Mariusz Kałamaga był jednym z uczestników programu "LOL: Kto się śmieje ostatni". Artysta kabaretowy zdradził nam, czy czuł przewagę nad innymi uczestnikami i ujawnił, jak humor Polaków zmienił się przez minione lata. Pojawił się bowiem gatunek, który zyskał przewagę nad kabaretami.

"LOL: Kto się śmieje ostatni" to program na którym trudno powstrzymać się od śmiechu. Szczerzyć zęby mogą jednak tylko widzowie - osoby, które występują w formacie, czyli aktorzy, komicy, artyści czy celebryci, muszą zachować kamienną twarz. W związku z tym, kiedy uczestnicy pajacują i starają się rozbawić innych, a ci nie mogą nawet unieść kącika ust, "LOL" staje się jeszcze bardziej zabawny. Jednym z uczestników tej edycji był Mariusz Kałamaga, artysta kabaretowy, z którym udało nam się porozmawiać przy okazji premiery 4. sezonu "LOL: Kto się śmieje ostatni".
Anna Bortniak: Czułeś, że masz przewagę nad innymi uczestnikami dzięki doświadczeniu kabaretowemu?
Mariusz Kałamaga: Ani trochę. Znam swoją osobowość - uwielbiam się śmiać i nawet prywatnie cały czas próbuję obracać różne sytuacje w żart. Szukam w nich komedii i humoru, więc to wcale nie pomagało. Tam nie możesz nawet drgnąć kącikiem ust. Gdyby chodziło tylko o lekką kontrolę, byłoby łatwiej, ale ta pełna "martwica twarzy", zero emocji - to było naprawdę trudne. Tym bardziej że dla mnie największą radością w byciu na scenie jest to, że sam się dobrze bawię. I to jest chyba największa pułapka tego programu.
Z jakich trików korzystałeś, żeby się nie zaśmiać?
Pewnie wpadłem na jakieś pomysły w trakcie, ale ten program jest tak skonstruowany, że 6 godzin zamienia się w tydzień w twojej głowie. Ilość bodźców, tych wszystkich absurdalnych "ataków" z każdej strony… Ja prawie nic nie pamiętam. Mam pojedyncze flashbacki - że coś się wydarzyło, ktoś coś powiedział - ale nie wiem kiedy ani dlaczego. Dlatego sam czekam na emisję, żeby zobaczyć, co tam się właściwie działo.
Po jakimś czasie nieśmiania się pewnie musiałeś jakoś odreagować.
Byłem ogromnie zmęczony. Nagrywki trwały kilka godzin, a miało się wrażenie, jakby to była niekończąca się impreza. Oczywiście odreagowaliśmy - bardzo kulturalnie - ale było naprawdę wesoło. Ten intensywny czas sprawia też, że szybko łapiesz więź z ludźmi, nawet jeśli wcześniej się dobrze nie znaliście.
Pamiętasz, przy kim najtrudniej było ci zachować powagę?
To nie była kwestia jednej osoby. Wystarczyło się źle odwrócić i trafiałeś na coś zaskakującego. Bardziej bałem się tych nagłych sytuacji niż konkretnych ludzi - wszędzie coś się działo. Za to w drugą stronę było trudniej z Janem, bo go wcześniej nie znałem. Nie wiedziałem, czego się po nim spodziewać ani jak do niego podejść.
Jano mógł być czarnym koniem, bo jako jedyny był znany z social mediów, a nie z show-biznesu. A skoro o show-biznesie mowa: jesteś na scenie kabaretowej od lat. Czy czujesz, że humor Polaków zmienił się przez ten czas?
Na pewno się zmienia, choć powoli. Ostatnio uświadomiłem sobie, że jestem na scenie od 2003 roku - to już 23 lata. Fajne jest to, że ludzie nadal chcą się śmiać. Do tego bardzo rozwinęła się scena stand-upowa, więc cała branża komediowa się powiększyła. Zauważam też, że jest coraz większe zapotrzebowanie na bardziej dosłowny, mocniejszy humor. Stąd fenomen stand-upu.
Kabaret i skecze to jedno, ale obok tego pojawił się humor bardziej bezpośredni - taki, z którego śmiejesz się w zaufanym gronie, ale niekoniecznie wrzucisz publicznie. Stand-up stworzył coś w rodzaju "wtajemniczonej" publiczności - ludzie wiedzą, na co idą. Do tego dochodzą roasty, które kiedyś w Polsce były nie do pomyślenia. A dziś? Pełne sale. Sam brałem udział w roaście Krzysztofa Stanowskiego - niesamowite doświadczenie.
Skąd twoim zdaniem bierze się popularność programu "LOL: Kto się śmieje ostatni"?
Oglądałem wszystkie sezony i od początku marzyłem, żeby tam trafić. Bardzo się ucieszyłem, kiedy dostałem zaproszenie. A co do fenomenu - dla mnie najzabawniejsze jest właśnie powstrzymywanie śmiechu. Nie same wygłupy, tylko moment, kiedy widzisz ludzi, którzy walczą sami ze sobą, żeby nie wybuchnąć. To jest sedno programu. Ktoś wpadł na prosty pomysł, ale zrobił z tego coś świetnego dla rozrywki.
Usłyszałeś ostatnio jakiś żart, który cię rozbawił?
Najgorsze jest to, że kiedyś znałem setki dowcipów na pamięć, a teraz słyszę i od razu zapominam. Dobra, mam jeden suchar: co ma wspólnego pies i wyspa? Majorka. Jak tylko wyłączymy kamerę, przypomnę sobie dwanaście lepszych.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Widziałam już 4. sezon LOL-a. Wiem, kto się śmieje ostatni - recenzja
- Jest zwiastun 4. sezonu LOL: Kto się śmieje ostatni. Popłaczesz się
- "LOL: Kto się śmieje ostatni" właśnie wrócił. I chyba wiem, dlaczego jest tak dobry - opinia
- Polski show komediowy Amazona wali żartami jak twój stary. Tylko śmieszniejszymi
- Amazon zrobił polski show komediowy, przy którym ubawisz się jak twój stary na "Śmiechu warte"
Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.