REKLAMA

Ukochany przez widzów thriller dostał 2. część. Już jest w HBO Max

W HBO Max wylądowały właśnie dwa filmy, będące dość unikalnym, interesującym przypadkiem. Rzecz w tym, że z jednej strony sam fakt powstania drugiego z nich jest swoistym ewenementem, a z drugiej - jest on znacznie lepszy od pierwowzoru. 

hbo max księgowy 2 co obejrzeć
REKLAMA

„Księgowy” z 2016 r. w reżyserii Gavina O’Connora nie triumfował artystycznie, ale okazał się opłacalny. Film kosztował ok. 44 mln dol., a zarobił około 155 mln na świecie. To oznacza ponad 3,5-krotny zwrot względem budżetu, zanim doliczy się wpływy z VOD, telewizji i sprzedaży nośników. Dla thrillera akcji z kategorią wiekową R były to bardzo dobre wyniki. A Hollywood często bardziej ceni film, który kosztował 40-50 mln i zarobił 150 mln, niż widowisko za 250 mln, które zarobiło 500.

Co ciekawe, zarobki wcale nie pokrywały się z odbiorem. Krytycy byli surowi - wytykali obrazowi nadmiar wątków, nierówne tempo, nieudolną próbę połączenia dramatu o autystycznym geniuszu z brutalnym kinem akcji, kulawy scenariusz. Publiczność, owszem, oceniała „Księgowego” znacznie lepiej - choć gdy rzucimy okiem na Rotten Tomatoes, wciąż trudno mówić o zachwytach (53 proc. pozytywnych recenzji dziennikarzy i 77 proc. pozytywnych not od widzów).

Nie miało to jednak zbyt dużego znaczenia. Kluczowe są pieniądze. A poza umiarkowanym sukcesem kinowym film okazał się prawdziwym hitem w naszych domach - jednym z najczęściej oglądanych thrillerów na platformach VOD i w telewizji. To tzw. long-tail hit, czyli obraz, który nie zrobił furory w momencie premiery, ale przez lata regularnie trafiał do topek platform, był chętnie oglądany podczas emisji w TV i stopniowo poszerzał swoją widownię.

Reżyser Gavin O'Connor wielokrotnie podkreślił, że - ku jego zaskoczeniu - był bardzo, bardzo często pytany o kontynuację. Studio też zwróciło uwagę na fakt, że „Księgowy” stał się marką, która cały czas żyje. Co ciekawe, scenarzysta Bill Dubuque już podczas prac nad pierwszym filmem stworzył bohatera z myślą o całej serii, ewentualnie trylogii - jednak decydenci w Warner Bros. długo nie potrafili zdecydować, czy kontynuacja jest warta inwestycji. Nie pomagały zmiany władz studia, pandemia i inne komplikacje. Dopiero przejęcie praw przez Amazon MGM sprawiło, że projekt mógł wystartować.

A najciekawszym elementem tej historii jest fakt, że wydany po blisko dekadzie sequel okazał się znacznie lepszym filmem. Jego seans mogę polecić z czystym sercem.

REKLAMA

Księgowy - 2 części już w HBO Max

„Księgowy 2” rozpoczyna się od zagadkowego morderstwa mężczyzny, któremu przed śmiercią udaje się zostawić wiadomość: „znajdź księgowego”. W efekcie Christian Wolff (Ben Affleck) ponownie zostaje wciągnięty w śledztwo - tym razem dotyczące siatki handlu ludźmi i zorganizowanej przestępczości. Szybko okazuje się jednak, że zagadka kryminalna jest tu raczej pretekstem do ponownego spotkania bohatera z bratem, Braxem (Jon Bernthal). To właśnie relacja tej dwójki staje się sercem filmu i sprawia, że sequel działa znacznie lepiej niż „jedynka”.

Największą zmianą względem pierwowzoru jest ton opowieści. O ile pierwszy „Księgowy” próbował jednocześnie być skomplikowanym thrillerem, dramatem o autyzmie i brutalnym filmem akcji, o tyle kontynuacja stawia na bardziej rozrywkową formułę. Reżyser Gavin O'Connor i scenarzysta Bill Dubuque ograniczają liczbę fabularnych łamigłówek, a więcej miejsca poświęcają cudownej chemii między Benem Affleckiem i Jonem Bernthalem. Ich spotkanie w pierwszej części było jednym z najlepszych komponentów produkcji - teraz jest jeszcze lepiej. Ekranowa relacja przypomina najlepsze kino kumpelskie: obfite w cięte dialogi, droczenie się i, uwaga, autentyczną braterską czułość (choć przecież żaden z nich nie potrafi utrzymać zdrowych relacji). Dzięki temu film zyskuje ten rodzaj humoru i emocjonalnego ciepła, które wznoszą opowieść na wyższy poziom i które zdecydowanie zrobiłyby dobrze „jedynce”. „Księgowy 2” jest najlepszy właśnie wtedy, gdy bohaterowie po prostu ze sobą rozmawiają lub wspólnie wykonują kolejne zadania.

Doceniam też bardziej umiejętne wyważenie akcji i komedii. Wolff nie jest już wyłącznie chłodnym geniuszem o nadludzkich zdolnościach - stał się bohaterem bardziej ludzkim, wiarygodnie nieporadnym w kontaktach społecznych, momentami budzącym współczucie, a kiedy indziej całkiem zabawnym. Tytuł nie odpuszcza efektownych strzelanin i brutalnych starć, ale znacznie częściej pozwala bohaterom odetchnąć i budować relacje. W efekcie sprawia wrażenie swobodniejszego, bardziej pewnego siebie i jest zwyczajnie przyjemniejszy w odbiorze. Jest tu sporo oldschoolowego, a trochę... telenowelowego sznytu. Czy to źle? W przypadku tych chłopaków: przeciwnie. 

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

Tagi:
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA