowo wzmacniało podejrzenia, że wychowuje ich wspólne dziecko w Winterfell. „The Mad King” ujawnia jednak, że był to jedynie fałszywy trop. Sztuka mocno sugeruje, że osobą, która „zhańbiła” Asharę, był starszy brat Neda - Brandon Stark. To z nim miała począć córkę, która urodziła się martwa mniej więcej w czasie egzekucji Brandona z rozkazu króla Aerysa.

Uzupełnienie tych luk dotyczących Turnieju w Harrenhal ma ogromne znaczenie dla całej historii. Owszem, serial HBO również ujawnił, że Lyanna była matką Jona Snowa, jednak bez potwierdzenia w książkach Martina wielu fanów nie uznawało tego za pełnoprawny kanon. Teraz można z dużo większą pewnością stwierdzić, że teoria R+L=J rzeczywiście odzwierciedla zamysł autora, ponieważ Martin blisko współpracował z twórcami spektaklu - dramaturgiem Duncanem Macmillanem i reżyserem Dominikiem Cooke’iem. Trudno przypuszczać, by zarówno sztuka, jak i serial HBO dalece odbiegały w tej kwestii od zamysłu pisarza.

Sztuka potwierdza również, że Rhaegar i Lyanna nigdy nie byli małżeństwem, co oznacza, że Jon rzeczywiście pozostaje bękartem.

Co więcej, nigdy nie otrzymał imienia Aegon. W praktyce wychodzi na to, że jego prawa do Żelaznego Tronu byłyby mniejsze niż Daenerys, która dziedziczyłaby koronę przed nim.

Wśród innych ważnych spoilerów znalazła się informacja, że zarówno Rhaegar, jak i Lyanna mieli prorocze sny związane z przepowiednią o Księciu, Którego Obiecano. Wierzyli, że ich związek jest częścią wielkiego przeznaczenia, a podczas wspólnej wizji zobaczyli Daenerys Targaryen wraz z jej smokami. Co więcej, wygląda na to, że zarówno Jon, jak i Daenerys zostali poczęci tej samej nocy pod czerwonym kometą. To z kolei sugeruje, że oboje mogą być wypełnieniem przepowiedni, choć sztuka nie potwierdza tego jednoznacznie.

Jak widać Pieśń Lodu i Ognia może zakończyć się w podobny sposób jak serial HBO, ale z pewnością nie identycznie - co zresztą już wcześniej sugerował Martin (inna sprawa, że opublikowanie dwóch ostatnich tomów sagi jest coraz mniej prawdopodobne i należy się z tym pogodzić). I jasne - jak na razie nie mamy stuprocentowej pewności, czy całość wydarzeń przedstawionych w „Game of Thrones: The Mad King” można uznać za pełnoprawny kanon, nawet mimo wyraźnej aprobaty Martina - możemy jednak podejrzewać, że wkrótce otrzymamy jakieś potwierdzenie. I wiele na to wskazuje.

Jeden ze współpracujących z pisarzem serwisów przywołuje w tym kontekście słowa autora sztuki z wywiadu dla Deadline:

Sztuka opiera się na wydarzeniach opisanych w książkach, ale rozgrywa się kilka lat wcześniej. Musiałem więc analizować dostępne materiały, szukając wskazówek: ustalić, kto był obecny, co się wydarzyło, czyja relacja jest wiarygodna itd. George napisał też znakomite kroniki historyczne, które bardzo mi pomogły. Były jednak również wydarzenia, których nigdy wcześniej nie ujawnił - takie, które od lat stanowią przedmiot gorących spekulacji fanów. W ich sprawie musiałem zwrócić się bezpośrednio do George'a.”

Duncan Macmillan dodał również, że przez cały proces twórca „Gry o tron” był „pełnym zaufania współpracownikiem, a jednocześnie bardzo troskliwie chronił swoich bohaterów i stworzony przez siebie świat”. Jak zatem widać, Macmillan dokładnie przeanalizował opublikowane materiały, a następnie konsultował z Martinem kwestie, których ten nigdy wcześniej nie ujawnił. Oznacza to, że spektakl opiera się nie tylko na istniejących książkach, ale także na rozmowach z autorem dotyczących wydarzeń, które od lat budzą największe spekulacje czytelników.

Trudno mieć wątpliwości, że chodzi przede wszystkim o największe tajemnice, czyli właśnie motywacje Rhaegara i Lyanny, tożsamość Rycerza i tak dalej. Określenie Martina mianem „pełnego zaufania” sugeruje coś jeszcze - George pozwolił Macmillanowi swobodnie dopracować wiele elementów tak, by jak najlepiej działały na scenie, wykorzystując zarówno ograniczenia, jak i możliwości teatru.

Mimo tego wszystko to, co zostało zbudowane wokół Martinowych fundamentów przez ekipę tej sztuki, należy traktować przede wszystkim jako artystyczną interpretację. Dopóki sam pisarz nie potwierdzi bezpośrednio konkretnych elementów (np. w wywiadach lub na blogu) albo nie rozstrzygnie ich ostatecznie w kolejnych tomach Pieśni Lodu i Ognia, pozostaną one jedynie teatralną perspektywą.

Więcej szczegółów ze sztuki możecie poznać tutaj:

Czytaj więcej:

Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).